Kategorie
Post

Elegia dla Atlasa, który upuścił niebo

niebo pękło jak epileptyczne lustro —
a my dzieci z dłońmi pełnymi szkła
ssiemy cukier z ran księżyca
tańczymy walca na muszlach martwych oceanów

słoneczniki chylą się ku ziemi
szepcząc prochem staniemy się wargami robaków
lecz korzenie pną się w górę
piją deszcz z ołowiu i wrzasku

wiesz czas to tylko szyderczy szewc
łatający dusze nićmi z błyskawic

nocą śpię z uchem przy ziemi
słyszę jak gwiazdy rdzewieją w gardle boga

a ty
ty uczysz mnie oddychać w wodzie
gdzie płoną biblioteki

wiatr przynosi mi twoje listy
każde słowo to czarna róża
rozkwitająca w płucach
kolcami ryjąca apokaliptyczny alfabet

o północy widziałem
jak mój cień odkleja się od stóp
i idzie w stronę lasu
gdzie posągi szepczą wspak
imiona których nigdy nie było

a jednak
gdy światło umiera jak zwierzę w potrzasku
śmieję się szeptem
bo nawet pustka ma swój smak
gorzki jak pierwszy oddech
słodki jak ostatni grzech

Kategorie
Post

Krew ziemi

Pietrkowi matka z grobu szeptała:
„Niech korzeń w serce ci wrośnie,
niech chleb w pół słowa się łamie,
a deszcz napoi cię niepokojem”.

On łopatą wgniatał w bruzdy
kruche szkielety kartofli.
Niebo pękło jak garnek,
wylało smutek z gwiazd i popiół.

W studni święta woda skisła,
w kościele Pan Bóg odwrócił twarz.
Pietrek modli się na kamieniu,
który ziemia wypluła krwawym znakiem.

Włosy ma z perzu i rdzy,
dłonie – dwa toporki świtu.
Żona w garnku łzy warzy,
gdyż dziecko zrodziło się bez krzyku.

Nocą chłop w polu klęczy,
słyszy, jak zboże w nim rośnie.
„To nie ja żyję” – szepce do miedzy –
„To we mnie umiera coś po mnie”.

O świcie, gdy kury pieją
pianiem zardzewiałym od głodu,
wynosi na moczary swój ból
w zawiniątku z łyka i powrozów.

Zostawia go tam, gdzie rzeka
wężem wijąc się pości.
„Niech inni znajdą, niech jedzą” –
klnie i żegna się trzy razy strachu pomny.

Pietrek zostaje. Wie, że korzeń,
który w sercu wzrastał,
nigdy nie pozwoli mu odejść.
Ziemia go trzyma –
jak matka i puścić nie może.

Kategorie
Post

sezonowe uczucia

śluby dziś pachną instagramem
jednorazowe bukiety z odzysku
na obrączkach wygrawerowane hashtagi
uczucia zamknięte w losowej relacji

przysięgi są niczym oddech na szybie
rozmywają się nim zrozumiesz słowa
wiatr rozwiewa ostatni żar z kominka
choć zawsze był elektryczną atrapą

serce – plastikowy kubek
gnieciony jedną ręką
wrzucony do zmieszanych odpadów
po bólu pozostaje przestrzeń
poszukująca dawnego sensu

w tłumie ulotnych spojrzeń
czasem odkrywane jest uczucie
twarde jak skała żywe jak korzeń
a gdy życie próbuje je złamać
staje się źródłem wiecznej siły

Kategorie
Post

nici w pustych dłoniach

rozmowa dwóch much na szybie
jedna twierdzi że nie ma wyjścia
druga nie widzi świata za szkłem
tylko pustkę nieodbijającą twarzy

na podłodze ślady butów
marne życie wydeptane z brudu
cofanie się nie jest opcją
choć drzwi otwarte jak ramiona
nigdy nie wiedzą kogo objąć

w kuchni sól zbiera się w grudki
powiedziałaś że to łzy ziemi
ale ziemia nie płacze –
ludzie to robią za nią
ich ręce pękają zmęczone światem

na sznurku wisi pranie
jakby chciało nauczyć się fruwać
pod wiatr zawsze wiejący pytaniami
a odpowiedzi chowają się
za starymi ręcznikami

w rogu pokoju pajęczyna pełna marzeń
złapała czas niezdolny do ucieczki
nikt go nie zauważył –
życie to zaplątana sieć
aż sama się zrywa
zostawiając nici w pustych dłoniach

