Kategorie
Post

na schodach

nie anioł
tylko sąsiadka z dołu

taszczyła siatkę
i moje dzień dobry
też taszczyła

gdy odbiło mi się
przypadkiem
z żołądka

podniosła

powiedziała
panie
ostrożnie

tu się człowiek
łatwo wywraca
na samym sobie

i poszła

bez skrzydeł
bez aureoli
z kapustą

ja zostałem
na pół
piętrze

Kategorie
Post

cudzysłów

najpierw było słowo
potem okienko

człowiek wpisał ból
bo własny
nie chciał się otworzyć

wpisał matkę
żeby tekst miał
komu umrzeć

wpisał głód
z pełnym brzuchem

wpisał miłość
bo nią najłatwiej
żebrać o zachwyt

maszyna nie zadrżała
nie miała ciała
ani gardła

człowiek miał oddech
dłonie
i wybór

nie zawahał się

rozsunął opatrunki
bez mydła
bez wstydu

wsadził palce
tam gdzie ktoś
jeszcze oddychał

wyjął głos

przymierzył go
jak płaszcz po zmarłym
poprawił kołnierz
w blasku monitora

i powiedział
zawsze tak mówiłem

nie kradł
nazywał to inspiracją

nie żerował
wycinał
najlepsze fragmenty

ludzie bili brawo
za bliznę
sklejoną żółcią

pod spodem napisano
pięknie
aż boli

wtedy widać najwięcej

nie maszynę
nie kod
nie ekran

a pasożyta
otwierającego usta
cudzą raną

winę nosi ręka
wpychająca w puste pole
żywe mięso

dawniej wiersz
trzeba było przegryźć
własnym językiem

czasem zostawała sól
czasem ślad po zębach

teraz wychodzi gładki
jak skóra
zdarta z kogoś innego

bez winy
bez odcisków

tylko podpis
brudzi papier

Kategorie
Post

a co dziś w kalendarium

urodził się ktoś ważny
umarł ktoś ważniejszy
podpisano pokój
po którym długo sprzątano

w rubryce niżej
stało
że tego dnia
nie wydarzyło się nic

wstałem
umyłem twarz
nie od razu poznałem wodę

na stole leżał chleb
twardy na brzegach
jak argument

za oknem człowiek
prowadził psa na smyczy
pies oglądał się
jakby coś zostawił

nie wiem
czy warto to wpisać

dziś
nic mnie nie zabiło

pod datą
papier był za cienki
na umieranie

Kategorie
Post

ciemna liturgia porcelany

wszedłem do pokoju
jak do kaplicy po remoncie

na stole stała filiżanka
mała biała studnia
z uszkiem przekręconym
w stronę nieobecnych

nie było w niej kawy
tylko ciemność
jeszcze ciepła po ustach

pomyślałem
że przez całe wieki
szukano właśnie tego
naczynia
za ciasnego na ocalenie

porcelana milczała
cienka jak amen
urwane przed końcem

podniosłem ją ostrożnie
nie żeby pić
lecz sprawdzić
czy ciężar zbawienia
mieści się w dwóch palcach

na dnie osiadł fus
układał się
nie do odczytania

nie wino
nie krew
tylko ta filiżanka

cięższa
niż powinna być

Kategorie
Post

ogród który odpowiadał

wszedłem przez furtkę
niższą od mojego zdziwienia

trawa ukłoniła się pierwsza
zielony lokaj
z rosą przy kołnierzu

kwiaty mówiły kolorami
każdy
innym szeptem

tulipany stały sztywno
w zapiętych kielichach
i poprawiały płatki
po każdym westchnieniu

stokrotki śmiały się nisko
przy samych butach
jak dzieci
którym zabroniono mówić

fiołki schowały twarze
lecz zapach
wydał je pierwszy

mak w czerwonej koszuli
zasnął
nim dokończył zdanie

a niezapominajki
patrzyły tak błękitnie
że cofnąłem imię
do gardła

chciałem zapytać
dokąd prowadzi

ogród zaszumiał
wszystkimi liśćmi naraz

tam
gdzie ścieżka
rozdwaja się pod stopą
i każe wybrać
nim nazwiesz to życiem

Kategorie
Post

notatnik podróżny

właśnie minąłem siebie sprzed chwili
na ruchomych schodach w metrze
miałem minę jakbym pomylił piętro
z cudzym życiem

