Kategorie
Post

błąd_404: dusza nieznaleziona (cyberpunk)

w mózgu — stacja kosmiczna
gdzie astronauta /dziecko/
ssie palec zamiast tlenu
(czas to plik .zip
którego nie da się rozpakować
bez utraty danych)

twoje oczy — blue_screen_of_death
a w nich:
k r z y k
z a m r o ż o n y

w
p
ę
t
l
i

miłość to bot napisany na kolanie
śpiewający „never gonna give you up”
w pętli nieskończonego bufferingu
(klikasz serce — serwer przeciążony
miłość = 404)
a jednak
w cache’u pamięci
pozostał ślad:

twoje imię
spalone w rdzeniu procesora
jak blizna
jak modlitwa
jak ghost.txt
którego nikt nie usuwa
boi się
że razem z nim
zniknie
ciężarna dusza

Kategorie
Post

Przyjęcie u Madame Lévêque

Wieczór wtulił się w futro z sadzy,
na wahadle starego zegara drzemie.
Madame do filiżanek nalała atramentu:
„Pijcie – to eliksir na pamięć”.

Goście w maskach żuli szepty o latach,
które nawet nie śniły się mapom.
Pajęczyny – złotem pamięci ciężkie –
wrastały w poręcze foteli jak korzenie.

Pianino w kącie ziewało otwartym pudłem,
a nad kominkiem płakał farbą portret:
mężczyzna, który nigdy nie istniał.

Wtedy uniosła kielich z cieniem w środku,
głowę przechyliła w stronę wieczności
i uśmiechnęła się na ostro –
jak koty, gdy już wiedzą,
że noc jest jedynym bogiem.

Kategorie
Post

bez powrotu

głaszczę popiół
w milczącej szarości
gdy niebo wybucha światłem

strząsam
niech wiatr rozproszy cienie
jak obietnice bez powrotu

lecz noc
zaciska iskry pod skórą
wypala znaki na kościach

a moje dłonie
wciąż kreślą twój kształt
w ogniu który nigdy nie gaśnie

Kategorie
Post

Wieża (postmodernistyczna parabola)

Drzwi zamknęły się za nim z dźwiękiem złamanego dzwonu. W środku pachniało starymi aktami i wilgocią. Na ścianie wyblakły napis głosił: „Ruch zastępuje cel”. Schody wiły się w górę jak skorupa ślimaka.

Strażnik miał twarz z klepsydry. Piasek w jego oczach płynął w górę.
– Dlaczego nie ma numerów pięter?
– Bo każde jest jednocześnie pierwszym i ostatnim – odparł, wskazując na płaszcz uszyty z map bez nazw.

Piętro 7

Kobieta w sukni z gazetowych nekrologów karmiła gołębia strzępami paszportu. Jej twarz przypominała fotografie sprzed lat – na wpół rozmazana, na wpół zatarta przez czas.
– Szukam Rady – powiedział.
– Rada? Oni zawsze są o poziom wyżej, albo niżej. Zależy, czy liczysz w snach, czy na jawie – szepnęła, wsuwając mu do kieszeni klucz z wosku.

Gdy ruszył dalej, za plecami usłyszał trzepot skrzydeł. Gołąb, którego karmiła, wzbił się w powietrze, lecz zamiast lecieć, unosił się nieruchomo, jakby zawisł między dwiema stronami rzeczywistości.

Piętro 32

Korytarz był pusty, poza rzędem drzwi. Każde miało inny kolor, ale żadna klamka nie działała. Z sufitu zwisała żarówka, ale zamiast światła rzucała cień. W końcu korytarza siedział człowiek w szarej marynarce, układając karty na podłodze.
– Do kogo pan idzie? – zapytał, nie podnosząc wzroku.
– Do Rady.
– Zła karta. – Mężczyzna wskazał na stosik. – Spróbuj jeszcze raz.

Na podłodze leżały dziesiątki kart, ale żadna nie miała obrazka. Odwrócił jedną – była czysta. Odwrócił drugą – to samo. Trzecia zdawała się mieć wypukłość, jakby pod powierzchnią znajdował się ukryty znak, ale gdy przejechał po niej palcem, okazała się gładka.

Piętro 404

Chłopiec w mundurku rysował kredą drzwi na podłodze. Obok stał dzban z wodą, która parowała, zanim dotknęła ziemi.
– To skrót – wyjaśnił.
– Dokąd prowadzi?
– Tam, gdzie każdy skrót jest długi na wieczność.

