Jadwiga dziś jakaś zamyślona
Małżonek mecze tylko a ona
Przypomina o rocznicy
Wypina w kusej spódnicy
Atrakcji krągłości krzycząc gola
Jadwiga dziś jakaś zamyślona
Małżonek mecze tylko a ona
Przypomina o rocznicy
Wypina w kusej spódnicy
Atrakcji krągłości krzycząc gola
Szalupą fale kołyszą,
a morze dziś niespokojne,
tylko syreny mnie słyszą,
i myśli ostatnie nieznojne.
Jakieś światełko w tunelu,
wołasz mnie: – przyjdź tu do mnie.
Wolę podążać bez celu,
świadomość zbierać ułomnie.
Przecież gdzieś czekasz na brzegu,
pamiętam, obiecywałaś,
przechadzkę w jednym szeregu,
tej jaźni mi nie zabrałaś.
Ile to dekad minęło,
w samotnej szalupie płynąć,
zadręcza mnie Boga dzieło,
na morzu dałem ci zginąć.
Świeczkę na plaży zapalam,
by czarne myśli oswoić,
racę czerwoną odpalam,
by serce w bólu ukoić.
Wpatruję się gdzieś daleko,
chcę ujrzeć twoje oblicze,
latarnia mruga powieką,
a ja już na nic nie liczę.
Bez ciebie w życiu tak pusto,
nie mogłem cię uratować.
W majakach wracasz całować,
przez puste zamglone lustro.

Anaya chwałę chciał przywrócić siłą
„Różaniec” ostatnią mocą prawdziwą
Junty na kryzys odpowiedź zuchwała
Przez siedemdziesiąt trzy dni krew spływała
„Paraquat” odpowiedzią demokrację-
Przywrócił, „Żelaznej Damy” kondycję
„Boski Diego” natchniony sytuacją
„Ręką Boga” zwycięstwo zdobył z gracją
Siedmiu moich braci widziało ten czyn
Bóg za koszulkę ręką uniósł- to cud
Niesprawiedliwości godzien ten wyczyn
Każda wojna ból i cierpienie niesie
Nawet pięknie na szkle wyrysowana
Niewinne dusze zabiera w chaosie
Nigdy nie pisz scenariusza do życia. Zawsze cię oszuka.
Pierwsze nasze spotkanie. Pewni niesłychanie
Skąd ta pewność pochodzi. Może się minęli
niezauważenie całkiem jak dwa cienie na ulicy
Usłyszeli głos przez telefon choćby to zwykła pomyłka
– dzień dobry, przepraszam
– ależ nic nie szkodzi
Czy to przypadek ludzi łączy zwykła rozmowa, pytanie?
Podświadomie może kogoś szukają samotnością udręczeni.
Może to nie do końca traf losu, ktoś chce by byli razem?
Kto? Znowu w mojej głowie się rodzi takie pytanie.
Nigdy nie wiadomo które to spotkanie i w jakim celu
na chwile, czy na resztę życia to wspólne przyciąganie
Jedno jest pewne, choć pytań stawiać można wiele
ten magnes działa, odkąd nasz świat istnieje.
Walka o miłość przerosła marzenia
w pajęczą siatkę chowane złudzenia
Powrócił ogień domowej alkowy
jak seks baśniowy
Ostatnia szansa, zapomniane żale
zwykłe głupoty narosły na skale
dłutem wyryte brutalnie spisane
zdradą owiane
Plotka puszczona, latawiec na wietrze
frunie przynosząc zatrute powietrze
Fałszywe słowa poraniły włócznią
jadem i próżnią
Prawdziwa miłość, myślisz straszny banał
głupota ludzka, zwykły życia kawał.
A ja zaprzeczę i krzyknę ze złością
Precz z naiwnością!
Zawsze wierzyłem i dar otrzymałem
bratnią duszyczkę, którą pokochałem
Nie spadła z nieba byliśmy na ziemi
jak w świecie cieni
Miłość nie mija, nigdy- to dotkliwe
choć łzy mam w oczach, to takie prawdziwe
Rzadko mówiłem, może teraz powiem
tu, nad twym grobem
Ojciec Aleksander z zakonu Paulinów
Często robił wycieczki aż za Ursynów
Jechał po kielichu
Zawsze tak po cichu
Zakon sponsorował odwiedziny synów
Nigdy nie oglądaj się za siebie, twój cień cię dogoni- zależy, z której strony jest słońce.
niepotrzebny pies-
świąteczny podarunek
znalazł schronienie