Uprzedzała docenta małżonka,
zapominasz zapinać rozporka.
Wykazał się poprawą,
dopiero przed rozprawą.
„Piłowanie małego toporka”
Autor: Marcin
Urzekający dzień
Zgasły światła w końcu spokój,
mrok przynosi wielką ulgę.
Słońce razi w oczy kuje,
znowu przyjdzie dzisiaj struchleć.
Tabletki radości przyjmę,
przynajmniej- kolorowy dzień,
otworzy się piekła strumień,
strach co tylko zabić umie.
Będę tańcem kolorowym,
biało- niebiesko- różowy,
bajkowy fantazji promień,
zawiruje światem wspomnień.
zdj. pixabay.com

Serce w talii zaklęte
Kat głowę pochylił,
biel widzę miłosną.
Wzrok kochanej panny-
– wszak odeszła wiosną!
Tnij kacie zaklinam,
to zjawa jedynie!
Blask krwisty pozostał,
na karcie — odbiciem.
zdj. arslonga.com.pl

Proces krystalizacji miłości
Wykrochmalone zmysły sztywnieją,
stężałe niczym zatruty diament.
– Błyszczysz niosąc iluzji pragnienie-
bezpiecznie chowasz kredowy kamień.
Biały makijaż po twarzy spływa,
niczym talk obliczem arlekina,
azyl zniknął odsłaniając prawdę,
stałem się teraz typowym błaznem.
Ukryty diament wspólnie błyszczący,
schodami Jakubową Drabiną,
podążał razem nieznaną krainą-
zwykli ludzie maskami będący.
I kwitnie kraina piękną czułością,
a skowronki śpiewają melodie,
„O miłości” co to znaczyć może?
Stendhal myślami pięknie odpowie.
„Miłość jest rozkosznym kwiatem,
ale trzeba mieć odwagę
zerwać go na krawędzi przepaści”
Pacynka kierowana sztyletem
Na rękę wkładasz… dziurawą skarpetę,
tak fałszem szerzysz- teatrzyk pożycia.
Jak sito uczuć, wypalasz pragnienie,
gdy lalka płaczem, zasłonę zamyka.
Nie słuchasz, zdzierasz- szmacianą bieliznę,
już oczy obłęd, wskazują przekrwione.
Ja smrodem cierpię — odczuwam odrazę,
ból bierze ciało, zarzyna dotykiem.
Strachem zaszyta, milczenie przynoszę,
wygląd, razami… odcieniem zakryty.
(Widzisz? Skowyczę- błagalnym impulsem)
Pragnę bezradość właściwą okazać,
wszyscy zamilkli- pozorna ciemnota.
(Wracam ponownie- rzeźnika owieczka)
zdj. istockphoto.com

Zaschnięta róża w albumie
Pamiętam chwilę bliźniaczych fantazji
Biegaliśmy ganiając wspólne uśmiechy
Tak!
Tych chwil nigdy nie zapomnę
Gdy nasze ciała księżyca blaskiem
Ogień podniecenia przeszywał
Nieśmiałość pocałunkiem uciekła
Zapachem róży, kwitnących płatków
Dorastaliśmy bardzo długo do siebie
Gubiliśmy drogi w kolczastym sadzie
Dłonie pełne przeszytego słowem bólu
Obietnic, kłamstw- powrotów trudów
Tak!
Pamiętam doskonale, krzyż niosąc
upadałem…
Zawsze wręczałaś jak Weronika
chusteczkę…
Ciężar niosąc ze mną przez życie
mroczne oblicze…
Tak!
Uśmiechasz się teraz, coś pomyliłem
możliwe…
Tak!
Obecnie pamięć bywa zawodna
wspomnienia…
Tak!
Przykryj mnie kocem, jest bardzo chłodno
młodość zginęła…
Druga chusteczka posiada Twoje lico
dobro i zło…
Uczucie raz dane zostało na zawsze
obietnicą…
Kiedyś nadejdzie czas rozstania
Będziemy biegać jak dawniej
Fantazją doskonałej młodości
Luna zabłyśnie- różaną miłością
zdj. pixabay.com

ekspres z rezerwacją miejsc
Zapiski miłosne płoną.
Walizki dwie spakowane,
zostawiłem na peronie.
Ostry nóż przeciął pragnienia,
kłamliwy rozkład urojeń.
Megafon krzyczy spóźniony!
Gdzie dworzec, ludzie, walizki,
wszystko odjechało- krzyczę!
Gdzie — dusza moja i serce?
Wszak odjechały bagaże.
Prosto do piekła- przeklęte.
Pan Tadeusz- nowy zajazd
wbiegła nagle- biała dama,
chciałem tylko urok przegnać,
myśli jakieś, złoty przekaz,
cała miłość- ściekiem przeszła.
tylko ciemność- blade wróble,
cicho lecą myśli szturmem,
radość znikła jakoś szumnie.
leżę cicho- obok strumień,
cała miłość słowem wyszła,
prysła dawno moja whisky,
jakieś flesze dziwne błyski.
głowa ciężka- leży obok,
chyba razem żeśmy przyszli,
zawsze razem…zawsze sobą,
chociaż nagim statkiem płoną.
biały żagiel- czarna trumna,
cudna flaszka, jakaś smutna,
czwarty tydzień, całość zaćmił,
dzisiaj jakieś… głośne krzyki.
płynę dalej…giną szklanki,
biała dama zimna jednak,
stała wczoraj płacząc pięknie.
szumią liście, miałeś dzisiaj,
dziesięć minut przerwy przecież!
tylko kiedy? Myśli płoną.
ciemny rozum pamięć niesie.
kiedyś przyjdzie znowu piękno,
skinę palcem- myśląc trzeźwo,
chociaż jeszcze, tylko ździebko.
nawet Tadek, kompan właśnie,
zwykle miły, czasem sprośny,
cicho śpiewa, głosem jeszcze,
bajka piękną przyszłość niesie.
jutro kończę podróż życia,
biała panno przestań czekać,
zakończ teraz śmiechem rządzić,
trochę chętna- życia wspomnień.
stary Tadek — palcem kiwa,
dobrze wiedział, dzika chwila,
tylko dawną, piękność zmieścić,
życie weźmie, pętla pieści.

Szanowna Pani Wójcik (pamflet)
Gołąbki na talerzu
Gołąbki na chodniku
Pierwsze pyszną potrawą
Drugie fruwają srając
Przestań sypać sąsiadko
Resztki chleba za okno
Wczoraj myłem dokładnie
Dzisiaj skrzętnie obsrane
Żadna zadra do ptaka
Zawsze do karmy latał
Pięknie chodzi i grucha
Sąsiadka nie chce słuchać
ostatnia barykada
przestały napływać łzy
bunkier dziecka ostoją
kochani miłością szli
ku barykadzie prosto
niebo krwisto- czerwone
budzi srebrzystym brzaskiem
chwilę gwiazdy spragnionej
przyszła wybuchem właśnie
ściśnięte mury pragną
ostatni oddech złapać
rodzice poszli dawno
rączka milczy czekając