życie, nie wstawaj jeszcze
nie trzeba mi przemów z patosem
ani fanfar z ukrycia
wystarczy że oddychasz głośno
wczoraj zgubiłem się
w instrukcji obsługi własnej ręki
a ty pytasz co zrobię
z resztą istnienia
mieszasz mi herbatę
przesalając wspomnieniem
ciągniesz za rękaw
jak dziecko które chce być poważne
wiem, wiem
masz wielkie plany
dla mojego kręgosłupa moralnego
i chcesz żebym nosił je
jak nowe futro latem
ale ja mam dziś
tylko jedno pytanie:
czy naprawdę trzeba
nazywać wszystko po imieniu?
nie jestem poetą z zawodu
raczej użytkownikiem słów
czasem coś mi się uda —
zamiast puenty
zapada cisza
a kiedy śmierć przyjdzie
niech się nie spieszy z prezentacją
wystarczy że podniesie brwi
i zajmie miejsce obok
bez oklasków
bez czerni
może być nawet
w swetrze