Pierwsze cięcie mierzy ciało,
biała kreda jeszcze blada.
Drugie jutro obok stało,
luźny wykrój raptem spada.
Każdy wybór kłuje stale,
ostra igła rani dłonie.
Ciasny kołnierz liczy żale,
obce płótno wolno tonie.
Twoje palce znają ramię,
ciepła bliskość zszywa ciszę.
Czuła prośba gorzko łamie,
miękkie usta nadal słyszę.
Stara forma gniecie skrycie,
pusta szafa dziwnie żywa.
Ciasna miara zmienia życie,
twardy fason bliznę skrywa.
Lewa strona rodzi znamię,
jasne ściegi wiążą składnie.
Odwrócenie tylko kłamie,
czarny guzik kiedyś spadnie.
Zapatrzonym gaśnie mowa,
zamilczeni chcemy zostać.
Martwe sukno resztę chowa,
goły wieszak przeżył postać.