Kategorie
Post

po sezonie

październik idzie wolno
trawa z żółtym nalotem
basen milczy zimny
krzesła rdzewieją
a z ogrodu
unoszą się przypalone liście

kładę mokry płaszcz na oparciu
z kieszeni wypada list
na którym gaśnie twoje imię
litery blakną
zanim zdążę przeczytać

kto przepędzi tę mgłę
nikt nie przychodzi
ciemność powoli osiada
odsłaniając moją twarz

przed domem
na alejce leży rękawiczka
wiatr wywraca ją na drugą stronę
ukazując bliznę

ktoś podnosi
odkłada z powrotem
nie chce zostawić śladów
ani zbierać cudzego chłodu

wilgotne gałęzie przykrywają ziemię
wyciszając półnutę
zawieszoną w powietrzu

zamykam plik
gaszę lampę
coś się skrada

Kategorie
Post

krajobraz z cytatów

na skrzyżowaniu dróg pytań i milczenia
heraklit znów powtarza o ogniu który się zmienił
a pielgrzym z katedry w chartres
szuka witraża gdzie światło przebija kamień

wśród ruin akweduktu ktoś recytuje ewangelistę
„na początku było słowo”
lecz wiatr wymawia tylko sylaby
które nie łączą się w całość

między stronami manuskryptu z benaresu
znalazłem wers o wojowniku
który nie lęka się końca
bo koniec i początek są tym samym polem bitwy

a jednak na współczesnej ulicy
kroki spieszących się ludzi
brzmią jak różańce roztrzaskane o bruk
i nikt nie wie czy modlitwa
jeszcze potrafi przejść im przez usta

„wszystko już było” mówi głos zza ramienia
może dante może tylko sprzedawca gazet
a deszcz rytmicznie uderza w szyby
jakby wciąż próbował nas obudzić

Kategorie
Post

guzik

odpruł się od płaszcza wczoraj
albo i tydzień temu
czas ma inne miary dla rzeczy zgubionych

leży pod stołem o chwiejnej równowadze
drżącym całym światem gdy się człowiek oprze

ma cztery dziurki jak okna
w opuszczonym domu
przez które wiatr nie potrafi już gwizdać

przeplatany kiedyś nitką
mocną jak obietnica
że nic nas nie rozdzieli aż do pierwszego prania

teraz jest sam
mały okrągły kawałek niczyjego losu
świadectwo że coś było a teraz się rozsypuje
jak moje słowa w naszej ostatniej kłótni

podniosę go zaraz
schowam do kieszeni obok biletu
który stracił ważność i okrucha chleba
na wszelki wypadek

bo nigdy nie wiadomo
kiedy znów będzie trzeba coś naprędce zapiąć
przymknąć oko na chłód
i udawać że wszystko jeszcze trzyma się jak dawniej

Kategorie
Post

Rapsod o szarych godzinach

Niebo w kolorze utlenionej miedzi,
przeciągnięte nisko nad dachami z papy.
Tutaj hymnem jest pulsowanie fabrycznych kominów,
a wiatr zamiast pyłków niesie sadzę i strzępy cudzych rozmów.
Gołębie o stalowych oczach dziobią resztki dnia
na parapetach, obojętne jak pomniejsi bogowie.

W pokoju, gdzie czas kapie z nieszczelnego kranu,
a powietrze pachnie wczorajszą gazetą,
zegar odmierza tylko następny wdech.
Przez cienką ścianę płynie obca, syntetyczna melodia,
śmiech z serialu, który widziałem już tysiąc razy,
albo widział go ktoś do mnie podobny. To bez znaczenia.

Historia to palimpsest na murach starych kamienic,
gdzie pod nowym graffiti krwawi ślad po kulach.
Pomnik bezimiennego wodza w parku
ma na głowie foliową torbę jak całun,
dar wiatru i obojętności.
Jego kamienne oczy patrzą na puste ławki
i nie widzą nic.

Pytałem w myślach: Po co te ręce,
skoro nie ma czego budować, ni kogo objąć?
Po co te usta, skoro każde słowo
rozpada się w pył, nim dotrze do słuchacza?
Odpowiedzią był tylko suchy kaszel
silnika autobusu, ruszającego z pętli.

A więc tak to wygląda. Bez fajerwerków i bez dramatu.
Tak się właśnie dopala
popołudnie, rok, stulecie.
Neon nad barem, gasnący i siny,
mruga ostatnią, bezsensowną sylabą
w pustkę. I nic więcej.

