Kategorie
Post

po południu w starym sadzie

wchodzę między drzewa
gdzie jabłka gniją na ziemi
jak rozdarte kieszenie lata
w których zostało tylko światło

gałęzie łamią się pod ciężarem
a ja zamykam oczy
gdy mrówki kradną
ostatni cukier

wiatr
ten sam co przed laty
gdy sad jeszcze pachniał nadzieją
przewraca jabłko na drugi bok
milczenia

nagle
podnosi głowę jeleń
i patrzy przeze mnie
jak przez szybę w muzeum
gdzie eksponaty wciąż czekają
na czyjeś zdziwienie

wtedy
zrozumiałem
to nie sad jest opuszczony –
to ja
ostatnie jabłko
które boi się spaść

Kategorie
Post

Lawiranci

Mówią o deszczu
albo że zupa dziś lepsza niż zwykle.
„Czy ktoś mnie nie widział?”

Prawda –
kręci się wokół stołu
na palcach
żeby nie poprzewracać porcelany.

Kłamstwo?
Za ciężkie słowo.
Nazwijmy to troską
która boi się własnego głosu.

Między jednym „a może”
a drugim „chyba jednak”
toczy się życie.
Niedopowiedziane
ale niekoniecznie mniej prawdziwe.

Nikt nie zdejmuje masek
choć niektórzy
mrugają spod nich porozumiewawczo.
I to wystarczy
na dzisiaj.

Kategorie
Post

biało-czerwone artefakty

sąsiad zawiesił flagę
na sznurku od bielizny
obok koszuli
i jednej skarpetki

pies spojrzał w górę
i zawył
z dumy, być może

dziecko zapytało
czy ta biel znaczy śnieg
czy może pranie
a czerwień — że coś kiedyś bolało

nikt nie odpowiedział
prognoza pogody właśnie się zaczęła

Kategorie
Post

Rodzina

Na zdjęciu wszyscy patrzą w stronę światła.
Ojciec z powagą trzyma dłoń na ramieniu matki
matka – torbę z zakupami.
Dzieci jeszcze nie zdążyły się pokłócić.

W tle – pokój z zasłoną
która zawsze była trochę za krótka
i dywan pamiętający więcej niż wszyscy.

Po latach każde z nich
zabrało wersję tej sceny ze sobą.
Ojciec mówił, że było spokojnie
matka – że zbyt cicho.
Dzieci nie pamiętały
czy to był piątek, czy sobota.

Raz w roku, przy świątecznym stole
słowa wchodzą jak dania:
niedogotowane wspomnienia
zimne pretensje
kompot z suszu –
nikt nie pyta, czy ktoś jeszcze lubi.

Rodzina –
układ planetarny o niestabilnych orbitach
którego grawitację
utrzymuje babcia siedząca cicho
jakby już dawno była po tej stronie
gdzie wszyscy znów patrzą
w jedną stronę.

Kategorie
Post

pierwszy

idą równo
na przekór krzywym chodnikom
z transparentami tak czerwonymi
że aż wstyd nie zgiąć karku

dzieci z papierowymi gołąbkami
pokój na patyku
i wata cukrowa w ustach
aby nie mówić za dużo

orkiestra dęta gra hymn
z wygiętym sierpem
ale wszyscy nucą
znaną melodię na kartki

na trybunie ludzie
mają wszystko
zapach chleba z solą
i strachu przed jutrem

klaszcze się rytmicznie
żeby nie było słychać
tego który milczy
bo zabrano go

w ten maj
zielony zawsze
taki sam jak w Katyniu
tylko bardziej obowiązkowy

Kategorie
Post

(akromonogram) Podobni a tak różni

Gnębią mnie czasem uczynki człowieka
aby do celu po trupach gdzieś pędzi
innymi gardzi bez skruchy wyśmiewa
ambicje wyniósł do chorej potęgi

Istnieją ludzie złączeni uczuciem
muzyce wspólnej oddani bez granic
cicho ich statek przez życie dryfuje
energią ciepła przykładnie dobrani

I jak dwie krople jesteśmy podobni
i jak dwie skały odmienni zarazem
może to Boga świadectwo litości
inaczej tworzył a wyszło z zapasem

Miłość całością pomału zarządza
a kropla w sercu dla kropli gorąca

Kategorie
Post

herbata

na stole leży książka
z otwartym zakończeniem
nikt jej nie napisał
wszyscy wiedzą jak się kończy

radio gra tylko wtedy
kiedy mam kaca
mówią o mnie —
mężczyzna bez twarzy
z opinią

na przystanku połknąłem list
do siebie
czytałem już wszystko
co miałem do powiedzenia

a herbata —
jest z torebki
i z kłamstwa

Kategorie
Post

szósta do karmienia

nie wyniosłem łóżeczka
ale paprotkę podlewam
jakby jeszcze oddychał

w szufladzie leży pielucha
(wciąż ciepła)
obok recepty
i zdjęcia z sierpnia

w nocy mówię do ściany
a sąsiedzi walą w sufit
przecinając kruchą pępowinę

Kategorie
Post

worek kości

w piwnicy mojego dziadka
stał worek z kośćmi

nie pytałem czyje
bo wszyscy w rodzinie
mieli rzeczy o których się nie mówi

każdy z nas coś nosił —
ojciec młotek
wujek klucz francuski
a ja — milczenie

czasem siadałem obok worka
słuchałem jak coś się w nim rusza
nie głos
nie zwierzę
bardziej jak ziewnięcie czegoś
co nie chce już wracać

gdy dziadek umarł
worek zniknął
ale kości zostały
rozsypane po mnie —
w łokciach w karku we śnie

Kategorie
Post

przebudzenie

wypuściła liście z kieszeni
bez planu bez mapy
odgarnęła chłód na bok
niczym splątane włosy

przysiadła na progu ogrodu
i zaczęła pleść wianki z wiatru
gdy nikt nie patrzył
całowała pąki drzew
aż się rumieniły

słońce przycięła na miarę
dla wróbli i rannych tulipanów
a trawa jak dziecko po karze
zaczęła mówić zielenią

wiosna –
nie kobieta
nie dziewczyna
ale coś pomiędzy
gdy ziemia zaczyna drżeć