Kategorie
Post

prolog na piątek rano

mgła ta blada mgła
snuję się po ulicach
otula witryny
a cienie milczą
jakby czekały na sygnał z radia

w kawiarniach drżą filiżanki
gazety chłoną światło
i drobne katastrofy
kurs walut
zwolnienia
zdrady

przed świtem
dzień jest przesądzony
wszystko się wydarzyło
w głowach wciąż śpiących
z otwartymi ustami

pani ciurdasiowa poprawia firanki
na piętrze rozbrzmiewa gama
aż nadto czysta
nie na ten wiek

w powietrzu
zapach przypalonego chleba
i ambicji dawno po terminie

z oddali słychać kroki
stopy spieszą na spotkanie
szukają formuły odkupienia
w rachunkach za prąd
i drobnych przelewach

nagle śmieję się w głos
bez powodu
jakbym sobie przypomniał życie

czy to wszystko
czy ten spokój to nasz koniec
nasza wersja pustyni
gdzie pytanie o sens wraca
a cisza udaje odpowiedź

daj nam panie
choćby protokół
albo porządek
i czyste frazesy

może każda poezja
jest tylko powrotem

na dnie szklanki — osad
na zewnątrz — piątek rano
to wystarczy

Kategorie
Post

o pomyłce

podobno wszystko zaczęło się od erraty
arkusz bez korekty nie mógł ruszyć w obieg
gdyby zgadzały się wszystkie rubryki
zostałby nam porządek i nuda

poprawiam źle zapięty guzik
i światło wskakuje na właściwy tor
albo przestawia mapę

pomyłka to ruch
mały prywatny wybuch
dowód że licznik wciąż działa
statystyka żywych nie jest bezbłędna
bywa

błądzi ten kto idzie
stojący ma rację
lecz nigdzie jej nie użyje

urok nieścisłości
idę w prawo myśląc że to lewo
i trafiam w miejsce którego nie ma na planie
– kartografowie proszeni są o kredkę

nie uciekaj przed pomyłką
jest jak sól
czasem los sypnie o szczyptę za dużo
bez niej nawet milczenie traci smak

historia najchętniej pamięta margines
od niego zaczyna się zdanie

Kategorie
Post

świadectwo obecności

dziś rano
w pudełku po butach
znalazłem bilet do kina sprzed lat

film dawno zapomniany
aktorzy pochowani
w innych rolach
reżyser wciąż coś tłumaczy
widzom których nikt nie słucha

a jednak ten skrawek papieru
upiera się przy swoim
że naprawdę tam byłem
że śmiałem się w odpowiednich miejscach
że nie wyszedłem w połowie

cokolwiek zdarzyło się później
zostało wciśnięte w margines
przez ocalały przypadek
– świadka mojej drobnej obecności

tak łatwo zgubić siebie
między jednym rachunkiem
a drugim

dlatego składam dłonie
jak do modlitwy
i chowam bilet
z powrotem do pudełka

żeby mieć dowód
na wypadek gdyby znów zapomniano

że naprawdę istniałem

Kategorie
Post

msza arlekinów

trzech arlekinów siedzi w ławce
każdy ma twarz z innego dnia
pierwszy śmieje się z przyzwyczajenia
drugi słucha choć nie słyszy
trzeci porusza tylko ustami

z ołtarza spada światło
osiada na butach
ministrant gubi dzwonek
– nikt nie spojrzał w górę

pierwszy się waha przy znaku pokoju
drugi wstaje za wcześnie
trzeci zastyga w ciszy

dłonie układają triolę
na jeden zbyt szybki gest
by nadążyć za cudzym rytmem

gdy chór zaczyna amen
milczą w trzech tonacjach
i wychodzą
w różnych kierunkach

została wciąż ciepła ławka
jakby ktoś jeszcze wierzył

Kategorie
Post

O Cebuli

Inspiracją do popełnienia tego minieseju był wiersz Wisławy Szymborskiej „Cebula”.

