Kategorie
Post

na wypadek

na wypadek gdyby istniał sens
zostawiłem okruszek logiki
między definicją a wyjątkiem

na wypadek gdyby wrócił Homer
mam w szufladzie słownik
języka codziennego
bez metafor

na wypadek rozmowy z ciszą
ćwiczę zdania pojedyncze
najlepiej orzeczeniowe
bez dopełnień
żeby nie bolało

na wypadek apokalipsy
mam w lodówce mleko
z długim terminem ważności
i jedną wątpliwość
zapieczętowaną od lat

na wypadek niemej pustki
nauczyłem się zasypiać
bez pytań

na wszelki wypadek
zawsze noszę w kieszeni
jedno zmięte „może”
drobnym drukiem

Kategorie
Post

obraz z pamięci

czuję aromat chleba
który matka wyjmowała z pieca
i ręce ojca
pachnące dymem i lasem

pamiętam próg
z którego skakałem w świat
i wracałem
kiedy bolały kolana i serce

w starym domu
stół zawsze czekał
nawet gdy wracałem później niż obiecałem

w starym domu
nikt nie pytał
czemu drży spojrzenie

dziś tamten dom jest tylko we mnie
ściany stoją z zamkniętymi oczami
a drzwi skrzypią do nikogo

czasem
widzę matkę przy oknie
i ojca
opartego o furtkę

jakby wychodzili na chwilę
jakby mieli znowu
zawołać mnie
po imieniu

Kategorie
Post

po tobie

nie uczę się pustych dłoni
żyję karmiony powietrzem

rano myję kubek w czerwone kropki
którego nie było na stole

w nocy nie gaszę światła
jakbyś miała wrócić
żeby jeszcze raz powiedzieć –
nie wrócę

kiedy śpię
czasem czuję włosy na twarzy
otwieram oczy i widzę sufit

tylko sufit

dzisiaj wiem
że już zawsze będę się budził
pod tym samym
pustym
i zimnym niebem

Kategorie
Post

figura na strychu

w kartonie po telewizorze
śpi kobieta z gazet
wycięta
sklejona taśmą jak wspomnienie

nad nią wiszą futra
już nie grzeją
i zapachy
których nikt nie chciał zabrać ze sobą

na zgięciu szyi
kurz ułożył się w zmarszczkę
jakby coś mówiła
ale tylko muchy ją słyszą

a kiedy wiatr otwiera okno
ta postać drży
jakby właśnie przypomniała sobie
że istniejemy

Kategorie
Post

ojciec nie wrócił po sznurówki

mówił że wychodzi tylko na chwilę
buty zostawił pod ścianą
jakby wiedział
że już nie wróci

w szafce zostały dwie łyżki
równo po matce i po nim
czyli już tylko ja jem

brzytwa leży
ostrzem w górę
tak jak zostawił
bo „nigdy nie wiadomo”

nie był świętym
ale miał ręce
które potrafiły coś naprawić
albo zniszczyć do końca

czasem siadam na jego miejscu przy stole
ale krzesło
zawsze jest trochę za twarde

Kategorie
Post

Ocalenie spinacza

Był tam
na krawędzi biurka
między rachunkiem
a listem bez znaczka.

Nie błyszczał się jak nagroda
nie wołał o ratunek.
Po prostu był
– zgięty, lecz wierny.

Nie pamiętam
które papiery łączył
czyje tajemnice
trzymał w ryzach.

Może decyzję o rozwodzie.
Może rysunek dziecka
który ktoś wrzucił
do segregatora z nudą.

Ocaliłem go
z rozpędu, nie z litości.
Po prostu uznałem
że nie czas jeszcze
na jego rozpad.

Zgiąłem go delikatnie
w nową funkcję.
Teraz trzyma razem
mój paszport i zdjęcie psa.

To nie jest heroizm.
To tylko gest
– ludzki, bo zbędny.

Kategorie
Post

(było – jest – może)

syn pyta
czy ślimaki czują smutek

odpowiadam
tak
ale tylko gdy pada
z jednej strony

później
układam mu sen
w kształt lwa
z klocków

nie chcę być silny
chcę być cicho
kiedy zasypia

w kieszeni mam
jego kamień
(ten ważny nie odrzucaj)

czasem
mówię do siebie
jak on
zanim nauczył się mówić

Kategorie
Post

Cisza, która rośnie

Jest we mnie miejsce, dokąd nie sięgam
jak komnata bez drzwi, gdzie światło leży nieruchomo.
Nie z zewnątrz, lecz z wnętrza się żarzy
niczym dusza śniąca siebie w Bogu.

Czasem słyszę — nie uchem, lecz tłem
jak coś w środku oddycha, nie prosząc o nic
jakby miłość była nie pytaniem
ale sposobem istnienia.

Nagie drzewa wiedzą więcej ode mnie
nie pytają o sens pór roku
a ja pełen pęknięć
uczę się milczeć, by nie zniknąć.

Wszystko, co boli, przemienia się w kształt
którego nie umiem nazwać, lecz noszę.

Może na tym właśnie polega łaska
że nie trzeba rozumieć
by być przemienionym.

Kategorie
Post

człowiek po stronie cienia

człowiek siedzi na ostatnim brzegu
między słowem „być” a „mieć”
zasypanym zakurzonymi rozmowami

połknął zegarek ojca
nie by zdążyć
lecz wiedzieć co mu tyka

w lustrze nie widzi siebie
tylko szkło
które od lat nie pęka

czasem dotyka ramion
jakby chciał siebie przeprosić
za to że je nosi

światło – też jest narzędziem
ale nie zawsze rozświetla

gdy milczy – robi to precyzyjnie
jak chirurg
przed pierwszym cięciem

Kategorie
Post

Przed oddechem

Nad rzeką, tuż przed świtem, jeszcze nie rozlała się barwa po murach, a już słychać jak sunie łódź bez wioseł, bez celu.
Zostawia w wodzie linie jak zmarszczki na dłoni ślepego.

Ktoś idzie wzdłuż brzegu z siatką, w której coś się kołysze.
Może ryba, może światło, może noc w słoiku.

Most jeszcze ciemny, a już pod nim zawiązują się rozmowy dusz zbłąkanych.
Między śmieciem a skrawkiem gazety ktoś zgubił fragment imienia.
Na zdjęciu twarz, której nikt nie rozpozna
ale oczy jakby znajome.

Świt — bez pośpiechu — rozpina się na niebie jak guzik na szyi starca przed ostatnim nabożeństwem. Ktoś zrzuca kołdrę w oknie na trzecim, i wygląda nie wiadomo po co.
Może żeby sprawdzić, czy świat dalej oddycha.

A rzeka płynie, jakby w niej ukryto milczenie
którego nie uniosą żadne modlitwy.