Kategorie
Post

Zamaskowani

Nigdy nie było spokojnej rozmowy
jedynie oddech wczorajszej gorzały
i twoje kocham jak sen mroczny
obdarte uda brutalnie znaczy

Zamykam oczy i błagam półszeptem
moja modlitwa codzienne wołanie
nikt jej nie słyszy — tutaj jestem
– powtórzę głośniej ostatnie amen

Nie mogę zasnąć budzą się demony
o ludzkich twarzach kręcące głowami
powtórzę pacierz- może spojrzy
choć jeden człowiek kiedy zło trawi

Kategorie
Post

szklana gablota

mówisz
że pachnę jak skóra starej książki
i to cię kręci
więc rozkładam się na stronie tytułowej
z przodu – kilka wierszy o czułości
z tyłu – reklama trucizny i ostrzeżenie przed dymem

bierzesz mnie do ust
jak cytat z wywiadu rzeki
ale ja nie jestem metaforą
ani westchnieniem po kropce

zbieram
wszystko co nas zdradza
kawałek paznokcia
spięcie języka przy „kocham”
tę sekundę ciszy
gdy nie wiesz kim jestem
więc wpisuję cię w dekalog

i wsuwam za szybę
obok innych

niech się uczą
jak to jest
być
złapanym

nie przez ciało
lecz przez zdanie bez przecinka

Kategorie
Post

modlitwa do tej co zabiła

urodziła mnie między zlewem a piątą rano
z mlekiem kwaśnym od cudzych snów
w ustach miała śrubki
z których składała słowo „kocham”

jej ciało było wykresem strat
każda blizna miała moje imię
a ja dorastałem w cieniu
jak broń ukryta w szufladzie

matka nie mówiła: żyj
mówiła: nie płacz, bo usłyszą
nie bój się, bo przyjdą
nie krzycz, bo zostaniesz

przyszywała mi dzień do skóry
żebym nie spadł
jak jej nadzieje

gdy odchodziłem –
nie całowała
tylko spluwała w ziemię
żeby mnie oddać czystego

i tylko raz
złamała głos
jak zapałkę:

ty i tak umrzesz pierwszy

Kategorie
Post

bez świadków

przy czwartym zgubieniu kluczy
zrozumiałem co znaczy
memento mori
bo wszystko się kończy
od środka
między drugim a trzecim żebrem

na balkonie leżał widelec
wskazywał niebo
albo sąsiadkę z naprzeciwka
która suszyła majtki
jakby to był manifest

w telewizji znów wojna
bez generałów
z napisami przypominającymi
ulotki leków
i muzyką
która nigdy nie wybrzmi do końca

dziecko ułożyło klocki w krzyż
nie pytając o sens
przykryło go swetrem
i powiedziało
że to domek dla tych
którzy już nie wrócą

a potem przyszła cisza
taka
co się nie odbija

Kategorie
Post

przypadek rozważa możliwość

mogłem być kamieniem
ale wybrano mi skórę
która się marszczy od myśli

mogłem być drzewem
ale dano mi nogi
choć nie wiedzą dokąd idą

mogłem być nikim
a jestem –
w kalendarzu
w kolejce
na liście do usunięcia z listy

świat mnie nie planował
to widać po dłoniach
zbyt wąskich na objęcie sensu

i po snach –
niezamówionych
pełnych ludzi nieznanych
ale musiałem ich kochać
choćby przez chwilę

życie –
tymczasowy przydział
do oddychania

a mimo to
wczoraj pogłaskałem psa
jakby wszystko miało znaczenie

Kategorie
Post

W kolejce do nieba

Stali jak zwykle –
w ciszy, której nikt nie nazwał modlitwą.
Jedni z rękami w kieszeniach
inni ze wzrokiem wbitym w podeszwy.

Niektórzy próbowali zagadać.
O pogodzie
o tym, że chyba dziś szybciej idzie
albo nie tak wyobrażali sobie niebo.

