Kategorie
Post

oparzenie

siedziałaś na mokrym betonie

kolano miałaś zdarte
deszcz spływał z włosów
na sandały

podałem ci papierosa
sam nie paliłem

śmiałaś się
jakby peron nie istniał

pod koniec sierpnia
puściłaś moją dłoń

od tamtej chwili
nic nie schnie do końca

Kategorie
Post

amen w przełyku

człowiek budzi się w telefonie
ciało dochodzi później

palec ściąga niebo
do ekranu

bóg milczy
w kieszeni na wibracjach

niżej
skóra uczy się świata
bez czułości

każdy poprawia kadr
żeby nie było widać twarzy

pierwszy przy stole
mówi algorytm

na cudzym gardle
stoi wiara

niech bóg nie wraca
w kazaniu

niech wróci
w miejsce po człowieku

ten wiek
nie umarł od grzechu

przycisnął krucyfiks
między uda

i pyta
czy boli
po bożemu

Kategorie
Post

wyżej od leżaka

morze woła mnie co roku
bardzo przekonująco

kładzie mi słońce na brzuch
i mówi
no odpocznij sobie

ale na piasku
zaraz zaczynam się wiercić

w klapkach mam pół plaży
w ustach sól
a w głowie pytanie
czy to już relaks
czy tylko ładniejsza nuda

dlatego wybieram góry

tam odpoczynek
nie udaje bezruchu

trzeba wejść wyżej
żeby zobaczyć
jak rok
odkleja się od karku

żwir pod butem
mówi prościej
niż wszystkie pocztówki

jeszcze krok

i nagle
uśmiecham się do zadyszki

bo ciało
pierwsze wie
kiedy wracam do siebie

Kategorie
Post

Pod łóżkiem (drabble)

– Otwórz – szepnęło dziecko spod łóżka.
Marek nie miał dzieci.
Od tygodnia słyszał nocami jego oddech, paznokcie na deskach, cichy śmiech, jakby ktoś uczył się oddychać od początku.
– Kim jesteś?
– Tobą, zanim nauczyłeś się milczeć.
Zapalił lampkę. Pod łóżkiem leżał jego stary miś, mokry, pachnący piwnicą.
– Czego chcesz?
– Żebyś oddał mi głos.
Na jego piżamie ciemniała plama, której już wcale nie pamiętał.
Zadzwonił do matki.
– Mamo, czy ja naprawdę spadłem wtedy ze schodów?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Mareczku, przecież ty nie żyjesz od trzydziestu lat.
Poczuł nagle, że dorosłe dłonie są o wiele za duże.
Dziecko wyszeptało:
– Nie on. Ja.

Kategorie
Post

cztery kilometry

ojciec zapina pas
wolniej niż zwykle

nie komentuje
jak prowadzę

to już coś

kiedyś jego ręka
leżała na kierownicy
jakby samochód
zaczynał się od niego

teraz zaciska palce
na uchwycie nad drzwiami
choć jadę ostrożnie

na czerwonym świetle
patrzę przed siebie

nie chcę widzieć
że te same ręce
szukają oparcia

mijamy piekarnię
w której kupował mi drożdżówkę
zawsze tę samą
z serem przyklejonym do papieru

mówi
tu trzeba skręcić

wiem

ale pozwalam mu powiedzieć

przez kilka ulic
jest jeszcze kimś
kto zna drogę lepiej

za szybą
kobieta niesie w wiadrze
mokre piwonie
na działkę

ojciec odwraca głowę
jakby rozpoznał zapach
którego tu nie ma

nie pytam
czy pamięta

pod szpitalem
gaszę silnik

siedzimy chwilę
bez ruchu

ta podróż
miała cztery kilometry

wysiadam pierwszy
obchodzę auto
od jego strony

zanim otworzę drzwi
zatrzymuję dłoń na klamce

tak jak on kiedyś
zatrzymywał mnie
przed przejściem

Kategorie
Post

to co zostało

kocham cię cicho
bez wielkich słów

tak
żeby dziecko
nie bało się domu

ono zostało między nami
jak ciepło
przesunięte za blisko krawędzi

ma twoje oczy
kiedy patrzy uważnie
jakby czekało
aż przestaniemy mówić bólem

i moje dłonie
gdy zasypia
zaciśnięte lekko
na skrawku koca

nie pytam już
kto bardziej cierpiał

miłość czasem
nie wraca do ludzi

tylko zostaje
w małym oddechu
pod drzwiami pokoju

w buzi ubrudzonej mlekiem
w śmiechu
który nagle
rozbraja cały dzień

patrzę na ciebie
potem na dziecko

i wiem
że nawet jeśli coś pękło

nie wszystko
musiało się skończyć

bo ono mówi mama
ono mówi tata

a ja pierwszy raz
od dawna

nie słyszę w tym winy

Kategorie
Post

redaktorek er-nest

przyszedł redaktorek w glorii
sam się wydał
sam namaścił
sam nad sobą łzawo westchnął
sam się w druku rozhałasił

