czas się nie spieszy
to my gubimy kroki
woda nie płynie
to my podnosimy kubek
światło nie gaśnie
to my przymykamy oczy
droga nie skręca
to my zmieniamy kierunek
przyszłość nie nadchodzi
to my w nią wpadamy
czas się nie spieszy
to my gubimy kroki
woda nie płynie
to my podnosimy kubek
światło nie gaśnie
to my przymykamy oczy
droga nie skręca
to my zmieniamy kierunek
przyszłość nie nadchodzi
to my w nią wpadamy
sprzedawali w małych torebkach
obok kawy i cukru
wystarczyło dodać wodę
i dobrze wymieszać
na opakowaniu napisano
„błękit jak marzenie”
„puszyste chmury w zasięgu ręki”
„gwarancja spokoju”
wsypałem całość do filiżanki
zamieszałem łyżeczką
wypiłem do dna
ale w gardle zostało coś gorzkiego
a za oknem wciąż padał deszcz
gdyby stół był węższy o centymetr
autobus spóźnił się minutę
wiatr nie rozgarnął chmur
nie otworzono tej gazety
nie rozwiązało się sznurowadło
wszystko mogło potoczyć się inaczej
gdyby jabłko minęło Newtona
Arystoteles miał teleskop
Gutenberg ukochał milczenie
Kolumb zapytał o drogę
Archimedes wyszedł z wanny sekundę wcześniej
inny byłby świat
inna historia
inni my
ale jest taki
ten
jeden
wystarczająco dziwny
żeby się zdarzył
punkt – najmniejsza jednostka istnienia
ślad po kropce
miejsce gdzie świat się zawahał
linia – droga narysowana przypadkiem
w pęknięciach między słowami
myśl bez drogi powrotnej
trójkąt – figura niespełnionych obietnic
zawsze ktoś stoi w kącie
czekając na dopełnienie
koło – idea naturalnej doskonałości
bez początku i końca
każdy szuka wejścia i wyjścia
a człowiek?
próbuje dopasować się do kształtu
ale krawędzie
zawsze kaleczą skórę
Pytają mnie, jak znaleźć sens.
Wskazuję na mrówkę
ciągnącą igłę sosny
przez piasek, mech, żwir.
Nie pyta, po co.
Dźwiga ciężar.
To wystarczy.
Chmura nie wie, że jest chmurą.
Przepływa.
Drzewo nie zna słowa „korzeń”
a jednak rośnie.
Liść spada, bo nadeszła pora
ziemia zwyczajnie złapie
jakby robiła to od zawsze.
Kamień w rzece
nie zastanawia się nad prądem.
Wygładza się.
Gwiazda gaśnie
bez słowa pożegnania.
Ciemność nie jest winą.
Ty stoisz z notatnikiem
piszesz: „dlaczego”, „czy”, „jak”.
Zamykasz świat w nawiasach
a on tymczasem
otwiera okno.
Wlatuje mucha
krąży nad kartką.
Odpowiedź nie mieszka
w zdaniach złożonych.
Leży na dłoni
przesuwa się po płocie
sięga po jabłko.
Smakuje.
To wystarczy.
miłość to płaszcz
za szeroki w ramionach
czasem spada
czasem uwiera pod szyją
zimą grzeje
latem dusi
ale nie wyrzucasz
może jeszcze się przyda
łagodnie pachnie obcymi perfumami
w kieszeni ma zapomniane bilety
do miejsc
gdzie nie wraca się dwa razy
a gdy w końcu go oddasz
przez chwilę
zawieje chłodem
najpierw kazali wejść powoli
zanurzyć stopy, oswoić chłód
potem ręce jak skrzydła
odpychać wodę, ale nie za mocno
mówili, że to proste
wystarczy ufać wodzie
nie walczyć z nią, dać się unosić
ale nie powiedzieli
co robić, gdy brzeg nagle znika
a usta zapominają, jak sięgać powietrza
miasto jest tylko złamaną linią
chodnik krzyczy pod butem
niebo ma smak pękniętego szkła
próbowałem pisać listy do Boga
ale znaczki nie chciały się przykleić
koperty były za małe na wszystkie pytania
wczoraj widziałem psa
co zgubił ogon na zakręcie
i nikt się nie obejrzał
może tak samo jest ze mną
może od dawna nie mam twarzy
tylko kontur w deszczu
noc zapięta w ciasny kołnierz
gęsta od słów które spadły
za wczoraj
w przełyk schodzi stalowy haczyk
jak prąd szarpie wnętrze
patrzę w lustro –
odbicie cuchnie samotnością
szuka mnie w pustych szklankach
znajduje w zimnym kącie
nagość wbija się w ściany
rozpięte ramiona chcą być krzyżem
ale gwoździ zabrakło
tylko pięści w kieszeniach
i serce jak złamany ząb
słyszysz jak noc odpina guziki
i wypluwa mnie o poranku
na bruk
na psa
na cokolwiek co szczeka
na osiedlu billboard woła
kup mieszkanie
zanim inflacja zje ci ręce
obok z betonu wyrasta park
który nigdy nie widział drzewa
w telewizji mówią
dziś będzie ciepło
jutro będzie drogo
pojutrze nas nie będzie
poeta w kawiarni liczy sylaby
w debetowym rytmie
chłopak w tramwaju szuka drobnych
na bilet w jedną stronę
świat się kurczy jak sweter po praniu
dłonie szukają uchwytu
a jedyne co trzyma nas w pionie
to grawitacja i dług
tak wygląda miłość w XXI wieku
klikasz 'zaakceptuj’
podpisujesz regulamin
kochasz na kredyt
spłacasz ratami
aż pewnego dnia zobaczysz
kilka zer na minusie