na skraju miasta stoi budynek
o którym nikt nie mówi głośno
pracownicy przychodzą bladym świtem
w białych rękawiczkach składają niebo
półfabrykaty poranków ustawiają w rzędach
od śnieżnych po burzowe
z zakazem mieszania
każda chmura musi przejść kontrolę jakości
sprawdzają puszystość
cień w odpowiednich proporcjach
wilgotność obliczoną co do kropli
są normy – żadnych wyjątków
po godzinach nikt nie rozmawia o pracy
choć wszyscy wiedzą
że raz na jakiś czas
zdarza się jedna
co wymknie się z taśmy
za lekka
za dziwna
i wtedy dzieją się burze
których nie było w planach