Kategorie
Post

sztuczny blask

błyszczy sztuczną szczęką
jakby chciała dowieść
że światło trzyma w kieszeni

lustro nie protestuje
lustro jest grzeczne
pokazuje tylko to
co przyklejone

pod skórą jednak
żyją lata
nie do przykrycia pastą
ani połyskiem

więc uśmiech
gładki i wypolerowany
niesie pytanie
czyje to zęby
żują codzienność

odpowiedź
wisi w powietrzu
jak eugenol
— ostry i obcy

Kategorie
Post

w kolejce

stoimy jeden za drugim
jak cyfry w bardzo długiej
liczbie której nikt nie zapamięta

każdy ma swoją prywatną grawitację
ciągnącą w dół do butów
do myśli o rachunku
cieknącym kranie telefonie który nie zadzwonił

pani w futrze wzdycha
jakby wypuszczała z płuc cały miniony tydzień
chłopak w słuchawkach podryguje nogą
w rytm niesłyszanej nikomu muzyki –
wewnętrzny metronom na granicy sztormu

mężczyzna z teczką omiata wzrokiem sufit
może szuka tam sensu a może tylko pęknięcia
podobnego kształtem do zmartwień

nikt tu nie jest sobą z dowodu osobistego
jesteśmy sumą spojrzeń wbitych w podłogę
cierpliwością na wyczerpaniu
nadzieją że okienko obok otworzy się pierwsze

łączy nas więcej niż wspólny adres –
ten sam urywek czasu wycięty tępymi nożyczkami
ta sama przestrzeń mierzona w krokach
od tego co było do tego co będzie
za numerkiem osiemdziesiąt siedem

a kiedy przychodzi nasza kolej
podchodzimy niczym zmartwychwstali
z jedną małą ludzką sprawą
śmiesznie niecierpiącą zwłoki

Kategorie
Post

ognisko jesieni

liść opada zanim go zobaczysz
i już nie ma tego samego drzewa
choć stoi nieruchomo w ogrodzie

ogień spala drewno
ale drewno było deszczem
a deszcz był obłokiem
który szukał miejsca w rzece

nic nie ginie – mówi ziemia
kiedy przyjmuje popiół
a popiół rozprasza się w wietrze
który nigdy nie był twój

widzisz tylko chwilę
która wymyka się z dłoni
i zostaje na zawsze

więc ogień wciąż płonie
w tobie i poza tobą
i nie ma już drewna
a jednak jest światło

Kategorie
Post

miasto po deszczu

o świcie będzie lepiej — mówi mężczyzna
wycierając ręce w gazetę z wczorajszą datą
papier nasiąka wodą
litery płyną w rynsztoku razem z liśćmi

z dachu kapie rytm percussus sicut tympanum
ale nikt nie tańczy
kobieta niesie wiadro z wodą
jej cień drży na ścianie jak chorągiew w procesji

na rynku handlarz krzyczy o cenach
jego głos miesza się z psalmem
który organista ćwiczy w zakrystii
pan jest moim pasterzem — rozbrzmiewa
i ginie w klaksonie przejeżdżającej ciężarówki

w bramie chłopiec recytuje alfabet
zatrzymuje się na literze m

i zaczyna od nowa
m jak miserere m jak mama
m jak mur który się sypie

na końcu ulicy
stoją kobiety z chustami na głowach
ich rozmowa brzmi jak różaniec
rozsypany na bruku

a rzeka pod mostem
niesie wszystko dalej
jakby nigdy nie znała początku

* percussus sicut tympanum — uderzany jak bęben
* miserere — zmiłuj się

Kategorie
Post

List niesiony ciszą

Zrobiłeś mały samolot z papieru
wysoko wzleciał dziecięcą radością
i umknął raptem ku światu obcemu
z bólem tak głośno
kalecząc serce i umysł kruszynko
wróć bo łzy płyną

Czy tam Ci dobrze i słońce ogrzewa
zmęczone rączki proszące o modły
czy kołysanki zaśpiewa na przemian
anioł radosny
pytania błądzą w szaleńczym amoku
bo cierpię znowu

Uparcie wierzę że będziesz znów blisko
pójdę po śladach powrócę do Ciebie
i choćbym zmierzał skażony trucizną
spełnię marzenie
czekaj spokojnie na wieczne spotkanie
w miłości trwałe

Kategorie
Post

jeden dzień

urodziny nie są po to
żeby mierzyć czas
tylko żeby spojrzeć
jak rośnie ktoś inny

balon jest tylko powietrzem
które czeka na śmiech
świeczka to ogień
i nie boi się ciemności

a ty
przechodzisz przez ten dzień
jak przez bramę
z której nikt się nie cofa

nawet jeśli świat
udaje wieczność
twoje imię zapisuje go
na jeden obrót ziemi