Kategorie
Post

bez znieczulenia

to nie są strofy
to okłady
zimne lepkie
kładzione na miejsca
gdzie skóra jest zbyt cienka
żeby utrzymać krew

pisanie nie jest lotem
to pełzanie
w stronę światła
będącego zwykłą żarówką
w publicznej toalecie
brudną
mrugającą

wiersz nie powstaje z nadmiaru
rodzi się z ubytku
z tego że rano
znowu nie doliczyłem siebie

biorę więc ten brak
krzywy kręgosłup
i prostuję go na papierze

operacja bez znieczulenia
tępym ołówkiem
w rytmie kaszlu
który nie chce przejść

sztuka to izolatka
gdzie pacjenci
wypisują sobie recepty
każda metafora
to pigułka do przełknięcia
żeby nie zwymiotować dnia

nie wypytuj o piękno
szukaj diagnozy
jesteśmy chorzy
na wszystko
czego nie umiemy przeżyć

czytelnicy
stoją pod oknem lazaretu
i klaszczą
bo ładnie nam wychodzi zdychanie
profesjonalne gnicie
kunsztowne rozpływanie w literach

wyleczony poeta
to martwy poeta
więc piszę dalej
żeby
jeszcze chwilę
bolało

Kategorie
Post

wigilijna cisza

na stole stoi świeca
potrzeba dawnej obecności
już poza moim zasięgiem
a wciąż czuwająca obok

blask przesuwa się po ścianie
nie pytam dokąd zmierza
bo wiem
że nawet światło błądzi po śladach

w ciszy grudniowego wieczoru
płomień próbuje ocalić to
czego nie chce przechować pamięć

Kategorie
Post

korekta

ponoć wszystko już zapisano
w gwiazdach
w księgach
w chmurach

mówią
że fatum to solidny architekt
nie uznaje samowoli
stawia ściany tam
gdzie podobno stać powinny

na obrazku
mojry mają zacięte miny
nożyce w pogotowiu
ciach
nić napięta jak struna
jakby tu naprawdę
nie było miejsca na pomyłkę
na drżenie ręki
albo kichnięcie przy krośnie

a jednak
proszę spojrzeć
guzik przyszyty nie do pary
spóźniony tramwaj
ocala przed spotkaniem
zgubiony klucz
otwiera zupełnie inne drzwi

to co nazywamy nieuchronnością
często bywa literówką w druku
małym gapiostwem bogów
bo wyszli na chwilę
na kawową przerwę w pracy

może przeznaczenie
to wcale nie twardy głaz
o który trzeba rozbić czoło
lecz ta chwila
gdy los drapie się w głowę
i pyta szeptem
a może by tak
dla odmiany
puścić ich inną drogą

całe szczęście
że scenariusz pisany jest
niewyraźnym pismem
i nikt nam nie dał okularów
do czytania przypisów

Kategorie
Post

antyteza wysokości

mówią
że z oddalenia widać więcej
ale dla mnie im wyżej
tym mniej się liczy
jakby wysokość gubiła znaczenia
zanim zdążą coś ujawnić

nie wierzę w patrzenie z góry
za lekko wtedy odpadają detale
od których zaczyna działać sens

kiedy zostaję blisko ziemi
wszystko nagle jest prostsze
niespieszne
jak sprawy
pomijane milczeniem
a jednak zostają najdłużej

tam uczę się
że to co ważne
nie kocha rozmachu
i potrafi przetrwać
nawet całkowitą ciszę

czas nie wiruje
nie ściga
tylko czeka
jak coś odkładane
bez żadnej wielkiej myśli

i może właśnie w tej bliskości
rodzi się zrozumienie
niewymuszone
niepewne
ale własne
nachylone nade mną
tuż przy oddechu
który jeszcze trwa

Kategorie
Post

rzecz o rękawiczce

leży na chodniku
spłaszczona
udaje dłoń
choć dłonią nie jest
pięć palców
bez krwi
bez linii życia
które można by odczytać u wróżki

mijają ją trzewiki
adidasy
psie łapy
dla mrówek jest wełnianą górą
dla historii drobiazgiem
nie runęło przez nią imperium
nie zmieniła biegu rzek
nie zatrzymała słońca

ot mały epizod
dotykający tylko lewej ręki
która teraz nerwowo
przeszukuje kieszenie

a mogło być gorzej
mogła zniknąć bez świadków
wciągnięta przez noc
albo zostać w sklepie
nigdy nie poznając żadnej dłoni