Chłopiec podniósł wzrok i dorysował obok drzwi małe okno.
– A to?
– Widok na wyjście – odparł chłopiec, a potem zdmuchnął rysunek, który rozpadł się na drobny pył.

Piętro Zwierciadeł

W odbiciu zobaczył Strażnika z klepsydrą. Piasek w jego oczach płynął teraz w dół.
– Czas to tylko kierunek – szepnęło szkło.

Gdy zrobił krok w stronę lustra, tafla zamigotała i pociemniała, jakby nie odbijała go już, lecz kogoś innego.

Sala Rady

Postacie bez ust szeptały jednocześnie we wszystkich językach świata. Gdy otworzył usta, usłyszał własne słowa wracające jako pytanie:
– Kim jesteś?

Zamiast odpowiedzi, podano mu kamień z wygrawerowanym znakiem zapytania.

W rogu sali stał zwykły, drewniany zegar. Wskazówki nie drżały, czas nie płynął. Przez chwilę wydawało mu się, że usłyszał tykanie, ale nie był pewien, czy to nie tylko puls w jego skroniach.

Szczyt Wieży

Szczyt okazał się piwnicą. Starzec żuł jabłko z papieru.
– Gdzie Rada?
– Zjadła własny regulamin. Zostawiła to dla ciebie.

W kopercie była kartka: „Proszę czekać. Czekanie jest dowodem”.

Zejście

Na piętrze 7 kobieta zamieniła się w stos popiołu. Chłopiec 404 rysował teraz klatkę. Mężczyzna od kart odwrócił ostatnią i schował talię do kieszeni. Wsunął mu w dłoń asa pik zamiast klucza.
– To jedyna prawda, która nie istnieje.

Strażnik unosił się w powietrzu, a piasek w oczach stał się czarny.

Na piętrze Zwierciadeł lustra były puste.

Gdy wyszedł, klucz z wosku stopił się w dłoni. Na murze pojawił się nowy napis: „Jesteś tym, który szuka”.

Za plecami usłyszał trzask zamykanych drzwi. Wieża zniknęła.
Został tylko ślad w kształcie twarzy.

Kategorie
Post

miasto przegryza noc

głosy odbijają się od bruku jak pociski
rozpryskują nic w kałużach
tną sny przechodniów na szkło

noc rozlicza ulice jak stary pies
wsiąka w szyby skleja powieki
krople na krawężnikach
to już nie deszcz
lecz ślepe westchnienia

światło w oknach mruga alfabetem Morse’a –
jedno: śpij
drugie: czuwaj
kroki w pustym pokoju
rwą ciszę jak zwłókniałe płótno

powietrze pachnie spaloną izolacją
i strachem bez kształtu –
wisi pod skórą jak zardzewiały haczyk
można uciekać można czekać
miasto rozchyli żebra niczym pułapkę

i wyciśnie owoc
aż po ostatni błysk w źrenicach

Kategorie
Post

obecność

chleb leży na desce
pokrojony w równe kręgi
(nawet okruchy milczą)
modlitwa wisi nad talerzem

woda w dzbanku połyskuje
światło przecieka do wnętrza –
na ścianie maluje hieroglify
znaczy cienie przy stole

za oknem wicher
nasłuchuje zdrowasiek
liczonych szybko na palcach
matka zaczyna wciąż od nowa –
diabeł przekłada paciorki

gaszę lampę
a pokój nie ciemnieje
światło zostawiono
jak szept w tabernakulum

Kategorie
Post

Między superpozycją a nicością

Nasączasz się światłem jak gąbka zatopiona w źrenicach Obłoku Oorta —
ja liczę twoje oddechy na abakusie z lodowego szkła
gdy każdy koralik to zamarznięta sekunda.
Byłaś chmurą prawdopodobieństw:
nawet łzy dzieliły się na struny, spływały dwoma ścieżkami naraz
w każdym wszechświecie inną geometrią bólu.

Mówiłaś: „Jeśli rozłożę dłonie na osi czasu
czy dotknę nieba w przeszłości i płomienia w przyszłości?”
Teraz leżysz w superpozycji —
twoje ciało to interferometr rozbity na strzępy teorii
serce: pulsar, który migotał alfabetem samotności.

