wchodzi bez pukania
zaspana
w za dużym swetrze po zimie
rzuca klucze na stół
i otwiera okno na oścież
śmierdzi mokrym asfaltem
to ona
paznokcie krótkie do bólu
bo znów nie mogła doczekać się świtu
teraz stoi na balkonie
i pluje celnie w resztki śniegu pod blokiem
nie śpiewa
włącza radio
szuka hałasu
chce żeby pękły
wszystkie zdrętwiałe rury w piwnicach
i nasze sztywne karki
wiąże mocno sznurowadła
wychodzi na ulicę
i kopie kamienie pod górę
ma w nosie twoje zmęczenie
i że boli cię głowa
rozlewa zieloną farbę na płoty
szybko
byle jak
żeby tylko przestało być szaro
stoi jeszcze chwilę
pali twojego papierosa
i nie ma zamiaru przepraszać