W obliczu przemijania patrzę w dal
Czuję jak czas przemyka brudząc szkło
Zmurszałymi klepsydrami spijam dzień
Wędruję pomiędzy tutaj a za chwilę
Istnieję wyłącznie w efemerycznym śnie
Ukrywam się w tęsknocie za przeszłością
Nie potrafię wypowiedzieć nawet słowa
By nie urazić delikatnych skrzydeł jutra
Zaklęty pomiędzy zmierzchem a świtem
Doświadczam schizofrenicznego błysku
Życie krąży jak szare strudzone gołębie
A my- jesteśmy wyłącznie uczestnikami
– W sztafecie między życiem a śmiercią