czekałem na ciebie obok przystanku
czwórka jechała pusta
tylko wiatr smagał szyby
liście przyklejały się do chodnika
padało
facet w czarnej kurtce patrzył na mnie
jakby miał spokój na wyłączność
w ręku ściskałem plastikową siatkę
z logo nieistniejącego sklepu
jabłka cięły palce trującym ciężarem
myśli pulsowały w głowie
rozsadzały czaszkę wspomnieniami
autobus zabrał mnie za miasto
gdzie rzeka cuchnie jak brudna rana
gdzie cisza wgryza się w trzewia
i wypluwa resztki zgniłej miłości