Kategorie
Post

biurokracja dla początkujących

w formularzu rubryka „imię ojca”
ale ojca już dawno przeniesiono do archiwum niepamięci
więc wpisuję 404 not found

w kolejce do okienka szept o numerkach
kto zdążył wydrukować przyszłość na białym papierze
a kto został na poziomie driftującej chmury

kobieta w różowym żakiecie przysięga
że jej podpis to coś więcej niż zygzakująca egzystencja
ale nikt nie wierzy – pieczątki mają więcej duszy

na ścianie klepsydra z sypkim czasem
ziarna opadają jakby kończyły zdanie w pół słowa
proszę przyjąć do wiadomości
– nie istniejesz poza numerem PESEL

w końcu dostaję decyzję
z pieczątką „rozpatrzone negatywnie”
choć niczego nie składałem

wychodzę
i nie wiem czy ten świat jest realny
czy tylko naszkicowany drżącą dłonią

Kategorie
Post

przy oknie w autobusie

siedzi chłopak w bluzie z logo zespołu którego nikt już nie słucha
stuk stuk – paznokcie o szybę jakby wygrywał swoją samotność
starsza pani z siatką pełną ziemniaków liczy przystanki do życia po cichu

studentka sprawdza wiadomości
„zaliczono – 3,0” – wyraz twarzy przypomina kserokopię zmęczenia
kierowca nuci pod nosem hymn wszystkich rozczarowanych

autobus się zatrzymuje światło jednakowo dotyka wszystkich twarzy
tych co jadą do pracy tych co wracają z miłości
i tych co nie wiedzą gdzie właściwie wysiąść

przystanek końcowy – a życie tylko się przesiada

Kategorie
Post

martwa natura z zegarem

półmrok osiada na stole jak kurz na wspomnieniach
jabłka rozsypane jakby ktoś przerwał scenę w połowie
zegar liczy sekundy nie wierząc w zmianę

portret przodka zbyt srogi by patrzeć obojętnie
pęknięcie w lustrze – rysa między wtedy a teraz
filiżanka trzyma fason – choć każdy dźwięk może ją roztrzaskać

wszystko drga w zawieszeniu – niepewne swojego finału
zegar znudzony odwraca wskazówki jak oczy
a jabłko – pierwszy rekwizyt historii – znów się toczy

zawsze spada obdarte ze złudzeń

Kategorie
Post

nowy rajski owoc

wchodzę do neonowej świątyni
wlokąc za sobą zmęczenie
z sufitu kapie rytm gorącego powietrza —
mieszanka potu krwi i złudnych obietnic

to miasto przypomina cudowny ogród
tyle że wśród kwiatów wiją się żmije
na gałęziach zamiast jabłek
kołyszą się puszki energetyków
a pod plastikową korą
krąży głód nie do zaspokojenia

na chodniku ślady butów
rysują litery pośpiechu
w okienku fast-foodu uśmiech kasjerki
zastyga między frytkami a szeptem:
„wszystko dzisiaj za grosze — nic nie kosztuje”

rowerzysta zderza się z klaksonem taksówki —
iskrzy agresja
rozlewa się po betonie zasklepia w gardłach
zostawia posmak spalonej gumy

z pękniętych głośników w radiu
wycieka skarga o utraconej miłości
lecz bezimienne twarze mijają ją obojętnie
jakby opłakiwała tylko zmiażdżone puszki
i resztki jedzenia
deptane w brudnej kałuży

przy kasie samoobsługowej
spotykam cień z pragnieniem w oczach
pyta gdzie można kupić spokój
milczę —
nikt go tu przecież nie sprzedaje

w kolejce do bankomatu
ktoś kaszle suchym echem fabryki
a stalowe wnętrze maszyny
pochłania cudze marzenia
i wypluwa zielony papier
o metalicznym zapachu

cały ten świat jest słodko-kwaśny
jak zielone jabłko
które wgryza się w nasze życie
zanim zdążymy nadgryźć je sami

zasypiam wpatrując się w pulsujące neony
obiecany rabat na raj
lecz w snach dudni
migotliwe widmo nowego piekła
wciśnięte w tęczę LED

i czuję że chwytam ten rajski owoc
który zamiast nasycić
rozbudza wieczne pragnienie

