Promienie słońca ozdobiły kaganek
w sieni Krzysztof zostawił wibrator
pamiątkę po wczorajszym spotkaniu
wczoraj wierzby mówiły dobranoc
niedopałek papierosa jeszcze tlił
ślad od szminki na szklance whisky
znów przyszłaś nieproszoną drogą
spojrzał na piegowaty chroniczny zegarek
zawsze co do wyjącej sekundy
zaskrzypiał dzwonek
dziś jaskółki zbierają niedomyty chrust
zapragnął spojrzeć w twarz miłości
ponownie się uśmiechnął
Autor: Marcin
Wyzwanie dla mistrza
Wykrzywione twarze
biczują fetor z ust
niczym szambo płynie
zwierzęcy strumień słów
Ranią swoją dumę
czynią śmietnik z głowy
jak tu wpisać durnie
by zachować nogi
Nogi do ucieczki
cyfra wielkie zero
płyną myśli ściekiem
wściekłego hejtera
Frajdę wielką sprawia
kto by się przejmował
śmiech z samego rana
konkurencja nowa
Olimpiada w hejcie
dyscyplina moja
witaj w moim świecie
więc rekordy schowam
cały ten ambaras
jedno tylko znaczy
wiersze są jak znalazł
ku jego rozpaczy
„Ciągłe hejtowanie wszystkich dookoła jest jak picie trucizny… w nadziei, że zabija ona kogoś innego.”
Pozwól sobie na miłość
Czasem w głowie czarne myśli
sen przynosi roztargniony
życie doda coś od siebie
świat dla ludzi jest wesołych
Każda chwila nieuwagi
gdy skowronek trelem woła
życie nasze w mrok zamienia
przecież lepiej go zawołać
i pośpiewać kołysanki
a radosny będzie dzionek
dziecko naszym jest aniołem
życie nasze jest spełnione
Troski tylko rozum mącą
choć to życia nierozłączność
dziś za piękna jest pogoda
czas miłości się pokłonić
Ona spada na nas nagle
nie zapyta nas o chęci
jeśli jeszcze jej nie znacie
jest tuż obok- cicho siedzi
Jeden uśmiech wiele znaczy
nie szukajcie jej na wierzbie
może co dzień ją mijacie
miłość- w całej swej potrzebie
Otwórz oczy podnieś głowę
wtedy świat inaczej spojrzy
na potrzeby twego serca
by przez życie razem kroczyć
Radość z życia
A gdy przyjdzie taka chwila
że już ciebie mi zabraknie
chociaż w myślach cię zatrzymam
jak najdłużej- jak najbardziej
Nasze życie przeznaczeniem
jak miłości uniesienia
chociaż często smutek niesie
zawsze razem w swych pragnieniach
Chcę nie myśleć o przyszłości
że los kiedyś nas rozłączy
może lekko z niego zakpić
i z humorem gdzieś zagościć
Tego nigdy nie wiadomo
komu radość- komu smutek
dziś na spacer chodźmy prędko
tam gdzie szczęścia pełni ludzie
Chciałam napisać wiersz,
– uciekły gdzieś słowa,
niczym poranny deszcz,
– po nim wizja słońca.
Drzewa niosą pomoc,
napisz wiersz miłosny,
ogromnie słuchać chcą,
pragnę znów je olśnić.
Tylko waszym czarem,
wena płynie piękna,
kocham listki śliczne,
wiatr kołysząc śpiewa.
Wielką swoją miłość,
wierszem teraz piszę,
tylko dla was żyją,
słowa sercem skryte.
Błąd młodości
Wczorajszą rosą tęcza powstaje
i widzę ciebie motylku na wietrze
miałeś obudzić się wczesnym majem
teraz już tylko marzeniem jesteś
Może cię nie chciałam zobaczyć
choć teraz już w to nie wierzę
będzie wygodniej- sama zobaczysz
a teraz płaczę za późno przecież
Dzisiaj wiem co utraciłam podszeptem
z naiwnością młodzieńczą zostawiona
przecież ty nie chciałeś dziecka jeszcze
omamiłeś miłością- ja teraz konam
Zostałam sama i chodzę po łące
patrzę na różnobarwne motyle
i przypominają mi jaskrawe słońce
utracone małym promykiem chwile
Sen na łące
Gdyby kwiaty potrafiły mówić,
zaplecione we włosach piwonie,
może śpiewem okiełznają myśli,
opowiedzą romantyczny sonet.
Trzeba słuchać, deklamują przecież,
szumem wiatru fokstrota pląsają,
/gerbery, eustomy, chabry, róże/
słońcem kwitnie roztańczona sala
Łąka pachnie, tu życie się toczy,
musisz tylko wyobrazić to sobie,
utkaj wianek, na balu zatańczysz,
obraz kwiaty ułożą w twej głowie.
Mało dzieli miłość od nienawiści,
jedno słowo lub zwykłe przemilczenie,
gaśnie płomień kiedyś złączonych ludzi,
– zwykłym cierpieniem.
Pozostał ból niosący tylko krzywdy,
szkoda dzieciątek, zawsze są niewinne,
zwyczajna gorycz zginął świat dziecinny,
– wzrokiem przewinień.
Wysoki Sądzie, brudy trzeba wyprać.
Miłość przeszła. Czy to było możliwe?
Może była bezgłośnym echem życia,
– tylko złudzeniem.
Miłość czerwieni żądna
Dzisiaj powracają czarujące wspomnienia,
dotknęłaś uśmiechem słoneczne promyki,
połączone dłonie, świat odszedł złowrogi,
obudziłaś życie dalekie w zapomnieniach.
Niczym miłość z filmu- długo atrakcyjna,
„Deszczową piosenką” chodziłem tulony,
tylko krótkotrwałą, gdyż marzeń ulotnych-
– cicho odrzucony — głowa zemsty pożąda…
Strugam myśli w głowie, czy to będzie koniec,
ostatkiem sił piszę, pielę w moim ogródku,
myśli rozczochrane- podążają istnieniem.
Ciemna krew obmyła owoc małym smutkiem,
dziecko milczy dziwnie z odrąbaną głową,
użyłem siekiery — pozbyłem się złudzeń.
Jestem gotowy
Ostatni pagórek przed nami
dusze za mną podążają w ślady
cel nasz jest blisko od kul wieczne rany
Zostawiłem pola maków krwią jeszcze kapiące
tych bohaterskich czynów spod Monte Cassino
(pola usłane ciałami śmiałków powracają
niechciane podmuchem szorstkiego wiatru)
Ponownie ostatni pagórek do zdobycia
wejdę i odetchnę spokojnie
oddam hołd jeszcze za życia
kolegom niosącym resztki wspomnień
(na pagórku maki czerwienią kolory tęczy
rzeźbiąc moją wyobraźnię lub jej resztki)
Odejdę teraz spokojnie
Boże jeszcze o jeden oddech proszę
nim powrócę do druhów kompani
chciałem jeszcze list spisać
że nadchodzę gotowy do walki
walki o niepodległość naszych granic
stanę na czele i krzyknę do ataku!
„Tak działa wojna.
Albo zabija cię od razu,
albo niszczy po kawałku.
Tak czy inaczej, cię dopada.”
John Marsden