Był tam
na krawędzi biurka
między rachunkiem
a listem bez znaczka.
Nie błyszczał się jak nagroda
nie wołał o ratunek.
Po prostu był
– zgięty, lecz wierny.
Nie pamiętam
które papiery łączył
czyje tajemnice
trzymał w ryzach.
Może decyzję o rozwodzie.
Może rysunek dziecka
który ktoś wrzucił
do segregatora z nudą.
Ocaliłem go
z rozpędu, nie z litości.
Po prostu uznałem
że nie czas jeszcze
na jego rozpad.
Zgiąłem go delikatnie
w nową funkcję.
Teraz trzyma razem
mój paszport i zdjęcie psa.
To nie jest heroizm.
To tylko gest
– ludzki, bo zbędny.