w jednej ręce kwartalniczek
w drugiej mina po proroku
taki ważny
że mu papier
kłaniał się na każdym kroku

mówi
patrzcie oto sztuka
tu cierpienie
tu stetyka
a spod wiersza sterczy słoma
i gumowa mefizyka

tnie obrazem
krótko
celnie
aż zostaje

tylko nestem

a już robi z cudzej siły
procesyjkę
i zwyczaje

tam gdzie trzeba mieć coś żywe
on dokleja ton grobowy
tam gdzie wers powinien parzyć
on odgrzewa stare słowa

sam układa
sam drukuje
sam zaprasza się do środka
sam do siebie bije brawo
aż mu klaszcze własna zwrotka

a ja mówię
bez ukłonu
bez podania ręki w progu

że mam w dupie takie łamy
gdzie się wielkość robi z logo

niech tam leży między pozą
między stroną
a kazaniem
gdzie kwartalnik w niebo staje
a poeta zmartwychwstanie

nie wystarczy zgiąć w kolanie

wers lub kilka
i udawać że to rana
nie wystarczy mieć okładkę
żeby prawda była znana

bo poezja nie jest stemplem
ani stołem redakcyjnym
nie wyrośnie z samodruku
człowiek
tylko stuk
stuk
w druku

więc idź redaktorku złoty
z tą armatką pełną sadzy
chciałeś strzelać jak z poezji
a huknęło z własnej władzy

twoje łamy
twoje święto
twoja chwała
twoje dymy

ja tam nie chcę nawet cienia

drukuj siebie

zobaczymy

Kategorie
Post

człowiek do odzyskania

nie pytaj od razu
ile zła uniósł człowiek

spójrz
jak podnosi z chodnika
mokrego wróbla

jak odsuwa ślimaka
z drogi dla rowerów

jak mówi dzień dobry
do kogoś
kto już nie czekał
na żadne słowo

czasem wystarczy ręka
bez kamienia

głos
bez przewagi

krok
zatrzymany w porę

wtedy człowiek
znowu brzmi prosto

nie jak wyrok
nie jak rana

tylko jak ktoś
kto umie stanąć obok

i nie zabrać miejsca

kto widzi drzewo
zanim pomyśli o cieniu

psa
zanim pomyśli o smyczy

drugiego człowieka
zanim nazwie go obcym

wierzę w takie słowo

człowiek

jeszcze ciepłe
od dłoni

jeszcze możliwe
do wypowiedzenia

bez wstydu

Kategorie
Post

noc oliwna

pod stopą
pękła czarna oliwka

ogród poruszył się
jak zwierzę
wyrwane ze snu

uczniowie leżeli
z twarzami do jutra

on klęczał tak nisko
że trawa pod kolanami
wróciła do prochu

z ust wysunęło się

bądź wola twoja
jako w niebie

a ziemia
udawała już ziemię

anioł stał bokiem
z miską po świetle

nie było jeszcze gwoździ

widziałem jak ciało
szuka kształtu
żeby nie stać krzyżem

Kategorie
Post

czyje imię

jezu jezu
jak mam cię poznać

twoje imię
przechodzi z ust do ust
i za każdym razem
waży inaczej

jedni podnoszą je wysoko
jak chleb
dla wszystkich

inni kładą przede mną
jak próg
i każą przejść
bez pytania

a ja stoję
w środku dnia
z rękami
zmęczonymi pracą

i nie wiem

czy ty mnie wołasz

czy człowiek
nauczył się mówić
twoim głosem

jezu jezu
nie daj mi pomylić
wiary z naciskiem

ani światła
z twarzą
większą od nieba

jeśli jesteś
daj mi cię poznać
po ciszy
bez przymusu

po dłoni
bez szarpnięcia

po słowie
z miejscem
na oddech

boję się
że przejdę obok ciebie
prowadzony
cudzą pewnością