Próbuję cię opłakać, lecz żałoba ma dziury jak ser szwajcarski.
W jednej gubi się sokół, w drugiej śmieją się dzieci
z równoległych podwórek, gdzie czas
był towarem deficytowym, a ty rozdawałaś go
jak ulotki z napisem „jutro już nie przyjdę”.

Zostawiłaś mi w spadku:
— naczynie z próżnią (w środku krzyk ściśnięty w kryształ przy -273°C)
— mapę blizn rysowaną światłem rozpadającej się Gwiazdy Podwójnej
— jedno zdanie wypalone w rdzeniu czaszki:
„Miłość to tunel, przez który ucieka światło —
czy po drugiej stronie ktoś jeszcze zbiera fotony w dłonie?”

O północy twoje atomy roztańczyły się w korowodzie rozpadów
a ja zrozumiałam, że całe życie
byliśmy tylko kolizją
dwóch cząstek-widm —
iskrą
w labiryncie
który istniał
tyle, ile trwa mrugnięcie czarnej dziury.

Kategorie
Post

zamknięci w nawiasie

powietrze między nami jest jak szkło
przezroczyście ostre na krawędziach
patrzymy na siebie
już bez dotykania wzrokiem

wczoraj twoje słowa były zagęszczone rtęcią
spływały ciężkie lepko osiadając w żyłach
dzisiaj są tylko szelestem
pod drzwiami

nigdy nie było wielkiego wybuchu
tylko ciche przesunięcia
powolne pęknięcia między słowami
aż w końcu przecinki umilkły

i wtedy zrozumiałem:
cisza nie rzuca cienia —
jest nim

Kategorie
Post

Zapisane w grudkach ziemi

Pług przeciął ospałe pole —
w bruzdach pulsuje rdza i wilgotna ziemia.
Wiatr zbiera okruchy modlitw z rozdartej gleby
układa w krąg, nim zmierzch połknie horyzont.

W zagrodzie studnia śpiewa szorstkim głosem
a woda — lustro, w którym przegląda się wieczność.
Dzieci biegają ścieżką pamiętającą ich dziadków
gdy buty stawały się korzeniami.

W stodole pajęczyna tka historię z ciszy:
słoma, sierp, garść ziaren w kieszeni nieboszczyka.
Ściany przechowują szepty zimowych nocy
gdy mróz gryzł belki, a duszom brakowało tchu.

Pod płotem pies zakopuje odnalezione kości
szuka w nich smaku zapomnianych lat.
Chmury skraplają litanie na kamieniach
lecz litery rozmywają się, zanim świt odczyta.

Babcia zgarnia popiół z pieca —
to ślad po dniach spopielonych w milczeniu.
Dłonie jej drżą jak październikowe liście jabłoni
gdy owoc staje się ciężarem bez dłoni.

Zostaniemy tu: w pęknięciach glinianych garnków
w cieniu lipy zliczającej nasze oddechy.
A ziemia, niczym księga otwarta na wietrze,
zamyka stronę za stroną — bez słowa.

Kategorie
Post

Ogród po sezonie

Ścieżki porastają pytaniami bez odpowiedzi
a czas – ten stary ogrodnik – drzemie na zardzewiałej ławce.
Liście wirują jak listy od nieobecnych
trawa chowa pod ziemią butelki po zachodzie.

W sadzie jabłka czerwienieją od zawieszonych na gałęziach krzyków
drzewo genealogiczne ma koronę z popękanych imion.
Wiatr gra na płocie pamiętającym dotyk dłoni
i kradnie z uśmiechem daty z kalendarza na gwoździu.

W krzakach bzu stoi strach na wróble w ludzkiej skórze
ma kapelusz ze wspomnień i guziki od milczącego płaszcza.
Dzieciństwo zakopane pod śliwą — kolorowe szkło
teraz tylko korzenie piją łzy z herbacianych fusów.

Stoimy w oknie: on trzyma tacę z niedojedzonymi snami
ona zbiera nożem okruchy chleba z westchnień.
Życie to studnia, gdzie echo zbiera monety
ale nikt nie woła „Jestem!” tylko „Kto tam?” w ciemności.

Może to my jesteśmy ogrodem po sezonie?
Gdzie róża kwitnie kolcami, a motyle uczą się palić.
Gdzie niebo pisze list miłosny atramentem z piorunów
a koperta czeka, choć dumni nigdy nie wyślemy słabości.