teraz trwa
dowód roztargnienia materii
czeka na litość przechodnia
albo na śmieciarkę

zadziera kciuk
jakby mówiła światu
że wszystko jest okej
choć nie jest

Kategorie
Post

prognoza prywatna

mówię jak mężczyzna do rzeczy
choć rzeczy nie odpowiadają
leżą cierpliwie
jakby znały kolejność zdarzeń

rano zakładam głos
pasuje do temperatury
nie obiecuje poprawy
ani nagłego rozpogodzenia

idę przez dzień
który udaje neutralny
ma w kieszeniach zapasowe wersje
na wypadek pomyłki

ludzie mijają mnie poprawnie
każdy zgodnie z instrukcją
wybieram milczenie
najbezpieczniejsze z narzędzi

wieczorem zdejmuję imię
odkładam obok kluczy
jutro sprawdzę
czy nadal działa

Kategorie
Post

spowiedź ciągła

proszę księdza
grzeszyłem myślą
mową
uczynkiem
i zaniedbaniem

onanizowałem się
rano
w południe
w nocy
gdy było cicho
i nikt nie patrzył

z nudów
z napięcia
z samotności
bez sympatii
bez wyobrażeń
mechanicznie
jakby ciało wiedziało

zdradzałem
konkretnie
w tanich pokojach
w cudzych mieszkaniach
po alkoholu
bez alkoholu
z tą samą łatwością

wracałem
mówiłem w porządku
milczałem
udawałem sen

kłamałem
często
z powodu
z wygodą
żeby mieć spokój
żeby nie tłumaczyć
kim jestem

opuszczałem ludzi
gdy mnie potrzebowali
odpisywałem później
albo wcale
licząc na zapomnienie

byłem zazdrosny
małostkowy
złośliwy
cieszyłem się
z cudzych porażek

obrażałem boga
nie słowami
życiem
a jego nie było

pamiętam miejsca
daty znikają
ciężar zostaje

nie umiem zliczyć
bo się mieszają
jakby to był jeden
ciągły stan

to wszystko
co dziś potrafię wyznać
bez ucieczki
bez poprawy
obiecanej na zapas

proszę o rozgrzeszenie
bo sam
nie potrafię grzeszyć

o jeden płatek
z obiecanym połykiem
i na wieki

Kategorie
Post

krótkie strzyżenie

przychodził przez x lat
z głową do poprawki
i poglądami do suszenia

włosy rosły szybciej
niż argumenty
ale nie było dramatu

aż polityka
usiadła na fotelu
i zażądała przedziałka

powiedział
że więcej nie przyjdzie
jakby włosy miały pamięć
a nożyczki poglądy

zostałem
z fartuchem
ciszą
i miejscem po kimś
kto myślał
że zmiana fryzjera
odmienia świat

on
jak wiadomo
odrasta

Kategorie
Post

stan obecny

dzień zaczyna się
od prostych czynności
które znam na pamięć

woda
światło
kilka sekund ciszy

niczego nie przyspieszam
idę tak
jak pozwala ciało
i myśl

świat nie domaga się wyjaśnień
przedmioty trwają
bez pytania

miłość nie jest zdaniem
do dokończenia
raczej obecnością
która nie znika
kiedy milknę

wieczorem zostaje
co nie musiało się wydarzyć
żeby było prawdziwe

jestem
i to
nie wymaga poprawki

Kategorie
Post

krótka chwila w obcym mieście

słońce schodzi nisko
jakby chciało przeprosić za upalny dzień
a cienie rosną
dłuższe od naszych planów
i od walizek stojących obok

na drugim piętrze
ktoś ćwiczy chopina
i wciąż myli ten sam takt
błąd spada na bruk
łagodny
bardziej ludzki
niż chłodne posągi w muzeum

gołębie podrywają się nagle
szary skrzydlaty pył
unosi się nad ulicą
jak krótkie zaklęcie

myślimy o miastach
których już nie ma
o lwowie
o drezdeńskim ogniu
o bibliotekach
które zmieniły się w popiół

a jednak trwamy
z mokrymi od upału dłońmi
przy stoliku chwiejnym jak wiara w jutro
i prosimy o coś do picia
jakby samo pragnienie było dowodem
że świat jeszcze drży

jest pęknięty
to prawda
ale w szczelinach rośnie trawa
i wraca muzyka
nieporadna
uparta

patrzymy uważnie
bo tylko uwaga
może nas ocalić
przed cichą nicością
czającą się w cieniu katedry