Kategorie
Post

raport z zimowego frontu

nasypało po kolana – bez konsultacji społecznych
śnieg przywalił miasto jak nieoczekiwany deadline
koce w gotowości bojowej
herbata z wczoraj – lukier na apatii

na przystanku fauna zimowa:
ludzie pingwiny z kapturami po nos
dzieciarnia wydziera się jak megafon
rysują palcem na szybach
„kocham” i wulgaryzmy

facet z trzeciego piętra wychodzi na balkon
krzyczy: „zima zrobi z nas influencerów każdy selfie w zaspie”
śnieg udaje neutralność – klasyczny pasywny agresor

na chodniku kobieta goni czapkę jak marzenie
facet z psem rzuca ciche przekleństwa na los i smycz
puchowa kurtka – niby z reklamy a grzeje jak karton

grudniowy performance:
lśniące ścieżki na horyzoncie
wszędzie białe
a w środku my –
codzienność w wersji beta pełna błędów

i zawsze bez happy endu

Kategorie
Post

mechanika snu

noc jest fabryką bez okien
gdzie czas przestaje mieć znaczenie
maszyny w głowie obracają koła
tworząc światy rozsypujące się o świcie

sen to konstrukcja na próbę
bez instrukcji bez planu
czasem most nad przepaścią
czasem niekończący się labirynt

pod powiekami krążą obrazy
jak niedokończone filmy
postacie bez twarzy
mówią słowa których
nigdy nie pamiętasz

a jednak gdy się budzisz
coś zostaje –
cienka nić złudzenia
trzymająca dzień
w kruchej całości

Kategorie
Post

odcienie tuszu

miłość to nie gołębie na rynku
dziobiące okruchy dnia powszedniego
to raczej cisza między półkami
jakby świat wstrzymał oddech
gdy zabrakło twojego ulubionego tuszu do rzęs

mówiłaś serce to namiętna sprężyna
przy tobie wierzga jak byk na rodeo
trzymam je na smyczy z babiego lata
lecz każda nić łatwo pęka w drobnych dłoniach

kocham cię jak aromat kawy
co drażni zmysły nim sparzy język
albo serial oglądany po kryjomu w samotności

czasem miłość pachnie obiadem
świeżo pokrojonym tymiankiem
często jednak przypalamy patelnię
rzucamy słowa na gorący olej
i modlimy się by nie spalić uczuć

przyjemnie łapiesz mnie za słowa
by nie przywarły zaczerwienione nieśmiałością

lecz ironii mi nie wyrwiesz
to zakorzeniony kwiat
co pozwala nam kwitnąć w szarej codzienności

Kategorie
Post

światło na wodzie

rok odchodzi jak szelest opadłych liści
z każdym dniem bliżej dna w klepsydrze
oddechy cięższe spojrzenia bardziej zamglone

czas nie pyta czy chcemy go zatrzymać
kalendarz kruszy się pod dotykiem dłoni
każda kartka niczym cień drżący w milczeniu

to wszystko jest tylko chwilą
która rozpływa się jak światło na wodzie
z każdą minutą godziną ―
kolejnym westchnieniem

Kategorie
Post

nie pytaj

nie pytaj mnie dlaczego siedzę
w barze co pachnie wczorajszym tłuszczem
i spóźnionymi rozmowami

tu każdy ma swoje powody
wszystkie mieszczą się w kuflu
pełnym choć pustym od emocji

barman ściera blat jak przeszłość
zawsze to robi patrząc w lustro
zamiast siebie widzi plecy klientów

świat za drzwiami woła wstawaj
czekam aż światło neonów
rozpuści noc w kieliszku wódki

najważniejsze rzeczy milczą
jak głos co krzyczy w głowie
zadając zbyt trudne pytania

czas przemija bez wskazówek
tylko twarze na mokrej podłodze
wysychają szybciej niż pamięć

Kategorie
Post

czołg w promocji

kup mi czołg w Biedronce
z bezterminowym sernikiem
i metką „promocja” na twarz
nikt już nie mówi „żegnaj broni”
wszyscy wycierają buty
o cudze marzenia

zerknij na regał z papierowymi sumieniami
bez daty ważności
sprzedawca milczy pakując je do toreb
obok kawy i czerstwego chleba
jakby wstyd przykryty warstwą taśmy
mógł zniknąć

kup mi czołg mam ochotę na pancerne wrażenia
choć wystarczą wyścigowe wózki na parkingu
kluczyki brzęczące jak ordery za przecenę
złapmy zniżkę na grzechy dnia codziennego
i wrzućmy do bagażnika
zaraz za potłuczoną przyzwoitością

po drodze wycisz telewizor do szeptu
wszystko gra
wyrzućmy resztki złudzeń
zawsze gotowe do recyklingu
jak plastikowe emocje na wyprzedaży

w końcu przestań się martwić
skoro cały ten dobrobyt mieści się
w reklamówce z kolorowym logo
to i wojna i pokój przeczekają w kolejce
z ulgowym biletem sumienia w promocji