Kategorie
Post

ziarno łagodnej iluzji

okulary
czasem rzucam byle jak
na stół na parapet
w rozsypanej porze dnia

nie przejmują się tym
znają wszelkie sekrety
postrzegania świata

gdy je zakładam
świat przybiera pozory
kontury kreślą wyraźne kształty
a wewnątrz rodzi się pytanie
czy ostrość
ma prawdziwe oblicze

kiedy je zdejmę
pozwalam sobie na mglistą iluzję
tam gdzie granice
nie ranią
a obce twarze
łagodnieją w cichym rozmyciu

w zaparowanym szkle
tli się odpowiedź
dlaczego tak uparcie chcemy
więcej niż znosi prawda

każdy dzień przypomina
że przejrzystość jest maską
dla brutalnego świata

Kategorie
Post

ostatnia wieczerza

twój głos brzmi jak modlitwa
lecz to tylko szept
pełen zagubionych słów
czy ja jestem judaszem
czy ty
krzyż na ścianie traci cień

kropla spływa po skroni
rzeźbiąc bliznę w drewnie
pot łza skrawki światła
wszystko zlewa się w jedno
noc pożera spróchniałe granice

ciało moje ciało twoje
splecione spojrzenia
łamiemy je razem
oznaczając każdy dotyk
kolejnym gwoździem

płomień świecy drży pożądliwie
a krucyfiks zdaje się pękać
w zardzewiałym powietrzu

pokornie milczymy
aż zostaje tylko pusty stół
okruchy po ostatniej wieczerzy
i ta cisza
jak płacz trzynastego apostoła

Kategorie
Post

cisza

zasiane milczenie wschodzi
na polu żyznych myśli
ktoś skosił wybujałe gesty
lecz słowa zostały w ziemi

czasem lepiej
gdy nic nie wzrasta

Kategorie
Post

wszystko jednym tlenkiem

nocna lampka łamie smugi na szybie
jak obietnica bez wyraźnych brzegów
w przestrzeni między wersami
czai się szymborska z ciętymi obrazami

różewicz patrzy na wszystko
jego spojrzenie rozkłada słowa
na atomy bez ozdobnej formy
jedynie sedno i nagi wstyd

herbert w kącie z ironią
prostuje linijki
aby wszystko było klasyczne
a kamień wrócił na swoje miejsce

sosnowski otwiera nieistniejące drzwi
frazy dymią jak refleksyjne niedopałki
wybrzmiewają zapomnianą ciszą
bez niepotrzebnych świadków

a ty czytelniku zbierasz fragmenty
kurzu w świetle późnego popołudnia
próbujesz złożyć coś dla siebie

choć wiesz — wszystko w tej chwili
rozpływa się słodkim oddechem
tlenkiem czyniącym z nas ludzi

Kategorie
Post

cisza

za ścianą pastelowy świat
pachnie farbą jakby wszystko było nowe

w szufladzie pochwalne listy
za troskę za uśmiech za cierpliwość
nagrody od rodziców dziecięce rysunki
pan z muchą w kropki
zawsze na dyżurze

płacz mieszka pod dywanem
zwinął się w kłębek jak wstyd
czeka aż ktoś go wytrzepie

ściany mają uszy
ale nie pamięć
nie powtórzą szeptów
nie zapiszą krzyków
nie pękną

w końcu ktoś zapukał
do drzwi zamkniętych na spokój
na klucz z plastiku
łamiący się w dłoniach

gdyby słowa miały odwagę krzyczeć
gdyby obrazy nie bały się światła
może ktoś przestałby mówić
„to tylko wyobraźnia dzieci”

milczenie trwa
aż przestaną cicho płakać

Kategorie
Post

faktura 03/01/25

piszemy listy do zmywarek
czytają je na mokro
z tanią tabletką
bez podpisu

lodówka chowa sekrety w szufladzie
zapachy po świętach
tłumią hałas między półkami

pilot od telewizora
kontroluje wszechświat z sofy
szuka życia na kanale 998

czajnik gwiżdże bez emocji
kalendarz milczy o przyszłości
tylko żarówka miga w proteście

nad zlewem
a my?
może byśmy się przytulili
jak te słoiki
w spiżarni mamy

gdzieś za rogiem
zawsze czeka poniedziałek
w kolorze rozlanego mleka