Kategorie
Post

kurs wymiany na pustkę

to jedyny bóg
ma swoje świątynie
mówią na nie banki

w środku spokój
podłoga lśni
byś widział jak pusto
w odbiciu

tu wszystko mierzone
w cyfrach niemających
smaku zapachu ani ciężaru
a jednak ważą życia

dzienny licznik
za ile godzin oddałeś
jedną minutę
niczego –
co mogło być wszystkim
równanie bez ucieczki
a i tak zostawiasz odcisk

kupuję spokój
chwilę
w której mogę nie myśleć
ale na wyciągu zawsze błąd
i dopisek małym druczkiem
produkt nabyty
pozór bezpieczeństwa
cena jest wysoka

patrzę na monetę
zimny krążek udający wartość
uderzam nim w ścianę
nawet nie pęka

a ja
chciałbym
muszę to zniszczyć
wykasować
fałszywy system z głowy
żeby poczuć
darmową ciszę
ból albo deszcz
coś realnego

ale ręka drży
bo jutro znowu
trzeba iść
i sprzedać
kawałek swojej skóry
za obietnicę

Kategorie
Post

gramatyka rozstania

otwieram dział składni i skreślam nas
osoba pierwsza mnoga przechodzi do archiwum

w tabeli czasów zapisuję
byłem
byliśmy
to nie przechodzi do teraźniejszości

w trybie przypuszczającym brak miejsca
na zdania wielokrotne
jedno wystarczyło

logika notuje tezę miłość jest
dowód urwany
brak danych do powtórzenia doświadczenia

w statystyce wychodzi że połowa z nas to ja
druga połowa nie podlega badaniu

w słowniku pod hasłem wierność
krótka definicja
z odniesieniem do haseł nieobecnych

errata do wspólnego planu dopisuje
że wszystko się udało oprócz nas

na końcu rozdziału pytania kontrolne
czy oddychasz samodzielnie
czy potrafisz wstać i iść bez świadków

odpowiadam w kratkę
ale jednak tak

Kategorie
Post

zwyczajny dzień

na stole leży kromka chleba
jej zapach unosi się ponad kuchnię
jak pamięć dawnych żniw
i dłoni które pracowały w ciszy

przez okno wpada światło
przesuwa się powoli po ścianie
nie spieszy się
jakby wiedziało
że posiada nieskończoną skalę

na chodniku dziecko podnosi listek
przykłada go do policzka
i w tym prostym geście
świat odzyskuje niewinność

gdzieś w oddali odzywa się dzwon
i choć milknie po chwili
dźwięk zostaje w sercu
nagle rozciągając czas

ludzie odliczają minuty
ale w każdej minucie
może trwać wszystko
radość strata nadzieja spełnienie

dlatego uczę się patrzeć uważniej
bo w drobnych rzeczach
odsłania się nieskończoność
a w jednej sekundzie
można dotknąć wieczności

Kategorie
Post

przystań na rogu jesieni

w kącie sali syczy obudzona chmura
a łyżeczki uderzają o porcelanę jak drobne dzwonki

przy sąsiednim stoliku ktoś śmieje się cicho
ktoś inny notuje w kalendarzu
ostatni ciepły dzień

zapach przypraw miesza się z wilgocią
wniesioną na butach z brukowanej ulicy

lampy nad głowami ocieplają twarze
tworząc krąg niczym przy ognisku
tylko zamiast drewna
tańczą aromatyczne nuty

kawa paruje
jakby opowiadała historię
o liściach przyklejonych do szyby
o kroplach deszczu wystukujących rytm

na dnie zostaje mapa
linia bez wyraźnego celu
choć zawsze prowadzi do mnie

Kategorie
Post

poczekalnia

w kącie stoi paprotka
której liście udają rozmowę

kobieta trzyma w dłoni numer
jakby to był los na loterii
mężczyzna kartkuje gazetę
choć litery dawno już się rozsypały

ktoś kaszle
ktoś inny poprawia kurtkę
wszyscy oddychają ciszą
która ma zapach środka dezynfekcyjnego

drzwi otwierają się na moment
i znów zamykają
jak gdyby świat za nimi
nie był jeszcze gotów

a przecież każdy z nas
od dawna jest wpisany
na listę oczekujących

Kategorie
Post

małe przesunięcie świata

nie było w tym patosu
tylko twoja dłoń
która przykryła moją na stole

nie zadrżały sejsmografy
nie odwołano posiedzeń sejmu
ani nawet nie zmieniła się prognoza pogody

a jednak w tej chwili
cukier w herbacie rozpuszczał się wolniej
pies sąsiadów przestał ujadać
i wiadomości w gazecie
brzmiały jakby ciszej

