Kategorie
Post

modlitwa do nieobecnych

nie proszę o cud
bo cud ma swoje zajęcia
nie błagam o znak
bo nie wiem
czy umiałbym go odczytać

nie kładę rąk
ani na piersi
ani na klamce
choć jedno i drugie
czasem prowadzi do wyjścia

jeśli ktoś tam jest
zna mnie lepiej
niż ja sam
więc po co miałbym tłumaczyć
czemu znów nie śpię

jeśli nikogo tam nie ma
to też dobrze
bo przynajmniej cisza
nie przerywa mi
w środku zdania

i tak
co wieczór
modlę się
do obecności
na wypadek
gdyby właśnie dzisiaj
chciała zostać

Kategorie
Post

chłopiec z gwoździem

miałem sześć lat
wbiłem sobie gwóźdź w dłoń
żeby sprawdzić czy jestem nieśmiertelny

matka krzyczała
ojciec zapalił papierosa
i powiedział
teraz wiesz czym jest świat

od tamtej pory
ból to tylko informacja

na przykład
nie dzwoń do niej
nie pij po trzeciej
nie licz na więcej niż ciszę po „kocham”

została blizna
mała jak kropka
ale do dziś kończy każde zdanie

gdyby wtedy powiedzieli
że wszystko minie —
pewnie uwierzyłbym szybciej

a tak
dorosłem z ręką w kieszeni
i gwoździem w pamięci

Kategorie
Post

Niebo w kratkę

Mam dziś okno z widokiem
na nic wyjątkowego.
Drzewo jak drzewo.
Samochód jak samochód.
I chmura –
niewyglądająca na żadną metaforę.

Sąsiad z naprzeciwka
wiesza pranie.
Czyli – jak twierdzi fizyka –
próbuje osuszyć wodę
za pomocą powietrza.

W telewizji mówią
o nowych granicach.
Nie wspomnieli,
czy są narysowane ołówkiem,
czy od razu flamastrem.

W lodówce światło się świeci,
jakby liczyło,
że ktoś je zauważy.

Czasem wydaje mi się,
że życie to tylko sposób
na wypełnianie luk
w rubrykach,
które ktoś już dawno
zapomniał policzyć.

Ale potem
zjawia się mucha,
co nie zna się
na sztuce wielkich pytań –
i siada dokładnie
tam, gdzie boli.

Kategorie
Post

stan faktyczny

noc podpisuje się cieniem
na wszystkim
co nie zdążyło uciec z parapetu

but nie wrócił do pary
klucz nie pamięta
gdzie ostatnio leżał

zostałem przy sobie
bez świadków
bez zasięgu
z jednym okiem otwartym
na wypadek gdyby coś się wydało

rozmawiam cicho
ze światłem przy łóżku
ono wie więcej niż powinno

na przykład
że miłość to czasownik nieregularny
a samotność rdzewieje od środka

księżyc jak zwykle udaje
że się nie wtrąca
ale tym razem
nie odwraca wzroku

Kategorie
Post

przywilej niewiedzy

zazdroszczę tym
którzy nie siedzą w oknie
patrząc jak ktoś inny
prowadzi rozmowę z Bogiem
bez drżenia głosu

tym potrafiącym modlić się
bez przypominania sobie
wielkości planety
i tego że mózg
waży tylko kilo czterysta

zazdroszczę starszej pani
na ławce
która mówi wola Boża
jakby naprawdę
znała Jego podpis

i chłopcu
który przestał płakać
bo usłyszał że anioł
spisał to w zeszycie

a ja
ja liczę gwiazdy
i mylę je z satelitami

Kategorie
Post

statystyka

umrze ktoś
kogo nie znam

nie będzie miał imienia
ale miejsce — tak
między czwartkiem a piątkiem
na stronie szóstej
pod prognozą pogody

będzie miał liczbę
wiek
i ewentualnie zawód
jeśli był nikim ważnym
to nie podadzą

