podnieś ją pod światło
pusta filiżanka jeszcze oddaje zapach
na dnie cienki osad
jak mapa obcego miasta oglądana o poranku
w którym wszystko było możliwe
została kawa wypita na schodach
przy campo de’ fiori
i pytanie zadane przez obcego
którego twarzy już nie pamiętasz
a sens wciąż wraca
został dworzec
bilet zagięty w kieszeni cięższy niż decyzja
i stolik przy rue mouffetard
gdzie milczenie pierwszy raz nie upokarzało
ta pustka przechowuje chwile
po których świat
nie składa się z powrotem
w dawny porządek
obok stoi kubek
gruby i nieforemny
zaprojektowany na brak uwagi
pije się z niego w pośpiechu
bez zapachu bez pamięci
odkładany byle gdzie
zbiera osad tych dni
po których nic nie zostaje