Kategorie
Post

wigilia w okolicach dna miski

o siódmej rano
czekam w kolejce po chleb
rozpięte kurtki ogorzałe twarze
świadkowie grudniowej wojny

nadzieja drożeje z dnia na dzień
wciąż tańsza niż milczenie
pęczniejące w ścianach
świat pudruje się na biało
z daleka – bajka
z bliska – mokry śnieg
chlupocze w niespełnionym wczoraj

mama pochylona nad rachunkami
szuka równowagi
każda cyfra jak podmuch
z obcej krainy
tata pije herbatę
jego ręce drżą styczniowym wiatrem
gdyż sny o zawałach
pozostają bez ostrzeżeń

na stole porcelana po babci
przetrwała więcej niż my
czas wygładził jej skazy
lśni obietnicą na kredyt
przesuwamy talerze
jakby ruch mógł ukryć
pęknięcia w oddechach

z radia sączą się kolędy
przykrywając trzaski
mama nakłada ciszę
łyżką pełną tęsknoty
pragnie ciepła
i zapachu wiosennych kwiatów

w kącie puste krzesło
pomnik nieobecności
ktoś miał na nim siedzieć
zagubiony w innej walucie
obraz tnie się i migocze
uśmiechnięta pikselowa postać

łamiemy opłatek
tak szorstki w dotyku
choć szukamy iskry ciepła
dłonie stygną szybciej
niż barszcz na stole
mama zasłania twarz
jakby chciała zniknąć w dłoniach

stoimy przy stole
kapusta dusi się w swojej ciszy
a my –
rozsypani jak gruz
sklejamy się w świąteczne pozory

jedynie wigilia wymaga od nas
byśmy byli przez chwilę razem

Kategorie
Post

świąteczny rollercoaster

na przystanku stał anioł
aureola z logo marketu
wczoraj zbierał punkty na skrzydła
stare przeszły do kategorii premium

babcia kupiła rogalika
wyglądał jak pół księżyca
„jeszcze tylko gwiazdy w cukrze” –
mówiła gryząc niebo z masłem

na podwórku dzieci rysowały świat kredą
nie starczyło na ocean
lecz rzeka zmieściła się w kałuży
obok psa z trzema nogami

ojciec wyciągał meble na trawnik
zmienia dom na wersję light
„mniej mebli mniej ludzi więcej powietrza” –
niestety wiatr wywiał nieświeży oddech
prosto na balkon sąsiadów

na straganie sprzedawali marzenia
po złotówce za kilogram
przed świętami podrożały o trzy grosze
podobno popyt był większy niż rachunek za światło

dzisiaj wszystko kręci się dalej
jak bęben w pralce
pełen samotnych skarpetek
zawsze ciężko znaleźć parę

Kategorie
Post

nocny świt

w środku nocy gdy miasto zasypia
gwiazdy pękają cicho w powietrzu
cienie spływają atramentem po ścianach
księżyc przemyka dachami kradnąc sny

twoje dłonie jak poranny szron na klamkach
szukają ciepła w smugach rozciągniętej mgły
oczy utkane z iskier świetlików
rozsypują mrok na delikatne pasma

buty znaczą ślady na zmarzniętej ziemi
latarnie migoczą ospałym rytmem
asfalt błyszczy pękniętym lodem
kroki cichną zbyt lekkie by unieść noc

tramwaj przeciąga się w oddali jak stary pies
światła rwą ciemność na strzępy
twoje słowa osypują się pyłem
opadają miękko jak śnieg na splecione dłonie

świt wychyla się zza horyzontu
rysuje bruzdy na zwiotczałym niebie
miasto ziewa budzi się a my —
milcząc trzymamy chwilę za ostatni rąbek
jakby mogła ocalić to co już prawie zgasło

Kategorie
Post

serce z origami

miłość składa się z pustych kubków
na kuchennym blacie
okruchów wczorajszego chleba
i ciszy co uciska gardło
niczym tępy zimny nóż

czekam w przygaszonym świetle
herbata cierpka od spopielonego milczenia
noc w oknie ślizga się po szkle
niepewna czy ukryć się w mroku
czy zatonąć w powietrzu porwanych szeptów

chciałbym abyś była jedynie
mglistym odciskiem palca na lustrze
który można zetrzeć jednym ruchem
jak pył z krawędzi języka
nim wgryzie się w serce

postanowiłaś zostać w lodówce
gdzie umarły daty ważności
głuchym echem niepisanego listu
drżącym w pustej szklance
jakby czas wstrzymał oddech

złożony w origami tęsknoty
niosę ramiona pod ciężarem
nigdy niewypowiedzianych słów
gestów roztrzaskanych w próżni
niczym skrzydła ćmy o chłodną szybę

twoja nieobecność szepcze
stygmatycznym ostrzem głodu w sercu
uwięzionym chłodem co nigdy nie pęka
łzą zaklętą w źrenicy zegara
odliczającego bezduszne sekundy

a ja — zawieszony między wiarą a pustką
błądzę po brzegu zgaszonego światła
usiłując odjąć cię od siebie
jak cień co nie ma ciała
jednak istnieję w milczącym spojrzeniu

i tęsknię —
składając kocham na nowo