Kategorie
Post

regulamin snów służbowych

sen uruchamia się po zalogowaniu
śnienie prywatne — zabronione
języki obce — tylko za zgodą przełożonego

postacie fikcyjne zgłaszać do działu kadr
przygody kierować do archiwum
budzik traktować jak wezwanie do pracy

naruszenie regulaminu
skutkuje bezsennością
na koszt pracownika

Kategorie
Post

zapiski z końca lata

nad rzeką kobieta z czarną torbą
wyrzucała do wody zwiędłe kwiaty
jakby chciała nakarmić nimi ryby
albo duchy które kręciły się tu od lat

„pamiętam ten zapach” — powiedział mężczyzna
nie patrząc na nikogo
„kiedy w sierpniu przywozili jabłka z północy
a skrzynki skrzypiały jak stare wiersze”

tramwaj przyjechał pusty
drzwi otworzyły się i zamknęły
dla nikogo

w księgarni na rogu
kobieta z ołówkiem w dłoni
poprawiała marginesy w książce
której nikt nie kupił
od dziesięciu lat

wieczorem mgła przytuliła miasto
a latarnie
na chwilę zamieniły się w oczy
zwierząt czekających w ukryciu

mówię do siebie w języku
którego już nie rozumiem
ale głosy milkną
kiedy most znika pod stopami

Kategorie
Post

dzień powszedni

taki zwykły
niczym stary zniszczony dywan
w pokoju
do którego nikt nie wchodzi
a jednak tam jest
jak powietrze pachnące tym samym
co wczoraj i przedwczoraj

dzień powszedni ma w sobie
ciężar minionych godzin
ciszę z oczami na zapałki
chwilę w której wszystko
staje się przewidywalne
a zegarki
zamiast mierzyć
tłuką w chwilowe ściany
jakby chciały się wydostać

wtedy świat
wyostrza krawędzie a kolory
stają się jaskrawe do bólu
bo nie ma nikogo
z kim można by je dzielić
ani nikogo kto mógłby
nadać im sens

dzień powszedni to coś
co rośnie w nas
jak fala powracająca
wciąż na ten sam brzeg

choćbyśmy szli
ze zmęczeniem w nogach
aż po horyzont
na końcu drogi
stoimy w tym samym miejscu
trzymając na rękach

dzień powszedni

Kategorie
Post

klucz bez adresu

w mojej kieszeni
klucz bez adresu
zimny poranek
metalowa zgłoska
nie mam dla niego zamka
on bez mojego podpisu

nie wiem czy pasuje
do piwnicy pachnącej wilgocią
gdzie w słoikach gniją lata
czy do szkatułki
z winą w oddechu

byłem chłopcem
z kluczem na szyi
teraz szyja bez klucza
przypadek moim ślusarzem
patrzy jak próbuję
niepewnych zamków

przymierzam blizny
ważę milczenie
drzazgę w gardle
kieszeń na ciche odmowy

nie wiem czy klucz
otwiera świat
czy mnie na świat

gdy trafiam na uległość
otwartość rozbłyska we mnie
zamki dookoła niewzruszone
wystarczy skóra
której nie chcą żadne drzwi

Kategorie
Post

gabinet pomiarów

w dawnym sklepie obuwniczym
ustawiono aparaty do mierzenia spojrzeń
każdy mógł sprawdzić jak daleko patrzy

mężczyzna w garniturze
przyniósł słoik pełen milczenia
i prosił o przeliczenie na sekundy

kobieta w fartuchu
rozciągała centymetr
między dwiema plotkami
żeby sprawdzić ile mają prawdy

w rogu siedział chłopiec
z wagą kuchenną
ważył kolejne przeprosiny

pod koniec dnia ogłoszono wyniki
ale nikt ich nie zapisał
– nie było czym zmierzyć zdziwienia

Kategorie
Post

znalezione pod kamieniem

ktoś tu mieszkał
przed nami –
muszla z pustym uchem
wysłuchana do końca

robak zapisał w piasku
wiadomość w alfabecie
wymyślonym przez burzę
której nikt nie umie czytać

przyjechałem w lipcu
z trzema książkami
niepotrzebnym swetrem
i nadzieją że ktoś
zapyta po co tu jestem

nikt nie zapytał
tylko wiatr
odłożył mnie na półkę

Kategorie
Post

kolekcjoner oddechów

mam w pamięci pierwszy
gdy oparłem się o życie
i ten kiedy zrozumiałem
że nie wszystko można
powiedzieć jednym tchem

zebrałem też kilka
wydartych z ciszy po kłótni
i jeden krótki
— uciekł mi w połowie zdania

najbardziej cenię ten
z dnia w którym patrzyłem
jak ktoś odchodzi tak powoli
że powietrze nie zdążyło się zmienić

nie wiem ile ich mam
ale pewnego dnia
oddam wszystkie
za jeden

Kategorie
Post

wiadomość od gwiazd

patrzą na nas od zawsze
ale nie odpowiadają

nadstawiamy radioteleskopy
jak ucho przy ścianie
a tam — szum
niekoniecznie kosmiczny
często to tylko mikrofalówka w kantynie

wysyłamy sygnały
„tu Ziemia
mamy muzykę
mamy kota
mamy Sartre’a i spaghetti”

milczenie
może są grzeczni
i nie chcą przeszkadzać
może nie mają słuchu
a może co bardziej prawdopodobne
nie obchodzimy ich wcale

w końcu czymże jest planeta
z kruchym mózgiem
który boi się siebie
i z sercem które łamie się
z byle powodu

gdyby wszechświat miał usta
pewnie by ziewnął

Kategorie
Post

blizny po świetle

przechodzi obok
tak blisko
że moje żyły
na chwilę
przestają się bać

ma usta
które mogłyby mnie wymówić
ale milczy z klasą
i okrutną dokładnością

nie zna mnie
więc jestem wszystkim
czym mogłaby się pomylić

wyobrażam sobie
jej palce
jak poprawiają włosy
albo dotykają moich żeber
w poszukiwaniu światła

to nie miłość
może głód
bez prawa do ulgi

gdyby spojrzała
upadłbym
w najpiękniejszy sposób
jaki zna ulica

Kategorie
Post

brudnopis stworzenia

na początku był chaos
ale nie taki malowniczy
bardziej — stos papierów bez podpisu

ciemność nie wiedziała
czy jest nocą
czy po prostu brakiem decyzji

światło przyszło przypadkiem
może ktoś zapalił
może tylko zaiskrzyło
między dwoma nieporozumieniami

ziemia była kleksem
na niebiańskim brudnopisie
a życie — literówką
której nikt nie poprawił

człowiek wszedł bez pytania
jakby już tu mieszkał
rozejrzał się i nazwał wszystko
– uznał że to z miłości

po czym zapytał
czy jest tu gdzieś instrukcja
albo przynajmniej
ktoś wie co dalej

odpowiedziała mu tylko
ryba
która właśnie ewoluowała
w coś bardziej rozczarowanego