kocham cię cicho
bez wielkich słów
tak
żeby dziecko
nie bało się domu
ono zostało między nami
jak ciepło
przesunięte za blisko krawędzi
ma twoje oczy
kiedy patrzy uważnie
jakby czekało
aż przestaniemy mówić bólem
i moje dłonie
gdy zasypia
zaciśnięte lekko
na skrawku koca
nie pytam już
kto bardziej cierpiał
miłość czasem
nie wraca do ludzi
tylko zostaje
w małym oddechu
pod drzwiami pokoju
w buzi ubrudzonej mlekiem
w śmiechu
który nagle
rozbraja cały dzień
patrzę na ciebie
potem na dziecko
i wiem
że nawet jeśli coś pękło
nie wszystko
musiało się skończyć
bo ono mówi mama
ono mówi tata
a ja pierwszy raz
od dawna
nie słyszę w tym winy