Kategorie
Post

ołówek

leży na stole
jak zapomniany świadek
może naszkicuje marzenia
może napisze ostatni rozdział
lub jedynie postawi krzyżyk
w rubryce która przemilczy resztę

a jeśli milczenie
jest jego arcydziełem
linia której nigdy nie poprowadzi
doskonalsza niż te
co tną papier na pół

tępy koniec
ostry koniec
a między nimi napięcie
jakby cisza już wiedziała
że kiedyś przemówi

Kategorie
Post

Filiżanka i inne uniwersa

Weź filiżankę — z pozoru nieskazitelnie białą,
lecz w jej zakamarkach wciąż szemrzą dawne rozmowy:
szepczą o snach, zapisanych w biegu
i pytaniach, zawieszonych w martwej ciszy.

Przyjrzyj się, jak w porcelanie igra rozproszony wszechświat:
delikatna krawędź przywodzi na myśl horyzont,
kusi, by postawić kolejny krok.
Każde pęknięcie odsłania nowy kosmos,
gdzie światło przeciska się przez najcieńszą szczelinę.

W ciszy zapytaj siebie:
czy kruchość nie bywa siłą,
która unosi nas ponad codzienne potknięcia?
Może filiżanka — tak jak my —
nauczyła się żyć z pęknięciami,
nie wstydząc się subtelnych blizn.

Kiedy obracasz ją w dłoni,
cichnie gwar miasta,
a cały wszechświat przycupnął na brzegu spodka.
W bieli ceramiki kłębi się milczenie,
przeszłe daty i wspomnienia z mozołem
przedzierają się przez patynę gestów.

Nawet gdy resztki kawy rozpływają się w parze,
pozostaje miejsce na kolejną porcję ciepła.
To zaproszenie, by choć na chwilę zastygnąć,
gdy przeszłość spotyka się z nową opowieścią.
W każdym łyku brzmi tyle oddechu i nadziei.

W ostatnim geście
filiżanka odsłania puste miejsce,
które nie jest próżnią, lecz obietnicą.
W rozszczepieniu ciszy
tętni esencja nowego słowa —
dowód, że w bieli porcelany
mieści się nieskończona opowieść o nas samych.

Kategorie
Post

klucz do niczego

w mrocznym pokoju
pusta butelka dotyka ściany
jak język spierzchniętej tęsknoty

na parapecie gromadzą się oddechy
okno otwarte na pół świata
i na pół nieprzespanej nocy

przeglądam się w lustrze
rozbita twarz jest bardziej moja
kiedy pęka od spojrzenia
i wylewa się z niej milczenie

papieros dogasa jak ostatnia myśl
nienakręcony zegarek tyka równo
każda sekunda to rana
każda rana to imię
którego nie odważę się wymówić

w kieszeni noszę klucz
do nieistniejących drzwi
choć zawsze otwierają coś we mnie

Kategorie
Post

list do matki

nie odpisuję bo co miałbym napisać
że jem byle co i śpię byle gdzie
że czasem budzę się w cudzym łóżku
bardziej martwy niż w snach o dzieciństwie

twoje ręce pachniały chlebem
moje – tytoniem i strachem
że jeśli wrócę to przywita mnie cisza

chodzę ulicami które nikogo nie pamiętają
widzę twarze – a wszystkie rozmazane
jakbym patrzył przez szybę oblizaną deszczem

nie pytaj czy dobrze mi tu gdzie jestem
nie ma już „tu” jest tylko „gdzieś”
i zgniłe resztki po człowieku
kiedy przestaje być synem

gdy wrócę jeśli wrócę
będę milczał tak głośno
aż usłyszysz każdy mój błąd

Kategorie
Post

przeczucie

to miał być zwykły marsz po chleb
nic podobnego do skrzydeł w locie

chodnik pełen spraw
szeleszczących jak gazety
rozchylone na ostatniej stronie

przypadkowy kot przeciął mi drogę
jego ogon pisał wers bez puenty

sprzedawca w kiosku wzruszył ramionami
człowiek który przeczytał już wszystko

pomyślałem — świat trwa spokojnie
nie chwieje się od drobiazgów

a jednak gdy wracałem
liść oderwał się od gałęzi
i spadał w sposób
którego nie dało się zlekceważyć

