Kategorie
Post

liturgia zwrotna

niedzielne przedpołudnie
pod ścianą marketu
procesja

niesiemy przezroczyste truchła
relikwie trzeciego stopnia
wprost w stalowe ucho igielne

butelka —
modlitwa niedokończona

maszyna
bezwzględna jak wyrok
przyjmie do sprawiedliwych
albo wypluje z powrotem
między potępionych

wewnątrz zgrzyt
zgniatanych butelek
pięćdziesiąt groszy
za odpuszczenie winy

świat odkupiony
paragonem z automatu

sumienie czyste
podłoga lepka

Kategorie
Post

instancja wrzątku i ciszy

no i stoi
taki szafiasty
wypukły w stronę przechodniów
z okiem martwym
nie świeci zapłać

mówię do niego
panie automacie co pan taki nieczynny
czy panu dusza zaśniedziała w rurkach
czy ten plastikowy kubek
ten biały embrion
nie chce się już wykluć
pod brązowym sypnięciem

milczy
tylko w środku coś rzęzi
jakby mruczał pod nosem
modlitwę o odkamieniacz

on ma w sobie całą geometrię poranka
walec kubek
sześcian cukier
i czarną nieskończoność
parzoną
w blaszanych ciemnościach

naciskam espresso – nic
naciskam czekoladę – głucho
on nie jest do picia
on jest do patrzenia
jak nic nie wychodzi

stoi taki
zakurzony
z napisem brak monety

ja też nie mam

stoimy tak sobie obaj –
ja nieużyty
i on nieużytek

kap
kap
kap

jednak zapłakał
jedną kroplą
letnią

Kategorie
Post

wypowiedzenie posłuszeństwa

to nie są moje nogi
to obce kłody
rzucone w poprzek pokoju

to nie jest moja krew
to zimna woda
płynąca pod skórą

nie ma we mnie zgody na tę ciszę
gdy język kołowacieje
i brakuje słowa
choć jeszcze przed chwilą
było ostre

z ust wychodzi tylko bełkot
człowieka
który zapomniał
jak krzyczeć

moje ciało wystawiło rachunek
i gasi światło w kolejnych pokojach
najpierw zgasły schody
potem okna
teraz gaśnie wzrok

jestem zamknięty
we własnym kręgosłupie
chciałbym biec
jednak muszę liczyć oddechy

to wojna we mnie
którą przegrywam każdego ranka
kiedy słońce uderza w powieki
a ja nie mam siły podnieść ręki

tej ręki
kiedyś pewnej
dziś niezdolnej
utrzymać szklanki

Kategorie
Post

kobieta

kiedy rodzi się dziewczynka
chcą ją natychmiast nazwać

delikatna
ładna
grzeczna

jakby człowiek
był formularzem
z rubrykami do wypełnienia

ona tymczasem

nosi torbę z zakupami
i pół dnia milczenia

odchodzi
z miejsca
które nazywano szczęściem

śmieje się tak
że całe powietrze
zmienia zdanie

nie mieści się
w żadnej rubryce

świat
zostawia
puste miejsce

na imię

Kategorie
Post

Rachunek za żebro

Mówicie:
Kobiecość bez etykiet.
Słucham.

Lecz od początku świata
ta jedna
wrasta nam pod skórę.

Ewa.

To był przecież drobiazg.
Owoc mieszczący się w dłoni
i głód, by wiedzieć.

Wystarczyło.
Oś Ziemi drgnęła.

Stoję z boku
jako sprzymierzeniec
lecz pamiętam uśmiech
z tamtego ranka.

Niewinny z wyglądu.
Jak szept:
spróbujesz?

Mówicie:
kobiety są silne.
Wierzę.

Mało kto potrafi
z cudzej kości
ulepić historię świata.

A potem patrzeć
bez mrugnięcia

jak on stawia pierwszy krok
nad przepaścią.

I jeszcze szepcze:
dziękuję.

