Kategorie
Post

nokturn

krąży między domami

na parapecie ślad po doniczce
ziemia
nic z niej nie wychodzi

za oknem
krótkie błyski światła

stoisz

tak blisko
że wstrzymujesz
mój oddech

słyszysz
jak krew omija jedno miejsce

oglądasz się

w kącie
fotel odwrócony do ściany

na szybie
rysa cienka na paznokieć

na górze ktoś przekręca klucz

czekasz

noc mówi
już jestem
nie ruszaj się

Kategorie
Post

tkanka i syntetyk

słona wilgoć pod kołnierzem
asfalt paruje
niebo jak wyprany ortalion i benzyna

krew ciąży w skroniach
język bada krawędź zęba
ostry punkt oparcia w zbyt gładkim świecie

w przejściu podziemnym
perfumy gryzą się z chlorem
ciała zsuwają się w jedną masę
miękką architekturę w sieciówkach

nikt nie patrzy w oczy
pod stopami mięknie grunt
żółte światło rozpuszcza kształty
jarzeniówki brzęczą nad głowami

skurcz mięśnia
dłoń trafia na chłodną poręcz

zaklejeni w pośpiechu
etykieta marszczy się od potu

wracasz do pokoju
klej do paneli trzyma powietrze

dłoń na ścianie
pod tynkiem drżą rury i cudze kroki

lęk wraca
przegryza skórę

pod poliestrem
wciąż coś bije

Kategorie
Post

przekazanie

nie zostawiam rzeczy
one nie chcą pamiętać

zostawiam sposób
w jaki uchylam drzwi
zanim zapukam
jakbym dawał czas

i to
że nie mówię od razu
tylko czekam
aż słowo znajdzie miejsce

dzieci
jeśli będą
nie powtórzą naszych zdań

wezmą to
że ręka nie musi się spieszyć
żeby była pewna

i że można odejść
bez trzaskania

to wystarczy

bo dalej
nie znaczy tak samo

Kategorie
Post

martwe pole

stoimy za blisko
żeby się minąć bez dotyku
i za daleko
żeby cokolwiek się zaczęło

twoja ręka zatrzymuje się
na wysokości biodra

nie patrzymy sobie w oczy
bo wtedy trzeba by było
coś potwierdzić

człowiek nie znika od razu
najpierw przestaje ciążyć

słowo spada między nami
i nie wraca

gdy odchodzisz
nie zostają blizny

zostaje miejsce
które nie daje się zamknąć

Kategorie
Post

przepoczwarzalnia

w pociemku przewierconym na wylot przez słońce
znalazłem kłącze nagie wyśnione bez serca
tam świat odnawia się w sobie
by wywieść z niebytu słowa jeszcze niepoczęte

ciało zrzuca stare lęki i znużenie
rozrasta się w zieleni
od-stwarzam się
przepompowuję krew w soki drzewne
a milczenie w nagłe lśnienie

dłoń wy-kostnieje z dawnego zdrętwienia
paznokcie pącznieją
palce zapuszczają korzenie
bóg mruży oczy i nie dowierza
że z tego bólu
można się wyprowadzić

rzeczywistość pęka pod stopami
pod nią coś jeszcze bez imienia
nie śmierć i nie byt

ta żarliwość
by kochać to kruche

mnie dawnego już nie ma
jest tylko dzianie
i nicość
stawia opór

w rozwidnieniu się gubię
w błękicie wracam
i nie zostaję

Kategorie
Post

profilaktyka

najpierw nic nie boli
to jest najbardziej podejrzane

ciało pracuje po cichu
bez sygnału

krew krąży
ale nie składa sprawozdań
serce bije

dopiero później
coś przeskakuje
nie tam gdzie trzeba

już
nie jest tak samo

bogowie ciężkiej pracy

chodzą
jedzą
śpią

i tylko czas
zaczyna mieć ostrzejsze krawędzie

więc idę
siadam pod lampą
oddaję krew

igła wchodzi
jak przypomnienie
że nie jesteśmy na zawsze

patrzą
mierzą
zapisują

i nagle
okazuje się
że można zdążyć

a życie
nie zawsze krzyczy

czasem tylko
czeka

by ziemia
nie była ciężka

Kategorie
Post

zmartwychwstanie

kamień był odsunięty
ale w środku dalej leżało ciało

płótno przyrosło do pleców
zrywał je powoli
razem ze skórą

rana nie chciała się zamknąć
pracowała głębiej
jak język

oddech wszedł nagle
za głęboko
aż zabolało

wstał
i przez chwilę się nie ruszał

dotknął miejsca po gwoździu
wciągnął zapach potu

wtedy zrozumiał

że nie wrócił
tylko został oddany

Kategorie
Post

przesunięcia

on układa dzień
z rzeczy które nie kłują

fotel stoi pod kątem
a drzwi są domknięte
na szerokość dłoni

jeśli coś się przesunie
pęka powietrze

nie płacze od razu
najpierw całe ciało sztywnieje
jak przy nagłym zimnie

trzymam ręce przy sobie

czekam
aż sam przyjdzie

jego głowa uderza o moje ramię
raz
drugi

sprawdza czy nie znikam

nie znikam

nie mówię tego
bo głos jest duszący

zostaję w miejscu
żeby miał gdzie wrócić

kiedy zasypia
oddycha poszarpanie
jakby po długim biegu

cały dzień pilnował granic

prowadzę dłoń nad jego plecami
nie dotykam

i wtedy wiem

miłość nie jest czułością

jest trwaniem
w tym jednym miejscu
gdzie świat go boli

Kategorie
Post

ostatnia stacja

bóg jest dziś księgowym
w pustym biurze parafialnym
przesuwa palcem
po kolumnach naszych ubytków

starość to nie jesień
raczej awaria —
stawy skrzypią
jak zawiasy w bocznej nawie

modlitwa stała się nawykiem żucia
słowa nie przebijają się
przez sufit z dykty

patrzę na dłonie —
to sine pustkowia
które już niczego nie ogłaszają

prorocy milczą
nie mają zasięgu
w tej piwnicy pełnej ciał
gdzie świeci tylko

neon exit

nad drzwiami do kostnicy

nie ma w tym tragizmu
jest uporczywa nudność

anioł pański zwiastował nam
artretyzm i lęk przed schodami

zbawienie to mit

czekamy aż ostatni bezpiecznik
zgaśnie

świat milknie
zostaje tylko ciche kliknięcie
wyłączanego termoforu

Kategorie
Post

przecinki

szklane miasto pękło
na osiem miliardów (u)śmiechów

w tej szczelinie
pomiędzy
wtorkiem a nicością
wyrastają (nie)cierpliwe
litery
bezzębne i nagie

&

moje palce to
p r z e c i n k i
szukające rytmu w betonie
gdzie konwalia pachnie
spaloną izolacją

(czy słyszysz jak
płatek
ś n i e g u
krzyczy)

nie pytaj o sens
umarł wczoraj
w poczekalni u dentysty
zostawiając tylko
małą
pustą
literę
i

która samotnie
wspina się
na szczyt
pytania