Kategorie
Post

liturgia

kapie ze mnie noc
tłuszczem z ciała po spowiedzi

na języku sól
modlitwa gnijąca w gardle

cisza drapie powieki
światło nie wraca
a dusza ślizga się
na zimnym kamieniu

pachnie spaloną wodą
ciało drży
jak puste naczynie
w środku dudni mięso
łup
łup
ktoś bije we mnie pięścią

klękam w ciemności
nad sobą jak nad ścierwem
i krzyczę amen
żeby przestało

Kategorie
Post

Mapa

na papierze kraj wygląda spokojnie
granice są cienkie i nie krwawią

miasta leżą równo
jak słowa w dobrze napisanym zdaniu

tylko rzeki
zawsze coś poprawiają
przesuwają historyczne przecinki

patrzę na ten kształt
na ten dom
ojczyzna to miejsce
w którym nawet błąd ortograficzny
boli bardziej niż gdzie indziej

Kategorie
Post

jesienne zadumanie

nic wielkiego się nie dzieje
liść spada — nie po raz pierwszy
wiatr próbuje wyjaśnić gałęziom
sens przemijania
ale one milczą, jak zwykle

na ławce ktoś zostawił gazetę
z wczorajszą pogodą i przyszłym deszczem
czytam horoskop dla tych
którzy jeszcze mają plany
i myślę, że nawet gwiazdy muszą się starzeć

w stawie odbija się światło
nie po to, żeby coś udowodnić
tylko dlatego, że może

jesień nie jest ani smutna, ani mądra
po prostu ma czas
i z niego korzysta

Kategorie
Post

Półprzezroczystość torów

Mój Ojciec, postać z bocznego toru,
zawsze w ciemnym, nie do zapamiętania,
istniał głównie w po – po dzwonku, po zmianie.
Przed zmianą było za wcześnie, w szumie stali.

Jego dłoń nie była dłonią, była mapą,
z bruzdami szorstkimi jak piasek pod podkładami.
Każda mówiła: tak, pociąg przyjedzie.
I przyjeżdżał. To był jego dowód.

Miał w sobie metaliczny spokój,
jak ktoś, kto wie, ile ton waży cel.
Nie budował mostów, utrzymywał je,
ciągle był między ruchem a upadkiem.

W domu siadał, a powietrze obok stygnęło,
pachniało siecią trakcyjną, długą drogą.
Wzrok błądził tam, gdzie horyzont
zamienia się w szyny, gdzie ziemia
zaczyna mówić kątem i prostą.

Wszystko, co zarabiał, miało w sobie prędkość.
Pieniądze pachniały pośpiechem,
choć wpadały do portfela powoli,
jakby odrywane od torów we mgle,
w które wzrok wpada na zawsze.

Czasem, gdy spał, w oddechu
brzmiało regularne stukanie kół.
A my, dzieci, byliśmy jego stacją,
małą, jedyną, gdzie można wysiąść
i być po prostu, bez biletu i pośpiechu.

Patrzyliśmy na niego, na ten cichy dowód,
że świat porusza się, nawet gdy zastyga,
i że za tym ruchem stoi ktoś,
kto pozwala, by szyny były żywsze
niż cała reszta tego, co widać.

Kategorie
Post

prolog na piątek rano

mgła ta blada mgła
snuję się po ulicach
otula witryny
a cienie milczą
jakby czekały na sygnał z radia

w kawiarniach drżą filiżanki
gazety chłoną światło
i drobne katastrofy
kurs walut
zwolnienia
zdrady

przed świtem
dzień jest przesądzony
wszystko się wydarzyło
w głowach wciąż śpiących
z otwartymi ustami

pani ciurdasiowa poprawia firanki
na piętrze rozbrzmiewa gama
aż nadto czysta
nie na ten wiek

w powietrzu
zapach przypalonego chleba
i ambicji dawno po terminie

z oddali słychać kroki
stopy spieszą na spotkanie
szukają formuły odkupienia
w rachunkach za prąd
i drobnych przelewach

nagle śmieję się w głos
bez powodu
jakbym sobie przypomniał życie

czy to wszystko
czy ten spokój to nasz koniec
nasza wersja pustyni
gdzie pytanie o sens wraca
a cisza udaje odpowiedź