Kategorie
Post

biurokracja dla początkujących

w formularzu rubryka „imię ojca”
ale ojca już dawno przeniesiono do archiwum niepamięci
więc wpisuję 404 not found

w kolejce do okienka szept o numerkach
kto zdążył wydrukować przyszłość na białym papierze
a kto został na poziomie driftującej chmury

kobieta w różowym żakiecie przysięga
że jej podpis to coś więcej niż zygzakująca egzystencja
ale nikt nie wierzy – pieczątki mają więcej duszy

na ścianie klepsydra z sypkim czasem
ziarna opadają jakby kończyły zdanie w pół słowa
proszę przyjąć do wiadomości
– nie istniejesz poza numerem PESEL

w końcu dostaję decyzję
z pieczątką „rozpatrzone negatywnie”
choć niczego nie składałem

wychodzę
i nie wiem czy ten świat jest realny
czy tylko naszkicowany drżącą dłonią

Kategorie
Post

przy oknie w autobusie

siedzi chłopak w bluzie z logo zespołu którego nikt już nie słucha
stuk stuk – paznokcie o szybę jakby wygrywał swoją samotność
starsza pani z siatką pełną ziemniaków liczy przystanki do życia po cichu

studentka sprawdza wiadomości
„zaliczono – 3,0” – wyraz twarzy przypomina kserokopię zmęczenia
kierowca nuci pod nosem hymn wszystkich rozczarowanych

autobus się zatrzymuje światło jednakowo dotyka wszystkich twarzy
tych co jadą do pracy tych co wracają z miłości
i tych co nie wiedzą gdzie właściwie wysiąść

przystanek końcowy – a życie tylko się przesiada

Kategorie
Post

martwa natura z zegarem

półmrok osiada na stole jak kurz na wspomnieniach
jabłka rozsypane jakby ktoś przerwał scenę w połowie
zegar liczy sekundy nie wierząc w zmianę

portret przodka zbyt srogi by patrzeć obojętnie
pęknięcie w lustrze – rysa między wtedy a teraz
filiżanka trzyma fason – choć każdy dźwięk może ją roztrzaskać

wszystko drga w zawieszeniu – niepewne swojego finału
zegar znudzony odwraca wskazówki jak oczy
a jabłko – pierwszy rekwizyt historii – znów się toczy

zawsze spada obdarte ze złudzeń

Kategorie
Post

nowy rajski owoc

wchodzę do neonowej świątyni
wlokąc za sobą zmęczenie
z sufitu kapie rytm gorącego powietrza —
mieszanka potu krwi i złudnych obietnic

to miasto przypomina cudowny ogród
tyle że wśród kwiatów wiją się żmije
na gałęziach zamiast jabłek
kołyszą się puszki energetyków
a pod plastikową korą
krąży głód nie do zaspokojenia

na chodniku ślady butów
rysują litery pośpiechu
w okienku fast-foodu uśmiech kasjerki
zastyga między frytkami a szeptem:
„wszystko dzisiaj za grosze — nic nie kosztuje”

rowerzysta zderza się z klaksonem taksówki —
iskrzy agresja
rozlewa się po betonie zasklepia w gardłach
zostawia posmak spalonej gumy

z pękniętych głośników w radiu
wycieka skarga o utraconej miłości
lecz bezimienne twarze mijają ją obojętnie
jakby opłakiwała tylko zmiażdżone puszki
i resztki jedzenia
deptane w brudnej kałuży

przy kasie samoobsługowej
spotykam cień z pragnieniem w oczach
pyta gdzie można kupić spokój
milczę —
nikt go tu przecież nie sprzedaje

w kolejce do bankomatu
ktoś kaszle suchym echem fabryki
a stalowe wnętrze maszyny
pochłania cudze marzenia
i wypluwa zielony papier
o metalicznym zapachu

cały ten świat jest słodko-kwaśny
jak zielone jabłko
które wgryza się w nasze życie
zanim zdążymy nadgryźć je sami

zasypiam wpatrując się w pulsujące neony
obiecany rabat na raj
lecz w snach dudni
migotliwe widmo nowego piekła
wciśnięte w tęczę LED

i czuję że chwytam ten rajski owoc
który zamiast nasycić
rozbudza wieczne pragnienie

Kategorie
Post

kod kreskowy na miłość

miłość to paragon za duży na portfel
zgięty wciśnięty obok kart lojalnościowych
przytula się do drożdżówki z orzechami

w kolejce do życia trafia się każdemu
czasem jak wygrana czasem jak błąd systemu
czytnik zatrzymuje się na chwilę jakby nie dowierzał

przeglądasz uczucia wyschnięte jak liście w starej książce
włączasz filtr „czarno-białe” żeby mniej bolało
bo kolory czasem świecą zbyt mocno

miłość leży na dnie koszyka – między
siniakiem na jabłku a zerwaną rączką od reklamówki
wracasz do domu rozpakowujesz życie

i znów jest – choć nikt jej nie wkładał