manus super manum
– tak zanotowałby kronikarz
choć nie znalazłby miejsca w annałach

a jednak ja wiem
że od tego gestu
świat przesunął się
o milimetr bliżej dobra

* manus super manum – ręka na ręce

Kategorie
Post

po sezonie

październik idzie wolno
trawa z żółtym nalotem
basen milczy zimny
krzesła rdzewieją
a z ogrodu
unoszą się przypalone liście

kładę mokry płaszcz na oparciu
z kieszeni wypada list
na którym gaśnie twoje imię
litery blakną
zanim zdążę przeczytać

kto przepędzi tę mgłę
nikt nie przychodzi
ciemność powoli osiada
odsłaniając moją twarz

przed domem
na alejce leży rękawiczka
wiatr wywraca ją na drugą stronę
ukazując bliznę

ktoś podnosi
odkłada z powrotem
nie chce zostawić śladów
ani zbierać cudzego chłodu

wilgotne gałęzie przykrywają ziemię
wyciszając półnutę
zawieszoną w powietrzu

zamykam plik
gaszę lampę
coś się skrada

Kategorie
Post

krajobraz z cytatów

na skrzyżowaniu dróg pytań i milczenia
heraklit znów powtarza o ogniu który się zmienił
a pielgrzym z katedry w chartres
szuka witraża gdzie światło przebija kamień

wśród ruin akweduktu ktoś recytuje ewangelistę
„na początku było słowo”
lecz wiatr wymawia tylko sylaby
które nie łączą się w całość

między stronami manuskryptu z benaresu
znalazłem wers o wojowniku
który nie lęka się końca
bo koniec i początek są tym samym polem bitwy

a jednak na współczesnej ulicy
kroki spieszących się ludzi
brzmią jak różańce roztrzaskane o bruk
i nikt nie wie czy modlitwa
jeszcze potrafi przejść im przez usta

„wszystko już było” mówi głos zza ramienia
może dante może tylko sprzedawca gazet
a deszcz rytmicznie uderza w szyby
jakby wciąż próbował nas obudzić

Kategorie
Post

guzik

odpruł się od płaszcza wczoraj
albo i tydzień temu
czas ma inne miary dla rzeczy zgubionych

leży pod stołem o chwiejnej równowadze
drżącym całym światem gdy się człowiek oprze

ma cztery dziurki jak okna
w opuszczonym domu
przez które wiatr nie potrafi już gwizdać

przeplatany kiedyś nitką
mocną jak obietnica
że nic nas nie rozdzieli aż do pierwszego prania

teraz jest sam
mały okrągły kawałek niczyjego losu
świadectwo że coś było a teraz się rozsypuje
jak moje słowa w naszej ostatniej kłótni

podniosę go zaraz
schowam do kieszeni obok biletu
który stracił ważność i okrucha chleba
na wszelki wypadek

bo nigdy nie wiadomo
kiedy znów będzie trzeba coś naprędce zapiąć
przymknąć oko na chłód
i udawać że wszystko jeszcze trzyma się jak dawniej

Kategorie
Post

Rapsod o szarych godzinach

Niebo w kolorze utlenionej miedzi,
przeciągnięte nisko nad dachami z papy.
Tutaj hymnem jest pulsowanie fabrycznych kominów,
a wiatr zamiast pyłków niesie sadzę i strzępy cudzych rozmów.
Gołębie o stalowych oczach dziobią resztki dnia
na parapetach, obojętne jak pomniejsi bogowie.

W pokoju, gdzie czas kapie z nieszczelnego kranu,
a powietrze pachnie wczorajszą gazetą,
zegar odmierza tylko następny wdech.
Przez cienką ścianę płynie obca, syntetyczna melodia,
śmiech z serialu, który widziałem już tysiąc razy,
albo widział go ktoś do mnie podobny. To bez znaczenia.

Historia to palimpsest na murach starych kamienic,
gdzie pod nowym graffiti krwawi ślad po kulach.
Pomnik bezimiennego wodza w parku
ma na głowie foliową torbę jak całun,
dar wiatru i obojętności.
Jego kamienne oczy patrzą na puste ławki
i nie widzą nic.

Pytałem w myślach: Po co te ręce,
skoro nie ma czego budować, ni kogo objąć?
Po co te usta, skoro każde słowo
rozpada się w pył, nim dotrze do słuchacza?
Odpowiedzią był tylko suchy kaszel
silnika autobusu, ruszającego z pętli.

A więc tak to wygląda. Bez fajerwerków i bez dramatu.
Tak się właśnie dopala
popołudnie, rok, stulecie.
Neon nad barem, gasnący i siny,
mruga ostatnią, bezsensowną sylabą
w pustkę. I nic więcej.