Kategorie
Post

arytmetyka zdumienia

wszystko wskazuje na to
że jesteśmy
dowody są namacalne
odciski kciuków na szkle
szum w uszach uznany za własny
pośpiech by zdążyć przed czerwonym światłem
jakby po drugiej stronie pasów
czekała wieczność
a nie sklep z pieczywem

wszechświat trzeba mu to przyznać
ma anielską cierpliwość
pozwala nam wierzyć
że cyfry w tabelkach tętnią życiem
a nie są tylko kropkami
rozsypanymi na białym ekranie
przez znudzonego technika

wielki wybuch być może
ale kapanie z kranu
o trzeciej nad ranem
wydaje się bardziej rozstrzygające

zajmujemy miejsce
między atomem a galaktyką
nieco na lewo od rozsądku
tuż obok instynktu

w kieszeniach nosimy urządzenia
mądrzejsze od nas
prowadzą do najbliższej apteki
milczą gdy pytamy
o sens nagłego kłucia
w okolicy mostka

to doprawdy urocze
ta nasza pewność
że jesteśmy jedynymi widzami
podczas gdy mrówka na chodniku
nieświadoma naszych dramatów i podatków
dźwiga swój kawałek źdźbła
jakby na barkach trzymała
oś obrotu ziemi

w tym tkwi nasz największy triumf
że potrafimy się nie zauważać
mijając w tłumie
i jednocześnie tak bardzo dziwić
że herbata wciąż jest gorąca
choć świat dookoła
już dawno wystygł

Kategorie
Post

Zanim ucichły cykady

W blasku wirują sylwetki złociste
i srebrne wstążki między balonami.
Walc na trzy czwarte ukazał oblicze,
że w karnawale tańczą zakochani.

Błękitna suknia podkreśla kolory,
patrzysz jak anioł jasnymi oczami
i widzę uśmiech czułością płonący
jakbyśmy raptem zostali tam sami.

Po kwietnej łące stąpali o świcie,
a wieczorami budzili cykady.
Słyszeli echo płynące rytmicznie,
prosto do serca uczucia spływały.

Fotel bujany przynosi wspomnienia,
co z karnawałem zapewne spytacie.
Pamięć kawałki rozproszone skleja,
może opowiesz — to lepiej kochanie?

Kategorie
Post

Pominięte w kadrze

pomyśl
o tych wszystkich cudach
którym nikt nie wycelował obiektywu w twarz

o słońcu
które zaszło bez świadków
niezmuszone do pozowania
na krawędzi szklanki

jakaż to ulga dla krajobrazu
nie musieć mieścić się w prostokącie
nie być uwięzionym w pikselach
jak mucha w cyfrowym bursztynie

chmura
nieoceniona w komentarzach
płynie dalej
lżejsza o nasze zachwyty

drzewo
nieoznaczone
ma swoje słoje tylko dla siebie
bez obowiązku bycia tłem
dla czyjegoś uśmiechu

istnieje całe
nieobjęte archiwum chwil
poza pamięcią ram

wydarzeń tak dyskretnych
że aż wielkich
rozmów niedokończonych
bo ważniejszych od zapisu

świat
nieuwięziony w chmurze danych
oddycha głębiej
pod nieobecność migawki

i tylko my
z pustymi rękami
czujemy się czasem podejrzanie wolni

stojąc przed czymś
co nie jest do wzięcia
tylko do przeżycia

Kategorie
Post

rankiem

nie leżysz
stoisz między dwoma wejściami
jak prąd przed decyzją

dotyk nie koi
przenosi ciężar
z jednego ciała na drugie
sprawdzając
które pęknie wcześniej

noc nie ma rozmiaru
jest wyłączeniem
wszystkiego co da się nazwać

nie jesteśmy bilansem
ani wyjątkiem
jesteśmy ustawieniem materii
utrzymanym na chwilę

to co odpływa
nie zna powrotu
krąży tylko pamięć
szum w obwodzie

poranek wchodzi bez pytania
nie obiecuje
odnotowuje obecność

Kategorie
Post

nocny autobus

para na szybach
zbiera się od środka
jakby to co ważne
nie miało już wyjścia

wchodzą kolejni
wnoszą śnieg
wilgoć
i czas
który nie wraca

nikt nie pyta dokąd
sprawdza się tylko
czy ktoś jeszcze prowadzi

jedni stoją na końcu
inni siedzą na początku
bilet traci ważność
bez ostrzeżenia

grzejniki pracują nierówno
chłód i gorąco
krążą po plecach
jak pamięć

ktoś liczy przystanki
pierwszy drugi trzeci
niczym stopnie
w ciemnej klatce
bez wyjścia

