Kategorie
Post

ostatnia próba

czekałem na ciebie obok przystanku
czwórka jechała pusta
tylko wiatr smagał szyby
liście przyklejały się do chodnika

padało
facet w czarnej kurtce patrzył na mnie
jakby miał spokój na wyłączność
w ręku ściskałem plastikową siatkę
z logo nieistniejącego sklepu

jabłka cięły palce trującym ciężarem
myśli pulsowały w głowie
rozsadzały czaszkę wspomnieniami

autobus zabrał mnie za miasto
gdzie rzeka cuchnie jak brudna rana
gdzie cisza wgryza się w trzewia
i wypluwa resztki zgniłej miłości

Kategorie
Post

bezsenność

noc ciągnie się niczym nitka taniego swetra
każde przekręcenie poduszki tylko ją plącze
światło z ulicy rysuje paski na ścianie
na kształt zatrzaśniętej małej klatki

rozbawiony sąsiad ogląda telewizję
śmiech brzmi jak otwierana lodówka
wypełniona pustą przestrzenią

powietrze w pokoju jest gęste
jakby zapomniano otworzyć okna
myśli osiadają w rogu sufitu
ściskając powoli pulsujące skronie

rano świat wygląda tak samo
lecz w lśniącej ciszy czai się coś
czego nikt nie nazwał imieniem

Kategorie
Post

istota drugorodna

nie chcę drzewa genealogicznego
tam ciężar korzeni rozciąga żebra

w tej rodzinie każdy liść
poszarpany przez wiatr
opada w grzesznej ciszy

chciałbym być świeżym nasieniem
wzrosnąć ze spopielonych kości
gdzie nie znają mojego imienia
gdzie ziemia nie poczuła strachu
a człowiek wzrok podnieść potrafi

Kategorie
Post

rozlany smak świętości

za kratami konfesjonału
miłość wbija pazury w skórę
ślady na ramionach znak krzyża
brak krwi tylko blizny
rysują jednokierunkową drogę

oczy jak grzech
palą i kłują
słowa gaszą ostatni oddech
palce zaciskają ostre krawędzie
cisza rośnie pęka zamienia się w krzyk

pod stopami
rozbite hostie
deptane
roztrzaskane bez ostrzeżenia
błysk kaleczy milczy rani
ściskasz dawne świętości w kawałkach
okruchy nadziei pod ciężarem rozczarowań
zostały resztki – marzenia
rozsypane jak proch

to nie modlitwa nie ołtarz
zerwane więzi rwane nitki
chwytasz bliskość ostatnią wieczerzę
gorzki smak dzisiaj jako pokutę

Kategorie
Post

pod wspólnym dachem

ściany potulnie słuchają
dzień po dniu
ostrego milczenia

nie pytam
czy weźmiesz połowę
cisza jest niepodzielna

Kategorie
Post

ciężar skóry

wkładamy ciała w ciasne mundury
dopasowane słowa bez szwów na emocje

przy każdej rozmowie odsłaniamy akurat
powstrzymując uśmiechy zbyt szerokie
gesty za wolne – wszystko pod kontrolą

czy kiedyś ściągniemy lśniącą skórę
i odsłonimy blizny milczące od lat

przecież nawet cisza krwawi
długo zamknięta na suwak

Kategorie
Post

zarządzanie ciszą

wolna jak olej spływa na wzburzone wody
porządkuje myśli osadza w szeregu

niewypowiedziane słowa czekają w kolejce
szorstkie na języku gorzkim metalem

wszystko można wytrzymać mówią
i tylko w tej ciszy skrzypi powietrze
rozciągane między jednym westchnieniem a drugim

po każdej kłótni każdym wgnieceniu
zbiera okruchy w urwanym oddechu
aż wzrasta na wysokość muru
daremnej rozpaczy

Kategorie
Post

szyty na miarę

naciągają na mnie słowa
niczym za ciasne ubranie
nierówny szorstki materiał
krępuje swobodne ruchy

upychają opinie w rękawy
by pasowały do ich wizji
mówią: tak będzie lepiej
choć czuję pękające szwy

za każdym ściskającym wzorem
blaknie moje niedopasowanie
jak zatrzaśnięte z hukiem drzwi
do ostatniego azylu- bycia sobą

Kategorie
Post

rytm miasta

nocą miasto oddycha głęboko
niczym olbrzymi żywy organizm
pulsują wzdłuż ulic tętniące promienie
światła przeciekając przez spękany asfalt

pod mostem rzeka wciąga strzępy śmiechów
przypadkowe rozmowy dryfują w miejsca
gdzie mapy pozostają okryte milczeniem

w oknach przebłyski istnienia smugi neonów
człowiek przemyka jak cień odbity w tafli szkła
ślizga się po fasadach zostawiając ulotną mgłę

na skrzyżowaniach sygnalizacja pulsuje zmiennym rytmem
zielone żółte czerwone kontrola na papierze
ale zawsze znajdzie się ktoś przecinający czerwień

z wysokości dachu miasto krąży w zamkniętym obiegu
refleksy wirują wciągając ostatnie szepty
aż okna gasną a cisza miękko wsiąka w noc

Kategorie
Post

przemilczenie

dłonie zanurzone w ziemi drżały szarpiąc sitowie
jak nerwy pod skórą
słońce wgryzało kruche zbielałe kości
gdy sierp przecinał ciszę

lniana koszulka opadała z ramion
palce błądziły po wilgotnych pośladkach
ciało wsłuchane w pulsowanie żył
po każdym szorstkim ruchu bioder

zapach mchu przenikał lędźwie
wśród mrowień
w zesztywniałym objęciu pożądania
łany kołysały się w rytmie wiatru

czaple nad mokradłem kreśliły skrzydłami rosę
puste spojrzenia unosiły się lekko farbując spłowiały
błękit nieba