Kategorie
Post

stygnące słowa

nie mam dla ciebie owoców
zjadły je szpaki
zostawiły tylko pestki
i hałas w liściach

krążę po ogrodzie
jak po cudzym mieszkaniu
nie dotykam niczego
choć wszystko rośnie
wbrew moim dłoniom

miłość
to słowo które spada z ławki
jak kubek z herbatą
stygnie w powietrzu
nie tłucze się

mówiłaś dziś
jaśmin
ale to była kalina
nie poprawiłem cię
czerwiec nie lubi racji
tylko obecność

więc jestem
trochę w cieniu
trochę w twoim milczeniu
i trochę w sobie –
gdzie od dawna
nic nie chce wyrosnąć

Kategorie
Post

zaufanie

na początku był ruch
między palcem a źdźbłem trawy
przejście bez świateł
a jednak z kimś za rękę

zaufanie – nie słowo
raczej zgoda na ślepą próbę
gdy cisza w nocy
oddycha za głośno

rozbieram cię z imion
aż zostaje samo
jestem

i wtedy
można zamilknąć razem
jakby skóra wiedziała
co nie przejdzie przez usta

patrz – nie uciekam
choć masz w dłoni coś
czym można zabić

albo utrzymać puls

Kategorie
Post

metka

zwykły sweter z lumpeksu
napisano na metce
nie wybielać
prać ręcznie
nie suszyć na słońcu

czyli
dokładnie jak z ludźmi

niektórych nie można
odkazić z przeszłości
inni
kurczą się we wspomnieniach

wyprani
puszczają farbę
przy lekkim cieple

mam ten sweter od dawna
nie wiem kto go nosił
może mocno kochał
może bardzo tęskni

czasem myślę
że jesteśmy jak ubrania
przymierzani przez zdarzenia
odwieszani
z powrotem
na haczyk

i tylko niektórych
ktoś bierze ze sobą
na zawsze

Kategorie
Post

ten drugi

Inspiracja wierszem Wisławy Szymborskiej
„Kilkunastoletnia”

pamiętam tamtego chłopaka
miał kieszenie wypchane teoriami
a buty pełne kamieni
które zbierał z chodników
jakby to były znaki

nie był ani szczęśliwy
ani nieszczęśliwy
bardziej w stanie oczekiwania
aż coś się zacznie
albo skończy

czytał tylne okładki książek
żeby wiedzieć
czy warto się angażować
i notował sny
których nie rozumiał
ale brzmiały jak zapowiedzi

ciągle planował ucieczkę
choć nie wiedział dokąd
więc zbierał stare bilety
i udawał że ma ukryty cel

był przekonany
życie trzeba złapać nim ucieknie
a potem
może nie warto chwytać

dziś czasem słyszę jego głos
kiedy mówię do siebie
nie lubi
gdy płacę rachunki bez mrugnięcia
ani gdy odkładam nożyczki
na właściwe miejsce

nie rozumiemy się
ale rozpoznajemy

jak dwóch ludzi
którzy kiedyś mieszkali razem
a teraz mijają się w windzie
opuszczając lekko wzrok
tylko z grzeczności

Kategorie
Post

człowiek z cieniem na smyczy

„Nie jesteśmy jedną osobowością, lecz całym tłumem w jednej skórze”
Wirginia Woolf

czasem jestem panem
sprzątającym po psie
a czasem tym psem
obsikującym cudze marzenia

nazywam się codzienność
nikt nie pamięta mojego imienia
bo nie brzmi jak zwycięzca

mam łóżko
w którym śpię z wątpliwościami
one wiercą się bardziej niż ja

nie znoszę dotyku
chyba że akurat potrzebuję
być trzymany mocno
aż coś we mnie pęknie
i wyleci powietrze

znam się na samotności
i mam jej pełne kieszenie
jak drobnych monet
których nikt nie chce przyjąć

mówią
weź się w garść
ale ja już dawno jestem garścią
wysypanego przypadku na chodnik

czasem piszę
by nie zauważyć że już nie krzyczę
a czasem milczę
bo każda litera we mnie zaschła

w misce wody
nie widzę siebie
tylko skórę
przyrośniętą do cudzego spojrzenia

Kategorie
Post

naczynia po kolacji

umyłem talerze
zebrałem resztki twojej obecności
chleb wgnieciony w ceramikę
plama po winie — rana na stole

