Kategorie
Post

czołg w promocji

kup mi czołg w Biedronce
z bezterminowym sernikiem
i metką „promocja” na twarz
nikt już nie mówi „żegnaj broni”
wszyscy wycierają buty
o cudze marzenia

zerknij na regał z papierowymi sumieniami
bez daty ważności
sprzedawca milczy pakując je do toreb
obok kawy i czerstwego chleba
jakby wstyd przykryty warstwą taśmy
mógł zniknąć

kup mi czołg mam ochotę na pancerne wrażenia
choć wystarczą wyścigowe wózki na parkingu
kluczyki brzęczące jak ordery za przecenę
złapmy zniżkę na grzechy dnia codziennego
i wrzućmy do bagażnika
zaraz za potłuczoną przyzwoitością

po drodze wycisz telewizor do szeptu
wszystko gra
wyrzućmy resztki złudzeń
zawsze gotowe do recyklingu
jak plastikowe emocje na wyprzedaży

w końcu przestań się martwić
skoro cały ten dobrobyt mieści się
w reklamówce z kolorowym logo
to i wojna i pokój przeczekają w kolejce
z ulgowym biletem sumienia w promocji

Kategorie
Post

wigilia w okolicach dna miski

o siódmej rano
czekam w kolejce po chleb
rozpięte kurtki ogorzałe twarze
świadkowie grudniowej wojny

nadzieja drożeje z dnia na dzień
wciąż tańsza niż milczenie
pęczniejące w ścianach
świat pudruje się na biało
z daleka – bajka
z bliska – mokry śnieg
chlupocze w niespełnionym wczoraj

mama pochylona nad rachunkami
szuka równowagi
każda cyfra jak podmuch
z obcej krainy
tata pije herbatę
jego ręce drżą styczniowym wiatrem
gdyż sny o zawałach
pozostają bez ostrzeżeń

na stole porcelana po babci
przetrwała więcej niż my
czas wygładził jej skazy
lśni obietnicą na kredyt
przesuwamy talerze
jakby ruch mógł ukryć
pęknięcia w oddechach

z radia sączą się kolędy
przykrywając trzaski
mama nakłada ciszę
łyżką pełną tęsknoty
pragnie ciepła
i zapachu wiosennych kwiatów

w kącie puste krzesło
pomnik nieobecności
ktoś miał na nim siedzieć
zagubiony w innej walucie
obraz tnie się i migocze
uśmiechnięta pikselowa postać

łamiemy opłatek
tak szorstki w dotyku
choć szukamy iskry ciepła
dłonie stygną szybciej
niż barszcz na stole
mama zasłania twarz
jakby chciała zniknąć w dłoniach

stoimy przy stole
kapusta dusi się w swojej ciszy
a my –
rozsypani jak gruz
sklejamy się w świąteczne pozory

jedynie wigilia wymaga od nas
byśmy byli przez chwilę razem

Kategorie
Post

świąteczny rollercoaster

na przystanku stał anioł
aureola z logo marketu
wczoraj zbierał punkty na skrzydła
stare przeszły do kategorii premium

babcia kupiła rogalika
wyglądał jak pół księżyca
„jeszcze tylko gwiazdy w cukrze” –
mówiła gryząc niebo z masłem

na podwórku dzieci rysowały świat kredą
nie starczyło na ocean
lecz rzeka zmieściła się w kałuży
obok psa z trzema nogami

ojciec wyciągał meble na trawnik
zmienia dom na wersję light
„mniej mebli mniej ludzi więcej powietrza” –
niestety wiatr wywiał nieświeży oddech
prosto na balkon sąsiadów

na straganie sprzedawali marzenia
po złotówce za kilogram
przed świętami podrożały o trzy grosze
podobno popyt był większy niż rachunek za światło

dzisiaj wszystko kręci się dalej
jak bęben w pralce
pełen samotnych skarpetek
zawsze ciężko znaleźć parę

Kategorie
Post

nocny świt

w środku nocy gdy miasto zasypia
gwiazdy pękają cicho w powietrzu
cienie spływają atramentem po ścianach
księżyc przemyka dachami kradnąc sny

twoje dłonie jak poranny szron na klamkach
szukają ciepła w smugach rozciągniętej mgły
oczy utkane z iskier świetlików
rozsypują mrok na delikatne pasma

buty znaczą ślady na zmarzniętej ziemi
latarnie migoczą ospałym rytmem
asfalt błyszczy pękniętym lodem
kroki cichną zbyt lekkie by unieść noc

tramwaj przeciąga się w oddali jak stary pies
światła rwą ciemność na strzępy
twoje słowa osypują się pyłem
opadają miękko jak śnieg na splecione dłonie

świt wychyla się zza horyzontu
rysuje bruzdy na zwiotczałym niebie
miasto ziewa budzi się a my —
milcząc trzymamy chwilę za ostatni rąbek
jakby mogła ocalić to co już prawie zgasło