Kategorie
Post

architektura pustki

podnieś ją pod światło
pusta filiżanka jeszcze oddaje zapach
na dnie cienki osad
jak mapa obcego miasta oglądana o poranku
w którym wszystko było możliwe

została kawa wypita na schodach
przy campo de’ fiori
i pytanie zadane przez obcego
którego twarzy już nie pamiętasz
a sens wciąż wraca

został dworzec
bilet zagięty w kieszeni cięższy niż decyzja
i stolik przy rue mouffetard
gdzie milczenie pierwszy raz nie upokarzało

ta pustka przechowuje chwile
po których świat
nie składa się z powrotem
w dawny porządek

obok stoi kubek
gruby i nieforemny
zaprojektowany na brak uwagi
pije się z niego w pośpiechu
bez zapachu bez pamięci

odkładany byle gdzie
zbiera osad tych dni
po których nic nie zostaje

Kategorie
Post

idź do innego

na ulicy wojska polskiego
głowa to towar deficytowy

ledwo ktoś skręci w bramę
nieśmiały
zarośnięty

już czuje na karku
cztery pary nożyczek
szczękających w powietrzu
jak głodne bociany

z lewej
biały salon
pachnący spirytusem i ciszą

z prawej
tapety ciężkie od złota
i lustra
które powiększają twarz

kawałek dalej
barbershop
gdzie broda ma status projektu

mężczyzna siedzi w fotelu
jak w konsultacji z własnym zarostem

ja krążę
po jednej i po drugiej stronie ściany
cieńszej od włosa

każdy ma swój ręcznik
swój lakier
swój sposób prowadzenia nożyczek

tuż nad chodnikiem wisi
jedno pytanie

czy ten pan
który właśnie idzie
skręci

czy zatrzyma go szyld
czy przypadek

na jednym dębie
cztery dzięcioły

każdy pewny
że kornik
do niego

przyznam
idź do innego

Kategorie
Post

wyjście

nie mam już ochoty
niczego ratować

to nie bunt
to zmęczenie
w końcu wie
kiedy wstać

na stole leży piasek
wysypany z butów
jak wszystkie wersje
które miały mnie ocalić

nie szukam sensu
sens nie goni
zmęczonych

ja wolę prawdę
krótką
i bez świadków

nie zamykam drzwi z hukiem
bo nie ma po co
hałas jest dla tych
którzy chcą wracać

świat zostaje taki sam
ja przestaję

moja droga nie jest lepsza
jest moja
bez znaków zakazu

idę
z podniesioną głową
bo tylko tak
nie widać twarzy

Kategorie
Post

nocna gramatyka

sen nie zaczyna się od zamknięcia oczu
raczej od utraty składni

rzeczy łączą się
nie pytając o zgodę
czasownik nagle pasuje
do wszystkiego

idę przez zdanie
bez orzeczenia
sens wyprzedza przypadki
i gubi kierunek

twarz kogoś
kogo nie znam
jest mi bliższa
niż to
jak się nazywam

język próbuje nadążyć
ale ślizga się
po znaczeniach
jak na mokrych schodach

słowo „teraz”
trwa zbyt długo
a „wcześniej”
wraca bez zapowiedzi

budzę się kilka razy
w tym samym śnie
za każdym razem
z innym wyjaśnieniem

pamięć nie zapisuje
tylko miesza
jakby sprawdzała
czy jeszcze wierzę

rano zostaje
uczucie
poza składnią
i zdanie
którego nie umiem powtórzyć

wiem tylko
że było dokładne
jak coś
czego nie da się użyć
na jawie

Kategorie
Post

zmęczenie materiału

nie ma smutku
są mikropęknięcia
w strukturze
nieprzystosowanej
do tylu prób

ciało
stop metali
bez zaufania
do własnej wytrzymałości

miłość nie znikła
zmieniła stan
z lotnej
w ciężką
osiadającą

teraz każde „dzień dobry”
ma masę
ciągnącą w dół

nie patrz w oczy
tam nie ma metafor
jest tarcie
powierzchni
nie do pogodzenia

czuję ucisk
pod lewą łopatką
to nie serce
punkt
gdzie materiał
w końcu się rwie

w środku
nie ma kształtu
jest miejsce
sklejone na ślinę