Ktoś zapytał, czy to na pewno tu.
Ktoś inny, czy można wrócić
ale bez odpowiedzi –
kolejka przesuwała się powoli.

Z góry nie spadał żaden głos.
Żadna harfa
żadne „oto twoje czyny”.
Tylko kurz na butach
i uczucie, że się zapomniało dowód.

A jednak czekali.
Numerki w dłoniach jak talizmany
nikt nie narzekał
jakby w tej kolejce
nie było nikogo pierwszego
ani ostatniego.

Kategorie
Post

Tort dla jednego

Dostałem dziś życzenia
od ludzi, których nie ma.
Sms-y stały w kolejce
jak niecierpliwe zjawy
na lotnisku w zaświatach.

Jeden napisał: Sto lat! –
choć sam odszedł w czwartek
a jego profil lśni
jak pusty słoik
po dżemie z dzieciństwa.

Zjadłem tort w samotności.
Świeczki zdmuchnąłem –
dym utworzył znak zapytania.
Tak pyta życie
gdy milkną już odpowiedzi.

Potem przyszła noc
z garścią wspomnień
jak zepsute landrynki:
słodkie, ale gryzą
w dziąsła aż do krwi.

I nagle zrozumiałem
że całe moje istnienie
to tylko notatnik
z pomiętymi kartkami.

Nawet Bóg, gdy mnie szukał
zostawił zakładkę i odszedł.

Kategorie
Post

krzesło mówi po cichu

mam cztery nogi
ale nigdy nie uciekłem

siedzieli na mnie wielcy i zmęczeni
dzieci jadły zupę, starcy – ciszę

czasem ktoś płakał
ale tylko do momentu
aż stwardniały plecy

nikt nie pytał
czy boli mnie drewno
czy czuję gdy stajesz na mnie
żeby sięgnąć po wspomnienie

zawiązujesz buty
jakbyś miał dokąd iść

ale wracasz
i siadasz znów

jakby we mnie było coś
czego brak w tobie

Kategorie
Post

zapasowy

metalowy łuk w kieszeni ciemnej —
otwiera dni zardzewiałe na głucho.
drży w dłoni jak skrzydło bezpiórne
bywa też martwym odłamkiem czasu.

drzwi nieraz pękają od złudzeń
często są murem bez okien, bez słów.
a on — tylko znak, że progi nie kąsają
że można wejść, choć nie wiesz, czy warto.

nie pyta, nie sądzi — czeka.
gotów na powrót, na exodus, na dno.
wisi przy sercu jak święty medalik
między świtem a nocą bez imienia.

wytarty do blasku od ciągłego dotyku
porysowany od upadków i ciosów.
nie mówi nic, choć zna wszystkie języki —
płacz o trzeciej, szept o piątej, krzyk o północy.

szepcze tylko: jeszcze
gdy światło umiera w przedpokoju.
kiedyś zostawię go w obcym domu
zapukam do siebie — i usłyszę: nie ma go.

proszę, niech pani powie, że mnie nigdy nie było —
a ja odejdę tam
gdzie klucze rodzą się z płomienia
i zamykają na zawsze to, czego nie ma.

Kategorie
Post

mam alergię na poranki

budzę się
twarzą w pustym kubku po kawie
i myślą
znowu przeżyłem noc przez pomyłkę

radio wrzeszczy
dziś będzie lepiej niż wczoraj
ale w radiu zawsze kłamią
głosem uśmiechniętej kobiety
której nie ma nawet w google

wciągam spodnie pamiętające
lepsze wersje mnie
i wychodzę — nie tam gdzie chcę
tylko tam gdzie muszę

kasjerka w żabce mówi dzień dobry
jednak wyczuwam prowokację

mam alergię
na poranki
na ludzi
na siebie z rana

i na wszystko
co jeszcze próbuje
podawać mi rękę