Kategorie
Post

serce z origami

miłość składa się z pustych kubków
na kuchennym blacie
okruchów wczorajszego chleba
i ciszy co uciska gardło
niczym tępy zimny nóż

czekam w przygaszonym świetle
herbata cierpka od spopielonego milczenia
noc w oknie ślizga się po szkle
niepewna czy ukryć się w mroku
czy zatonąć w powietrzu porwanych szeptów

chciałbym abyś była jedynie
mglistym odciskiem palca na lustrze
który można zetrzeć jednym ruchem
jak pył z krawędzi języka
nim wgryzie się w serce

postanowiłaś zostać w lodówce
gdzie umarły daty ważności
głuchym echem niepisanego listu
drżącym w pustej szklance
jakby czas wstrzymał oddech

złożony w origami tęsknoty
niosę ramiona pod ciężarem
nigdy niewypowiedzianych słów
gestów roztrzaskanych w próżni
niczym skrzydła ćmy o chłodną szybę

twoja nieobecność szepcze
stygmatycznym ostrzem głodu w sercu
uwięzionym chłodem co nigdy nie pęka
łzą zaklętą w źrenicy zegara
odliczającego bezduszne sekundy

a ja — zawieszony między wiarą a pustką
błądzę po brzegu zgaszonego światła
usiłując odjąć cię od siebie
jak cień co nie ma ciała
jednak istnieję w milczącym spojrzeniu

i tęsknię —
składając kocham na nowo

Kategorie
Post

zapomniane miejsce

dzieci rozpłynęły się w ekranach
jak baloniki z helem znikające za blokami
huśtawka zmarszczona rdzą
kołysze powietrze
nad pękniętą gumą do skakania
która kiedyś odbijała
szczere uśmiechy od ziemi
pachnącej ciepłym kurzem

ławka pod trzepakiem oddycha samotnością
jesienny liść wtopił się w drewno
jak bilet wyblakły od słońca –
już nie zabierze nas
w wieczory pachnące piaskiem
gdzie sekretne słowa
szumiały w splątanych włosach

spaceruję zamyślony z psem
Santo zapatrzony w chmury
szuka drogi na podwórko sprzed lat
kiedy chłód był tylko wymówką
do kolejnej zabawy w berka

nad pergolą kiedyś lśniły winogrona
dzisiaj wiszą stalowe liny –
martwe struny bez głosu
nieruchome w swej bezużyteczności

z okna na parterze słychać reklamę
nowego serialu w kolorze i czerni
a tutaj w pokruszonym milczeniu
skrzypi tylko odciśnięty czas
wyryty w łuszczącej się farbie

odchodzę i patrzę za siebie
czy plac zabaw wybaczy ciszę

Kategorie
Post

święta z pudełka

z piwnicy wnoszę karton
podpisany „ozdoby” –
wewnątrz sztuczne gałązki
bombki z odpryskami czasu
i łańcuch prawie ze złota

choinka pachnie plastikiem
lecz światła migoczą jak dawniej

sąsiadka zza ściany wiesza lampki
na balkonie –
kot leniwie rozciąga pręgi

piernik z foremki smakuje idealnie
doskonały przepis z internetu
na stole biały obrus
pod nim kilka rachunków do opłacenia
(tradycja tak wymaga)

w kącie pokoju
stoją buty taty –
od lat nienoszone
choć wciąż wypastowane na święta
jakby ktoś miał wrócić

telewizja ponownie nie zawiodła
„Kevin sam w domu”
i przez chwilę czuję się jak dziecko –
bez hipoteki na 30 lat
z nadzieją na wieczną radość

Kategorie
Post

cena odkupienia

wigilijna ryba tonie w tłuszczu
jak grzechy świata w czerwonym winie
pijane anioły rozlane na obrusie
aureole z papieru święcą na chybił trafił

Betlejem w trybie stand-by
kolęda z reklamą wódki –
opłatek kruchy jak wiara
podzielona nierówno na pół

bożonarodzeniowa noc święci triumfy
święci milczą w porcelanowej gablocie
z krzyża spływa cekinowy brokat
Bóg się rodzi na ogorzałych mordach

pasterska trąbka z marketu brzęczy
nad pastwiskami z waty cukrowej
wół i osioł z chińskiego plastiku
spoglądają na błogosławioną rodzinę

pikselowe twarze w telewizorze –
Maryja reklamuje podrobione perfumy
Józef w garniturze od Armaniego
a dzieciątko –
kupujesz za 19,99 w dziale z zabawkami

ostatnia wieczerza odgrzana w mikrofalówce
modlitwy jak z roztrzaskanego głośnika
ledowa świeca bez zapachu bez cienia
all inclusive z ratami dopiero od stycznia

Bóg jest miłością tylko pamiętaj wypełnić ankietę satysfakcji

Kategorie
Post

dzień

między bramą a kioskiem
bezdomny pluje na chodnik
tam gdzie kot śpi –
wiatr układa mu wąsy

pośpiech łamie obcasy
sznurówki pękają we łzach
ktoś trzaska drzwiami
tramwaj sapie za rogiem

kolejny dzień udaje coś więcej
niż tylko część mechanicznego przemijania –
aż kapie z niego naoliwiona obojętność

widzisz
niebo znów zapomniało słońca
a śmietnik jęknął wiosną

Kategorie
Post

nie wiem kim teraz jestem

stoję w kuchni przy włączonym świetle
boję się ciemności w lodówce
odkładam ręce na blat patrzę
jak mleko spływa na podłogę

powtarzam wszystko jest w porządku
nie pamiętam kiedy ostatnio spałem
czy dzwoniłem do ciebie czy milczałem
jak pralka w nocy pusta i cicha

papieros dogasa na stole
(myśli kolebią się na boki)
zgaśnie sam czy po mnie
– ktoś włącza muzykę
słyszę jedynie wiatr za ścianą

jakby wiedział więcej o tym
czego nie chcę pamiętać

osiedle zapada w sen
światła gasną w oknach
zostaję sam w miejscu gdzie
mrok wypowiada moje imię

jest za późno na kawę
wylewam wodę z czajnika
czasem trzeba coś zrobić
żeby znowu było cicho

światło drży coraz słabiej
ciemność skrywa mnie inaczej
i nie wiem kim teraz jestem

już nie wiem czy wciąż istnieję
czy tylko czekam aż zgasnę