na szybie zostają ślady
po czołach i dłoniach
znikają
zanim zdążą stać się czyjeś

drzwi otwierają się
często za wcześnie
czasem za późno

ktoś wysiada
zostawia po sobie ciepło
którego już
nie potrafimy oddać

autobus jedzie dalej
pełny
choć ludzi ubywa

Kategorie
Post

świat w naszych rękach

świat nie ma głosu
dlatego mówimy za niego
najczęściej źle

ręce uczą się szybciej niż sumienie
wiedzą gdzie nacisnąć
żeby ktoś zamilkł

ćwiczymy empatię na sobie
jakby była mięśniem
działa najlepiej bez świadków
i zwalnia z dalszego ciągu

bliskość psuje się cicho
jak sprzęt bez gwarancji
nikt nie czyta drobnego druku
kiedy jeszcze działa

zostają gesty po rozmowie
ułożone byle jak
niczym narzędzia
których nikt nie chce dotknąć

człowiek to jedyne zwierzę
które potrafi zranić
z potrzeby wyjaśnienia

świat stoi obok
i nie reaguje
my daliśmy mu takie oczy

Kategorie
Post

klatka 2h

mój sąsiad wierci
zawsze wtedy
gdy myślę że wreszcie
zapanowałem nad życiem

wierci w sobotę
wierci w niedzielę
podejrzewam że w tygodniu
wierci w sobie

sąsiadka obok
rozmawia z telewizorem
jakby miała w nim udziały
i nie zgadzała się z zarządem

pies z trzeciego
szczeka punktualnie
jak obowiązek
o piątej rano

na klatce schodowej
spotykamy się rzadko
bo wszyscy wychodzimy
o tej samej porze
żeby się nie spotkać

mówimy dzień dobry
tak ostrożnie
jakby to było pytanie osobiste

a potem drzwi się zamykają
i wszystko wraca
do normy
czyli do siebie

Kategorie
Post

próg

samotność zaczyna się
od zimnej klamki
wchodzi w dłonie
bez powrotu
siada w kuchni
i nie wietrzeje
liczy kroki
między mną a ścianą
aż brak
staje się anomią

Kategorie
Post

wiara po przejściach

wierzę
ale nie potrafię klękać
na komendę

bóg nie mówi
to inni krzyczą
za głośno
i zawsze
w liczbie mnogiej

modlitwa była uczciwa
dopóki nie zaczęła
porządkować ludzi
w szeregi
wygłodniałych ćpunów

uczyli mnie pokory
żebym nie zauważył
że chodzi o spokój
ich sumienia

im pewniej wskazują niebo
tym mniej zostawiają
miejsca na zbawienie

apokalipsa nie przyjdzie
bo każdy czeka
kto pierwszy zdejmie kolana
z podłogi

została wiara
która nie obiecuje
dlatego
jeszcze jest prawdziwa

Kategorie
Post

pierwsze pęknięcie

dzieciństwo nie zaczyna się od narodzin
tylko od pierwszego zdziwienia
że ręka należy do mnie
a ból potrafi zostać

byłem mały
czyli cały świat mieścił się na dłoni
i jeszcze nie wiedziałem
jak rzeczy znikają bez śladu

podwórko było teorią wszystkiego
każda rysa udawała mapę
a radość z nowego dnia
czyniła ze mnie odkrywcę

dorośli mówili językiem
który często był obcy
sens trafiał się przypadkiem
milczenie było regułą

zapachy wracają bez pytania
zatrzymują mnie w progu
gdzie czas krąży
cierpliwie
aż słabnę

ciało nie było problemem
raczej dowodem
że można biec
upadać
i wstawać
bez tłumaczeń

pierwsze ciche pęknięcie
nie zostało nazwane
później przyszło zrozumienie
nie wszystko da się cofnąć
wiedza smakuje siniakami

dzieciństwo nie znika
zmienia adres
pojawia się w głosie
który nagle nie słucha
w odruchu wiary
szybszej niż myśl

jest we mnie nadal
nie jako wspomnienie
raczej brak czegoś prostego
niczym oddech
zanim nauczyłem się
go pilnować

czasem kiedy wszystko pęka
wracam tam na chwilę
nie po ratunek
tylko pewność
że byłem kimś
zanim stałem się sobą