Kategorie
Post

kod kreskowy na miłość

miłość to paragon za duży na portfel
zgięty wciśnięty obok kart lojalnościowych
przytula się do drożdżówki z orzechami

w kolejce do życia trafia się każdemu
czasem jak wygrana czasem jak błąd systemu
czytnik zatrzymuje się na chwilę jakby nie dowierzał

przeglądasz uczucia wyschnięte jak liście w starej książce
włączasz filtr „czarno-białe” żeby mniej bolało
bo kolory czasem świecą zbyt mocno

miłość leży na dnie koszyka – między
siniakiem na jabłku a zerwaną rączką od reklamówki
wracasz do domu rozpakowujesz życie

i znów jest – choć nikt jej nie wkładał

Kategorie
Post

raport z zimowego frontu

nasypało po kolana – bez konsultacji społecznych
śnieg przywalił miasto jak nieoczekiwany deadline
koce w gotowości bojowej
herbata z wczoraj – lukier na apatii

na przystanku fauna zimowa:
ludzie pingwiny z kapturami po nos
dzieciarnia wydziera się jak megafon
rysują palcem na szybach
„kocham” i wulgaryzmy

facet z trzeciego piętra wychodzi na balkon
krzyczy: „zima zrobi z nas influencerów każdy selfie w zaspie”
śnieg udaje neutralność – klasyczny pasywny agresor

na chodniku kobieta goni czapkę jak marzenie
facet z psem rzuca ciche przekleństwa na los i smycz
puchowa kurtka – niby z reklamy a grzeje jak karton

grudniowy performance:
lśniące ścieżki na horyzoncie
wszędzie białe
a w środku my –
codzienność w wersji beta pełna błędów

i zawsze bez happy endu

Kategorie
Post

mechanika snu

noc jest fabryką bez okien
gdzie czas przestaje mieć znaczenie
maszyny w głowie obracają koła
tworząc światy rozsypujące się o świcie

sen to konstrukcja na próbę
bez instrukcji bez planu
czasem most nad przepaścią
czasem niekończący się labirynt

pod powiekami krążą obrazy
jak niedokończone filmy
postacie bez twarzy
mówią słowa których
nigdy nie pamiętasz

a jednak gdy się budzisz
coś zostaje –
cienka nić złudzenia
trzymająca dzień
w kruchej całości

Kategorie
Post

odcienie tuszu

miłość to nie gołębie na rynku
dziobiące okruchy dnia powszedniego
to raczej cisza między półkami
jakby świat wstrzymał oddech
gdy zabrakło twojego ulubionego tuszu do rzęs

mówiłaś serce to namiętna sprężyna
przy tobie wierzga jak byk na rodeo
trzymam je na smyczy z babiego lata
lecz każda nić łatwo pęka w drobnych dłoniach

kocham cię jak aromat kawy
co drażni zmysły nim sparzy język
albo serial oglądany po kryjomu w samotności

czasem miłość pachnie obiadem
świeżo pokrojonym tymiankiem
często jednak przypalamy patelnię
rzucamy słowa na gorący olej
i modlimy się by nie spalić uczuć

przyjemnie łapiesz mnie za słowa
by nie przywarły zaczerwienione nieśmiałością

lecz ironii mi nie wyrwiesz
to zakorzeniony kwiat
co pozwala nam kwitnąć w szarej codzienności

Kategorie
Post

światło na wodzie

rok odchodzi jak szelest opadłych liści
z każdym dniem bliżej dna w klepsydrze
oddechy cięższe spojrzenia bardziej zamglone

czas nie pyta czy chcemy go zatrzymać
kalendarz kruszy się pod dotykiem dłoni
każda kartka niczym cień drżący w milczeniu

to wszystko jest tylko chwilą
która rozpływa się jak światło na wodzie
z każdą minutą godziną ―
kolejnym westchnieniem

Kategorie
Post

nie pytaj

nie pytaj mnie dlaczego siedzę
w barze co pachnie wczorajszym tłuszczem
i spóźnionymi rozmowami

tu każdy ma swoje powody
wszystkie mieszczą się w kuflu
pełnym choć pustym od emocji

barman ściera blat jak przeszłość
zawsze to robi patrząc w lustro
zamiast siebie widzi plecy klientów

świat za drzwiami woła wstawaj
czekam aż światło neonów
rozpuści noc w kieliszku wódki

najważniejsze rzeczy milczą
jak głos co krzyczy w głowie
zadając zbyt trudne pytania

czas przemija bez wskazówek
tylko twarze na mokrej podłodze
wysychają szybciej niż pamięć