Cebula jest inna. Nie ma wnętrzności, ale też nie ma zewnętrzności. Powtarza się. Powłoka, a pod nią identyczna, bledsza. Kręgi na wodzie, których nikt nie narysował. Nie ma niczego, co można by nazwać sednem, ani skarbu do odkopania — nawet z obłędem poszukiwacza złota. Jest pusta przy tej dającej do myślenia obfitości warstw. Niemal okrągłe rozczarowanie. Sama dowodzi, że gdyby obrać ją do końca, zostałoby tylko powietrze i poczucie straty. To już nie przypomina słodkich obietnic brzoskwini ani pestki. Tymczasem, krojąc ją, płaczemy. Nie z żalu, nie ze wzruszenia. To jej chemiczna, bezlitosna riposta na nasz wścibski zwyczaj rozbierania rzeczy na części pierwsze i szukania tam na siłę jakiejś duszy. A w nas pod każdą warstwą nie czeka symetria, tylko pęknięcia. Cebula — czysta anarchia wobec naszych złudzeń.

Kategorie
Post

przymiarka

moje marzenia nie mają adresu
przychodzą pieszo siadają na schodach
jedno jest wysokie i nosi stary płaszcz
drugie małe z kolanami otartymi od wiatru

nie proszą o herbatę niczego nie chcą
patrzą tylko jak krzątam się po kuchni
jak mylę sól z cukrem a list wkładam
do koperty z wczorajszym rachunkiem

są ciche niewiarygodnie cierpliwe
jakby przymierzały się do mojego życia
i sprawdzały z uwagą czy będą pasować
kiedy mnie już w nim zabraknie

Kategorie
Post

nasłuchiwanie nieba

słucham piosenki
przy szybie unosi się para
czajnik milknie

ptak przeskakuje na dach obok
melodia robi swoje
unosi mnie o włos
niewiele
a jednak

nie proszę o cud
wystarczy równy oddech
stabilna dłoń na szklance
i jedno zdanie
dzisiaj dam radę

niebo nie odpowiada
nie musi

odkładam telefon
zapisuję dwie półnuty
na marginesie rachunku

jeszcze moment
stoję przy framudze

cisza
tak niewielka
do kieszeni

Kategorie
Post

rachunek

nie ma żadnych bohaterów
są tylko cwaniacy w drogich butach
i frajerzy z pustymi kieszeniami

w telewizji znów gadają
że wszystko będzie dobrze
a ja wiem że nie będzie

bo piwo kosztuje więcej niż kiedyś
a człowiek z dnia na dzień tanieje

kobieta z wczoraj
nie pamięta mojego imienia
ja pamiętam jej numer buta
i to wystarczy

ulica nauczyła mnie jednego
nie ma zbawienia
jest tylko przeżycie dnia
i wstyd
że znowu się udało

Kategorie
Post

granica

nie wiem skąd bierze się gest
który w połowie drogi
staje się obcy

człowiek nie planuje upadku
potyka się o własne nogi
i spada głębiej niż myślał

tam gdzie milczenie
głośniejsze jest od krzyku
a spojrzenie trafia w pustkę

na dnie nie ma kamieni
ani kości po przodkach
jestem sam

tam leżą rzeczy nieodwołalne
słowa i uśmiechy
których nie cofnę
a pękły już dawniej

nikt ich nie policzy
nikt nie zapisze w kronice
bo nie ma świadków

jestem tylko ja
i to co wypuściłem z rąk
za wcześnie

granica nie oddziela mnie od świata
pokazuje że cały świat
mieści się we mnie

Kategorie
Post

okno

okno patrzy w obie strony
nikt za to nie dziękuje

dla jednych to ekran
kolory przeskakują szukając sygnału
dla innych to rama
za szybą nic nie drgnie

zasłony próbują ukryć pokój
ręce odsuwają materiał po oddech

tu siada mucha
tu wyleguje się kot
tu stoi człowiek i nie wychodzi

gdy szyba pęka
wraca prawda
kruchość była od początku