Kategorie
Post

w sprawie duszy

czy mam duszę —
zadaję to pytanie
nie codziennie
ale też nie nigdy

lekarz nie wspomina
psycholog odsyła
mechanik samochodowy
rozkłada ręce

czasem o niej słyszę
w reklamie świeczek zapachowych
albo gdy ktoś umarł
i „poszedł tam gdzie lepiej”

jeśli ją mam
nie zgubiła się jeszcze całkiem
wraca nocami
z walizką cudzych głosów

Kategorie
Post

Planety wewnętrzne (czyli o tym, co nosimy pod czaszką)

Merkury – ta kulka gorąca
tocząca się po podłodze ze snu.
Wenus – lustro, w którym przegląda się
matka, zanim powiedziała „kocham”.

Ziemia – oczywiście – ta z pęknięciem
przez które wyciekają nazwy rzeczy:
„dom”, „rzeka”, „ptak” –
a potem długo szukasz ich w ciemności.

Mars – czerwona lampka nad łóżkiem
gdy budzisz się z okrzykiem.
(To nie alarm, tylko wspomnienie
krzesła przewróconego w pośpiechu).

A Jowisz? Saturn? Nie, te są za ciężkie –
nosimy tylko wewnętrzne układy słoneczne
mieszczące się w dłoniach
złożonych jak do modlitwy
której nikt nie nauczył nas
od początku.

Kategorie
Post

jeszcze zjem ten świat

brudnymi rękami po łokcie
wykradam ciasto prosto z blachy
niech cieknie mi po brodzie
ten wasz lukier ten smar

wyśmieję się – gardłem zdartym o bruk
językiem który milczenie
przegryzł na pół

żyły jak druty
nie do heroiny
lecz napięte z bólu
słów codziennie
drapiących oczy z waty

kto powiedział że cierpienie
musi być piękne?
paznokcie połamane
ale wczepiam się
w brzeg waszego stołu
i jem

wszyscy modlą się
do nadziei w sukience
a moja nadzieja
to suka
która gryzie rękę
ale nie ucieka
bo zna smak głodu

jeszcze stoję mocno w przełyku
jeszcze nie jestem pomyłką
choć wszyscy święci szarpią
na zielono na czerwono
i zmuszają mnie
do żerowania na odpadach
tych spod powieki
ssania brudu między palcami

żyję
i nie przeproszę
za mój oddech
za to że jest
zbyt głośny
zbyt ostry
zbyt

jeszcze zjem ten świat
nawet z puszki
na klatce schodowej
a resztki
wypluję wam
prosto w oczy

Kategorie
Post

domniemanie czułości

nie pytała czy wrócę
postawiła dwa talerze

mleko rozlało się tylko trochę
na obrus
jakby też czekało

sól wciąż była w tej samej solniczce
z plastiku
z oderwaną głową zająca

nikt nie mówił
że to miłość

ale światło zatrzymało się na chwilę
na pustym krześle

Kategorie
Post

cięcie pielęgnacyjne

przyjechali rano –
kaski na głowach piły w dłoniach
pewność w ruchach
drzewo nie miało wyboru

sąsiadka mówi że to zdrowo
drzewo potrzebuje cięcia
jak człowiek rozmowy

ja nie jestem taki pewien
odcinali po kolei
gałąź sięgającą balkonów
gałąź dającą cień
gałąź na której siadał wróbel

został pień –
niby ten sam ale martwy

wieczorem znalazłem
na parapecie liść
– zielony żywy
niepoinformowany
o zmianie planów

Kategorie
Post

po południu w starym sadzie

wchodzę między drzewa
gdzie jabłka gniją na ziemi
jak rozdarte kieszenie lata
w których zostało tylko światło

gałęzie łamią się pod ciężarem
a ja zamykam oczy
gdy mrówki kradną
ostatni cukier

wiatr
ten sam co przed laty
gdy sad jeszcze pachniał nadzieją
przewraca jabłko na drugi bok
milczenia

nagle
podnosi głowę jeleń
i patrzy przeze mnie
jak przez szybę w muzeum
gdzie eksponaty wciąż czekają
na czyjeś zdziwienie

wtedy
zrozumiałem
to nie sad jest opuszczony –
to ja
ostatnie jabłko
które boi się spaść

Kategorie
Post

Lawiranci

Mówią o deszczu
albo że zupa dziś lepsza niż zwykle.
„Czy ktoś mnie nie widział?”

Prawda –
kręci się wokół stołu
na palcach
żeby nie poprzewracać porcelany.

Kłamstwo?
Za ciężkie słowo.
Nazwijmy to troską
która boi się własnego głosu.

Między jednym „a może”
a drugim „chyba jednak”
toczy się życie.
Niedopowiedziane
ale niekoniecznie mniej prawdziwe.

Nikt nie zdejmuje masek
choć niektórzy
mrugają spod nich porozumiewawczo.
I to wystarczy
na dzisiaj.

Kategorie
Post

biało-czerwone artefakty

sąsiad zawiesił flagę
na sznurku od bielizny
obok koszuli
i jednej skarpetki

pies spojrzał w górę
i zawył
z dumy, być może

dziecko zapytało
czy ta biel znaczy śnieg
czy może pranie
a czerwień — że coś kiedyś bolało

nikt nie odpowiedział
prognoza pogody właśnie się zaczęła

Kategorie
Post

Rodzina

Na zdjęciu wszyscy patrzą w stronę światła.
Ojciec z powagą trzyma dłoń na ramieniu matki
matka – torbę z zakupami.
Dzieci jeszcze nie zdążyły się pokłócić.

W tle – pokój z zasłoną
która zawsze była trochę za krótka
i dywan pamiętający więcej niż wszyscy.

Po latach każde z nich
zabrało wersję tej sceny ze sobą.
Ojciec mówił, że było spokojnie
matka – że zbyt cicho.
Dzieci nie pamiętały
czy to był piątek, czy sobota.

Raz w roku, przy świątecznym stole
słowa wchodzą jak dania:
niedogotowane wspomnienia
zimne pretensje
kompot z suszu –
nikt nie pyta, czy ktoś jeszcze lubi.

Rodzina –
układ planetarny o niestabilnych orbitach
którego grawitację
utrzymuje babcia siedząca cicho
jakby już dawno była po tej stronie
gdzie wszyscy znów patrzą
w jedną stronę.

Kategorie
Post

pierwszy

idą równo
na przekór krzywym chodnikom
z transparentami tak czerwonymi
że aż wstyd nie zgiąć karku

dzieci z papierowymi gołąbkami
pokój na patyku
i wata cukrowa w ustach
aby nie mówić za dużo

orkiestra dęta gra hymn
z wygiętym sierpem
ale wszyscy nucą
znaną melodię na kartki

na trybunie ludzie
mają wszystko
zapach chleba z solą
i strachu przed jutrem

klaszcze się rytmicznie
żeby nie było słychać
tego który milczy
bo zabrano go

w ten maj
zielony zawsze
taki sam jak w Katyniu
tylko bardziej obowiązkowy