światło w kuchni zawsze trochę boli
nie świeci tylko przesłuchuje

sztućce brzęczą
jakby chciały coś powiedzieć
ale ich język to metal i wstyd

czasem myślę
że zmywarka ma większą czułość niż ja
zna cykl:
ciepło — woda — suszenie — gotowe

a ja tylko
stawiam wszystko równo na suszarce
i wracam do pokoju
gdzie nie ma już twojej filiżanki

Kategorie
Post

rozmowy w czerwcu

nie wiem czy mnie znacie
trawa pod balkonem
wciąż się na mnie gapi

choć to ja podlewam
choć to ja łamię łodygi
przypadkiem
czyli ludzką ręką

liście topoli szeleszczą
coś między sobą
chyba nie o mnie
chyba w ogóle nie o ludziach

macie w sobie tyle porządku
rośniecie jakby ktoś wam mówił
co robić z istnieniem

a ja pytam codziennie
czy nie za bardzo się staram
czy nie za długo patrzę w ziemię
czy nie za mało we mnie cienia

macie swoje kolory
zielony
bardziej zielony
zielony z wiatrem

ja też mam kolory
w policzkach po wczoraj
w głosie jakby ciszej
w miejscu gdzie kiedyś byłem pewny

wszystko to was nie obchodzi
ale i tak przychodzę
nie po słowa
tylko by być obok

i chociaż nie umiem się ukorzenić
to czasem udaję
że rozumiem ciszę

a wy
bez zgody
bez uprzedzenia
rozkwitacie mi w twarz

Kategorie
Post

stan nieważkości

są dni gdy wstanie z łóżka
jest lądowaniem na obcej planecie
gdzie powietrze gęstnieje od nieobecności

patrzę na ścianę
szukam jednego punktu
nie całkiem wyblakłego

może to cień przy listwie
guzik trzymający się nitki
albo fakt że płuca
wciąż przepuszczają światło
choć oddycham przez zmiętą folię

nie mów mi o czasie
niczym ślepy chirurg
zakłada szwy na oczy

wolę dotykać powoli
zanurzyć ręce w wodzie
poczuć jak zimne szkło
wżera się w opuszki
nawet jeśli za nim mgła

mam w sobie nitkę
którą podtrzymuję krtanią
drżącą strunę w próżni
ale nie pęka
przeciągnięta przez chłodną noc

wciąż szepcze
kolejny dzień
nie musisz być bohaterem
nie musisz czuć się dobrze
wystarczy że istniejesz

to jest moja rewolucja
nie barykady płonące
ale ta nić
wiążąca mnie z życiem

ostatnia pępowina
od której nie chcę być odcięty

Kategorie
Post

wykaz strat

zaginęło jedno marzenie
stan po zniknięciu — nieustalony

uszkodzono zaufanie
protokół szkody — brak świadków

przepadło kilka godzin
przy przeglądaniu obcych twarzy

wydano wszystkie słowa
paragonu brak

zachwiano równowagę psychiczną
zgłoszono — zamieciono — zapomniano

zostało jedno krzesło
pół kubka
cała noc

i ślad od gumki na nadgarstku

Kategorie
Post

rozwichrzone

skrzydła motyla
postrzępione ze słów
leżą na kartce
jakby ktoś próbował zabić myśl

nie polecą
chyba że w przypisie
albo w cudzym spojrzeniu

tak bywa z metaforą
w powietrzu — zachwyt
pod lupą — pył

miałem
pisać o czułości
utknąłem w cienistym wersie
by uchwycić piękno
został kruchy papier

miłości
niedokończony wers
i lekkie drżenie

wiem
nie sklei ich żadna strofa

a jednak
nie wyrzucam kartki

czasem te myśli
najdłużej zostają
pod skórą