może zachorował
albo się zagapił
na czerwonym

nie będę tego czytał
ale wzrokiem się prześlizgnę
przez ostatni akapit

tam gdzie piszą
na miejscu zginął

jakby to było
miejsce specjalne
zarezerwowane
dla punktualnych

Kategorie
Post

rozmowa z kręgosłupem

nie chcę być niegrzeczny
ale mógłbyś chociaż raz
zachować pion

przez lata — cichy giętki lojalny
teraz trzaskasz jak drzwi od szafy
której nikt nie otwierał od wojny

kiedyś nosiłeś mnie po górach
dziś ja noszę ciebie
z pokoju do pokoju
jak relikwię po człowieku sprawnym

co wieczór spieramy się o kąt nachylenia
ty w dół ja w górę
ty w stronę ziemi
ja jeszcze w stronę wiadomości

nie pytam już kolan o zdanie
bo zawsze są przeciw
łokcie też mają swoje za uszami
ostatnio buntują się przy filiżance

a mimo to
jeszcze rano dałeś się przekonać
żeby wstać
jeszcze pozwalasz mi
ubrać spodnie bez świadków

więc dziękuję ci stary druhu
za każdy centymetr
którego jeszcze nie odjął czas

choć wiem
że któregoś dnia
złożysz wypowiedzenie
na papierze ściernym
i odejdziesz
bez pożegnania

Kategorie
Post

zdjęcie klasowe

wszyscy patrzą przed siebie
nie wiadomo czy w przyszłość czy na fotografa
który liczy do trzech jakby to było zaklęcie

z tyłu chłopak z potarganą grzywką
z przodu dziewczyna z warkoczem
który pamięta wczorajszy deszcz
obok nauczycielka z miną jakby znała już każdą ocenę

w kieszeniach ukryte cukierki pierwsze bilety do kina
i te zdania których nikt wtedy nie powiedział na głos
– boję się nie rozumiem chciałbym być odważny

gdy patrzę na to zdjęcie po latach
wszyscy nadal stoją w tym samym rzędzie
śmieją się choć nie wiedzą jeszcze
że świat będzie miał inną wagę niż plecak

ktoś kiedyś powie — czas leczy wszystko
ale na tym zdjęciu nikt jeszcze nie musi się leczyć
wszyscy są zdrowi od nieświadomości
i może właśnie dlatego tak trudno odwrócić wzrok

Kategorie
Post

o nauce chodzenia

najpierw — dwa palce w dłoni matki
świat wtedy ma wysokość kolan i pachnie mlekiem

potem — kilka kroków w stronę szafy
która udaje Himalaje
i dywanu znającego wszystkie upadki na pamięć

w szkole mówią o krokach milowych
ale nikt nie uczy że najtrudniejsze są te
z kuchni do łóżka po kłótni
albo z progu do nieśmiałego „przepraszam”

chodzić — znaczy wybierać
na prawo w stronę zgody
na lewo ku samotności
albo w kółko żeby się zmęczyć i zasnąć szybciej

najłatwiej iść przed siebie
gdy wiatr udaje sprzymierzeńca
a najbardziej boli ten moment
gdy wracasz do punktu wyjścia
i widzisz że buty wciąż za duże
na wczorajsze marzenia

na końcu — krok w nieznane
ten ostatni nigdy nie trafia do albumów
i nikt nie bije mu brawa

Kategorie
Post

niechciana miłość

przyszedł w filcowych kapciach
z podeszwą startą do szeptu
taszczył torbę zbutwiałą od deszczu
szare listy spięte nicią
pieczęć wciąż nie pękła

wślizgnął się na krzesło
w ślepym kącie kuchni
rozsypywał cukier
kryształy tak blade
że parzyły już z oddali

pragnąłem wyrzucić go wiatrem
zasunąć czas jak okiennice
lecz był szronem na szybie
znał pęknięcia murów
żyły snów wijące się pod skórą
wzrastał w korzeniach

czaił się w poranku
podlewał pelargonie
aż nie chciały rosnąć
gładził odbicie w lustrze
czytał ze mnie głos
który dawno zamilkł

aż wreszcie
bez słów
owinął mnie wilgocią
jak płaszczem

nie zdejmę do świtu