wyjechałem nocą
miasto jeszcze chwilę
trzymało się szyby
mokrym odbiciem przystanku
potem została tylko droga
deszcz sypał po masce
drobnym szkłem
wycieraczki zsuwały noc
na boki
wracała
na tylnym siedzeniu
pusta butelka
stukała o drzwi
telefon rozciął ciemność
raz i drugi
niektóre głosy
gasną po pierwszym sygnale
ciężarówki dudniły obok
ich światła ślizgały się po dłoniach
niczym cudze palce
trzymałem kierownicę
za mocno
ominąłem kolejny zjazd
zwolniłem
usłyszałem wtedy
że nikt mnie nie goni
tylko w lusterku
jadę bez świateł