Skowyczy wicher wrogo, gasząc wszystkie świece.
Dziś litania za zmarłych. Raptowne łup, łup, łup,
łańcuchami dalibóg- kołacze do drzwi duch.
Nieproszony z piekła gość zgubił drogę pewnie,
albo to sąsiadów kot, czarny diabeł drepcze.
Łup, łup, łup- Matko Święta- donośny łomot znów,
to chichoty demona przenoszą się przez próg.
Czerwone oczy świecą, widzę groźną bestię,
co za stołem zasiada z uśmiechem szyderczym
przeglądając notatnik z siedmiu natręctw głównych
i dziesięciu rozkazów- kto dzisiaj następny.
Przemówił ludzkim głosem: oddajmy cześć Stwórcy!
Później okiem łapczywym zerknął do koperty,
z gracją machnął ogonem, aż budzik poruszył.