daj nam panie
choćby protokół
albo porządek
i czyste frazesy

może każda poezja
jest tylko powrotem

na dnie szklanki — osad
na zewnątrz — piątek rano
to wystarczy

Kategorie
Post

o pomyłce

podobno wszystko zaczęło się od erraty
arkusz bez korekty nie mógł ruszyć w obieg
gdyby zgadzały się wszystkie rubryki
zostałby nam porządek i nuda

poprawiam źle zapięty guzik
i światło wskakuje na właściwy tor
albo przestawia mapę

pomyłka to ruch
mały prywatny wybuch
dowód że licznik wciąż działa
statystyka żywych nie jest bezbłędna
bywa

błądzi ten kto idzie
stojący ma rację
lecz nigdzie jej nie użyje

urok nieścisłości
idę w prawo myśląc że to lewo
i trafiam w miejsce którego nie ma na planie
– kartografowie proszeni są o kredkę

nie uciekaj przed pomyłką
jest jak sól
czasem los sypnie o szczyptę za dużo
bez niej nawet milczenie traci smak

historia najchętniej pamięta margines
od niego zaczyna się zdanie

Kategorie
Post

świadectwo obecności

dziś rano
w pudełku po butach
znalazłem bilet do kina sprzed lat

film dawno zapomniany
aktorzy pochowani
w innych rolach
reżyser wciąż coś tłumaczy
widzom których nikt nie słucha

a jednak ten skrawek papieru
upiera się przy swoim
że naprawdę tam byłem
że śmiałem się w odpowiednich miejscach
że nie wyszedłem w połowie

cokolwiek zdarzyło się później
zostało wciśnięte w margines
przez ocalały przypadek
– świadka mojej drobnej obecności

tak łatwo zgubić siebie
między jednym rachunkiem
a drugim

dlatego składam dłonie
jak do modlitwy
i chowam bilet
z powrotem do pudełka

żeby mieć dowód
na wypadek gdyby znów zapomniano

że naprawdę istniałem

Kategorie
Post

msza arlekinów

trzech arlekinów siedzi w ławce
każdy ma twarz z innego dnia
pierwszy śmieje się z przyzwyczajenia
drugi słucha choć nie słyszy
trzeci porusza tylko ustami

z ołtarza spada światło
osiada na butach
ministrant gubi dzwonek
– nikt nie spojrzał w górę

pierwszy się waha przy znaku pokoju
drugi wstaje za wcześnie
trzeci zastyga w ciszy

dłonie układają triolę
na jeden zbyt szybki gest
by nadążyć za cudzym rytmem

gdy chór zaczyna amen
milczą w trzech tonacjach
i wychodzą
w różnych kierunkach

została wciąż ciepła ławka
jakby ktoś jeszcze wierzył

Kategorie
Post

O Cebuli

Inspiracją do popełnienia tego minieseju był wiersz Wisławy Szymborskiej „Cebula”.

Cebula jest inna. Nie ma wnętrzności, ale też nie ma zewnętrzności. Powtarza się. Powłoka, a pod nią identyczna, bledsza. Kręgi na wodzie, których nikt nie narysował. Nie ma niczego, co można by nazwać sednem, ani skarbu do odkopania — nawet z obłędem poszukiwacza złota. Jest pusta przy tej dającej do myślenia obfitości warstw. Niemal okrągłe rozczarowanie. Sama dowodzi, że gdyby obrać ją do końca, zostałoby tylko powietrze i poczucie straty. To już nie przypomina słodkich obietnic brzoskwini ani pestki. Tymczasem, krojąc ją, płaczemy. Nie z żalu, nie ze wzruszenia. To jej chemiczna, bezlitosna riposta na nasz wścibski zwyczaj rozbierania rzeczy na części pierwsze i szukania tam na siłę jakiejś duszy. A w nas pod każdą warstwą nie czeka symetria, tylko pęknięcia. Cebula — czysta anarchia wobec naszych złudzeń.

Kategorie
Post

przymiarka

moje marzenia nie mają adresu
przychodzą pieszo siadają na schodach
jedno jest wysokie i nosi stary płaszcz
drugie małe z kolanami otartymi od wiatru

nie proszą o herbatę niczego nie chcą
patrzą tylko jak krzątam się po kuchni
jak mylę sól z cukrem a list wkładam
do koperty z wczorajszym rachunkiem

są ciche niewiarygodnie cierpliwe
jakby przymierzały się do mojego życia
i sprawdzały z uwagą czy będą pasować
kiedy mnie już w nim zabraknie