Kategorie
Post

nauka chodzenia

najpierw było potknięcie
nazwane pierwszym krokiem

potem brawa dorosłych
jakby odkryto nowy kontynent
w salonie z dywanem

chodzenie okazało się sztuką
omijania mebli
a później przeszkód
które rzadko były z drewna

dziś próbuję utrzymać równowagę
i nie przewrócić się
na własnych wspomnieniach

nauka chodzenia trwa całe życie
tylko widzów nagle ubywa

Kategorie
Post

miłość

nie widać jej na zdjęciach rentgenowskich
ani w wynikach krwi
lekarz nie wpisuje w kartę pacjenta
bo nie ma rubryki

nie kupuje się jej na kredyt
nie podlega gwarancji
czasem gaśnie nagle
jak żarówka w środku rozmowy

miłość to drobiazg
odłożony na brzeg stołu
i zapomniany do jutra

a jednak wystarcza
żeby wypełnić cały pokój
przynajmniej do chwili
gdy ktoś otworzy okno

Kategorie
Post

ciepło właściwe

upał wbija się w skórę
mieszkamy razem

z lodówki mrugają do mnie
martwe bieguny

w szklance topnieje lód
jakby ktoś powoli
wycierał wspomnienia

za szybą dusi się noc
a ja dalej stoję
w środku dnia
spocony na pamięć

Kategorie
Post

gumka do ścierania

ma w sobie cierpliwość
do cudzych pomyłek
ściera je bez komentarza
choć zostawia po sobie ślady

w miarę jak pomaga
znika
odchodzi w okruchach
na zmęczone rękawy

nie wie co jest ważne
a co można zostawić
usuwa wszystko po równo
jakby życie było szkicem
w ślepej pogoni za białym krukiem

Kategorie
Post

pokój w hotelu na jedną noc

okno na ścianę – to mi wystarcza
na stoliku szklanka
z jednym łykiem po kimś obcym

telewizor szumi
chce coś powiedzieć
ale nie ma odwagi

łóżko za duże na jedną osobę
za małe na wszystkie myśli
które zabrałem

rano zostawię klucz w recepcji
jakby nic się nie stało

Kategorie
Post

Rozmowa z koszulą

wisisz w szafie
jakbyś czekała na lepszy dzień

nie pamiętam kiedy ostatni raz cię założyłem
ale wiem
że i tak masz więcej wspomnień niż ja

pamiętasz zapach deszczu na przystanku
śmiech przy stole
gniew zapięty pod szyję
żeby nie wypadł w nieodpowiedniej chwili
i ciszę która ciążyła jak kamień

kiedyś cię wyrzucę
a ty –
jak każda dobra koszula –
będziesz trzymała fason do końca

Kategorie
Post

regulamin snów służbowych

sen uruchamia się po zalogowaniu
śnienie prywatne — zabronione
języki obce — tylko za zgodą przełożonego

postacie fikcyjne zgłaszać do działu kadr
przygody kierować do archiwum
budzik traktować jak wezwanie do pracy

naruszenie regulaminu
skutkuje bezsennością
na koszt pracownika

Kategorie
Post

zapiski z końca lata

nad rzeką kobieta z czarną torbą
wyrzucała do wody zwiędłe kwiaty
jakby chciała nakarmić nimi ryby
albo duchy które kręciły się tu od lat

„pamiętam ten zapach” — powiedział mężczyzna
nie patrząc na nikogo
„kiedy w sierpniu przywozili jabłka z północy
a skrzynki skrzypiały jak stare wiersze”

tramwaj przyjechał pusty
drzwi otworzyły się i zamknęły
dla nikogo

w księgarni na rogu
kobieta z ołówkiem w dłoni
poprawiała marginesy w książce
której nikt nie kupił
od dziesięciu lat

wieczorem mgła przytuliła miasto
a latarnie
na chwilę zamieniły się w oczy
zwierząt czekających w ukryciu

mówię do siebie w języku
którego już nie rozumiem
ale głosy milkną
kiedy most znika pod stopami

Kategorie
Post

dzień powszedni

taki zwykły
niczym stary zniszczony dywan
w pokoju
do którego nikt nie wchodzi
a jednak tam jest
jak powietrze pachnące tym samym
co wczoraj i przedwczoraj

dzień powszedni ma w sobie
ciężar minionych godzin
ciszę z oczami na zapałki
chwilę w której wszystko
staje się przewidywalne
a zegarki
zamiast mierzyć
tłuką w chwilowe ściany
jakby chciały się wydostać

wtedy świat
wyostrza krawędzie a kolory
stają się jaskrawe do bólu
bo nie ma nikogo
z kim można by je dzielić
ani nikogo kto mógłby
nadać im sens

dzień powszedni to coś
co rośnie w nas
jak fala powracająca
wciąż na ten sam brzeg

choćbyśmy szli
ze zmęczeniem w nogach
aż po horyzont
na końcu drogi
stoimy w tym samym miejscu
trzymając na rękach

dzień powszedni

Kategorie
Post

klucz bez adresu

w mojej kieszeni
klucz bez adresu
zimny poranek
metalowa zgłoska
nie mam dla niego zamka
on bez mojego podpisu

nie wiem czy pasuje
do piwnicy pachnącej wilgocią
gdzie w słoikach gniją lata
czy do szkatułki
z winą w oddechu

byłem chłopcem
z kluczem na szyi
teraz szyja bez klucza
przypadek moim ślusarzem
patrzy jak próbuję
niepewnych zamków

przymierzam blizny
ważę milczenie
drzazgę w gardle
kieszeń na ciche odmowy

nie wiem czy klucz
otwiera świat
czy mnie na świat

gdy trafiam na uległość
otwartość rozbłyska we mnie
zamki dookoła niewzruszone
wystarczy skóra
której nie chcą żadne drzwi