za rogiem atlas przeglądał
własny spis treści
nie mógł znaleźć świata
a przecież stał na nim

ptaki w parku układają
nuty z pogiętych biletów
dźwięki odbijają się między ławkami
wciąż wracają z inną pieczątką

w kieszeni mam okruch chleba
i rachunek z kawiarni
na którym ktoś obcy
dopisał ołówkiem dziękuję

nie wiem komu
nie wiem za co
ale to chyba wszystko
co mogę unieść

Kategorie
Post

niskie ciśnienie

wszystkie te wasze wielkie litery
zużyte hasła na billboardach
możecie sobie wsadzić
w szczeliny między płytami

mnie tam nie ma
siedzę w kuchni
patrzę jak mucha odbija się od szyby
choć obok okno jest otwarte

to jedyna uczciwa metafizyka

świat jak zepsute radio
trzeszczy w sąsiednim pokoju
ktoś krzyczy
że to już koniec

sprawdzam
czy kawa jeszcze ciepła

kawa jest zimna
na tym kończy się
dzisiejszy porządek rzeczy
w obrębie tego stołu

nie patrz na mnie tak
jakbym był winny
tych wszystkich nieudanych rewolucji

piję colę
palę wiersz
czekam

aż ciemność na klatce schodowej
stanie się na tyle gęsta
żebym mógł w niej spokojnie zniknąć
zanim znów zadzwoni domofon

Kategorie
Post

trzeci maja

nie zaczynam od ojczyzny
bo za łatwo ją wtedy
postawić na baczność

wolę patrzeć
jak biało-czerwony materiał
porusza się lekko nad oknem

jakby ktoś sprawdzał
czy jeszcze oddychamy razem

na rynku ludzie idą wolno
dziecko ciągnie matkę za rękaw
ktoś niesie kwiaty
inny milczy za wszystkich

konstytucja nie szumi w papierze
jeśli nikt jej nie bierze do rąk

jest w tym
że jeden człowiek
nie powinien bać się drugiego

jest w ławce
na której ktoś zostawił miejsce
dla nieobecnych

w głosie
który nie krzyczy
a jednak nie daje się uciszyć

w dłoni
wyciągniętej wtedy
gdy nikt nie patrzy

dzisiaj Polska
nie potrzebuje wielkich słów

wystarczy
żebyśmy stanęli obok siebie
tak blisko
aż wstyd będzie
odwrócić wzrok

Kategorie
Post

majówka

dzień pierwszy

lodówka otwarta na oścież
jakby miała nas uratować
z półek spadają butelki
zimne na zapas

jedziemy w zielone
z plastikowymi torbami
pełnymi mięsa
które jeszcze nic nie wie

trawa przyjmuje nas bez pytania
rozstawiamy krzesła
jedno przy drugim
i kilka na wszelki wypadek

pierwsze piwo znika szybko
drugie robi się odważniejsze

ogień chwyta bez oporu
tłuszcz kapie
dym wybiera oczy
zawsze te same

nalewam do pełna

dzień drugi

budzimy się późno
w ciałach cięższych niż wczoraj

popiół jeszcze ciepły
nic się nie skończyło

więc zaczynamy od nowa

mięso czernieje
w środku jeszcze surowe

śmiech przychodzi gwałtownie
potem siada cicho gdzieś obok

ktoś zasypia na krześle
ja szukam telefonu
choć ekran świeci w dłoni

słońce trzyma nas krótko
nie pozwala się ukryć

dzień trzeci

ciszej

butelki stoją w trawie
puste do końca

ognisko już tylko udaje ogień
dym nie ma siły iść w górę

ziemia oddaje nas bez żalu

wracamy
z zapachem w skórze

i czymś
co siedzi w gardle

Kategorie
Post

pierwszy maja

w kalendarzu czerwony prostokąt
jakby zaznaczono miejsce
w którym oddycha się wolniej

mówią że to święto pracy
patrzę na ręce
nie są odświętne
są na miejscu

na ulicy ktoś niesie transparent
litery trzymają się razem
lepiej niż ludzie

idę obok
nie niosę nic
tylko ciało
które nie potrafi stanąć

praca nie zaczyna się rano
nie kończy po południu
zostaje pod paznokciami

nawet dziś
kiedy wszystko ma być wolne
słyszę polecenie
zapisane w mięśniach
i wykonuję je